Latające trójkąty i zakamuflowane bumerangi

Od kilku lat do polskich ufologów docierają relacje o zagadkowych obiektach latających w formie trójkątów i bumerangów. Pod osłoną nocy, często w zupełnej ciszy, obserwowano je nad osiedlami, wsiami i ruchliwymi drogami. Czy to zaawansowane wojskowe maszyny przeprowadzające tajne operacje nad głowami Polaków? A może mamy do czynienia z nową odsłoną zjawiska UFO?


Piotr Cielebiaś

Swego czasu głośne stały się wydarzenia z Belgii, gdzie fala obserwacji tego typu obiektów w latach 1989-1990 zmusiła do reakcji tamtejszy rząd i armię. Ekspertyzy wykluczyły, by odpowiadały za to testy wojskowych maszyn. Kilka lat później seria spotkań z egzotycznymi obiektami latającymi przetoczyła się przez USA, a ostatnio podobnie dzieje się w naszym kraju.

Polscy ufolodzy otrzymali zaskakująco wiele wiarygodnych zgłoszeń o obiektach nieznanego pochodzenia w kształcie trójkątów lub bumerangów poruszających się bezgłośnie, często na niedużej wysokości. Wśród nich były prawdziwe giganty, które wyglądały na zakamuflowane – otoczone polem maskującym przypominającym obserwatorom mgłę lub zmąconą wodę.

Stopień zbieżności relacji wskazywał, że obserwatorzy widzieli maszyny, w których przejawiała się wspólna myśl techniczna. Te nieuchwytne pojazdy, łamiące zasady fizyki i bezpieczeństwa lotniczego, widywane były zwykle pod osłoną nocy, nierzadko nad zaludnionymi obszarami czy ruchliwymi drogami.

Gdzie znaleźć numer 12/2015 NŚ?

Przyjrzymy się najpierw najciekawszym obserwacjom latających trójkątów i bumerangów nad obszarem naszego kraju, których szczyt aktywności przypadł na rok 2013. Jeśli ktoś z czytelników pragnie poszerzyć wiedzę o tych zdarzeniach, potrzebne odnośniki znajdzie w przypisach. Świadkami incydentów byli wiarygodni ludzie, którzy zwrócili się do ufologów, chcąc ustalić, co widzieli. Jako obywatele, mają prawo wiedzieć, co lata nad ich głowami. Tymczasem z jakichś powodów odpowiednie służby i wojsko odmawiają im wyjaśnień… 

Wczesne sygnały

Preludium do fali obserwacji z 2013 r. okazało się zdarzenie, które miało miejsce w Sandomierzu 31 października 2008 r. Była 18:10, kiedy Piotr G. – z zawodu architekt, wychodząc z domu rodziców i dzwoniąc do żony, odruchowo spojrzał w niebo. Zobaczył wówczas coś niebywałego:

Obiekt nadleciał z południowego zachodu i w całkowitej ciszy zmierzał w kierunku północno-wschodnim – mówił mężczyzna w wywiadzie dla portalu infra.org.pl. – Sądzę, że znajdował się na wysokości co najmniej 10 tysięcy metrów nad ziemią. Jego krawędzie były lekko rozmyte, jakby zamaskowane. Przywoływały na myśl falującą, brudną, zmąconą wodę. Natomiast jego korpus wydawał się być otoczony „polem siłowym” lub „mgłą” w kolorze biało-czerwonym. Miałem wrażenie, że tej mgle towarzyszyło mnóstwo punkcików świetlnych o tej samej barwie...

To jedynie fragment niniejszego artykułu. Więcej w grudniowym numerze NŚ (12/2015) str. 42-49.

W sprzedaży



Newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.