Psychodeliczny kidnaping

Czy istoty dokonujące na ludziach abdukcji to na pewno przybysze z innej planety lub z innego wymiaru? Może - posiadając nieograniczone możliwości - są one raczej kimś w rodzaju inżynierów, kształtujących myślenie i losy całych cywilizacji? Wiele wskazuje na to, że zagadki tej nie rozwiążemy przy pomocy samego rozumu.

Poniżej prezentujemy fragment publikacji zamieszczonej w kwietniowy NŚ (04/2016).

Osobą, która w sposób szczególny zainteresowała się tzw. wojskowymi abdukcjami (porwaniami przez nieznanych sprawców i poddaniu ofiar zabiegom medycznym), jest austriacki członek organizacji MUFON, specjalista od egzoplanet i astronomii, dr Helmut Lammer (ur. 1965). Pisał on na ten temat tak:

Rzekome wojskowe zaangażowanie w zjawisko abdukcji może wskazywać, że armia wykorzystuje osoby uprowadzone do eksperymentów z kontrolą umysłu, testowania broni mikrofalowej, monitorowania swoich ofiar oraz zbierania o nich informacji.

Jeśli służby specjalne rzeczywiście dokonują tego typu zabiegów, utrzymywanie mitu o porwaniach przez Obcych jest im bardzo na rękę. Osoba, która przeszła przez abdukcję, łatwiej zaakceptuje, iż padła ofiarą istot z Kosmosu (co może wydawać się nawet nobilitujące), niż przygotowanego przez wojsko testu. Jednak Lammer zakłada, że większości abdukcji dokonuje inteligencja pozaziemska. Według niego MILAB (od ang. military abduction, pol. - wojskowe uprowadzenie) mogło wydarzyć się w kilku przypadkach, kiedy to ludzie starali się podszywać pod fenomen, który funkcjonuje poza wszelką kontrolą. Jego zdaniem wojskowe uprowadzenia wyróżnia m.in. to, że ofiara pamięta, jak była przywiązana do krzesła lub stołu operacyjnego, pojona (np. środkiem odurzającym lub płynem z kontrastem), oraz jak krzątał się wokół niej personel medyczny. Zdarzało się, że podczas tego typu abdukcji porwanemu wszczepiano lub usuwano implant.

W ramach MILAB najprawdopodobniej wykorzystuje się ziemską, choć dla cywili mocno egzotyczną technikę. Oprócz środków chemicznych halucynacje mogą być indukowane przez broń elektromagnetyczną i mikrofalową. Jako przykład Lammer podaje tzw. efekt Freya, czyli słyszenie mikrofalowe. Zwolennicy teorii spiskowej twierdzą, że służby specjalne opanowały tę technologię do tego stopnia, że są w stanie zakłócać myślenie ludzi, stosując tzw. elektroniczne nękanie (ofiara słyszy w głowie głosy). Inna sprawa to mikroczipy, które doskonali się już od lat 60-tych. Możemy tylko snuć przypuszczenia, czy dziś dobrze znana i powszechnie wykorzystywana technologia nie była po wojnie testowana na ludziach, często niezdających sobie z tego faktu sprawy. Lammer przypomina w tym kontekście kontrowersyjną i nie do końca jasną sprawę Szweda, Roberta Naeslunda, który twierdził, że w 1967 r. wszczepiono mu podczas operacji miniaturowe urządzenie kontrolujące myśli.

Choć mogłoby się wydawać, że hipoteza MILAB brzmi składnie, nie tłumaczy ona wszystkich przypadków abdukcji. Wiadomo bowiem, że występowały one poza granicami USA krótko po II wojnie światowej (przykładem może być wspomniany w poprzedniej części artykułu przypadek z okolic Głuchołazów), a być może i przed nią.

Druga rzecz to cel tego zjawiska. Badacze (Mack i inni) ustalili, że abdukcje dotykają bardzo różnych ludzi – zwykle niczym niewyróżniających się obywateli. Jeśli rzeczywiście stałaby za tym armia/służby, po co uprowadzano by Bogu ducha winne osoby? Nawet, gdyby jako wytłumaczenie przyjąć testy, byłoby to ryzykowne, gdyż prędzej czy później ofiary trafiają do ufologów czy psychologów, co ewentualny projekt naraża na zdemaskowanie...

Więcej w kwietniowym numerze NŚ (04/2016) str. 47-51.

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.