Piłki bogów

Zgodnie z jedną z hipotez, w zamierzchłej przeszłości Przybysze z Kosmosu upatrzyli sobie wybrzeże Kostaryki w charakterze stałego kosmodromu, a kamienne sferoidy rozgraniczały pasy startowe dla ich gwiazdolotów.

W licznych rejonach naszej planety od czasu do czasu znajdowane są kamienne kule o idealnym kształcie. Wśród nich są prawdziwe olbrzymy o średnicy 3 m i ciężarze 16 ton, a także maluchy wielkości dziecinnej piłeczki. Uczeni od lat łamią sobie głowy nad tym, co to takiego i skąd się wzięło?

Poniżej prezentujemy fragment publikacji zamieszczonej w majowym NŚ (05/2016).

Geolodzy stawiają na naturalne pochodzenie kul. Natomiast archeolodzy wprost przeciwnie – uważają, że zostały one wykonane sztucznie. Ale jeżeli tak, to przez kogo i po co? W tej mierze brakuje przekonywującego wyjaśnienia.

Na Nowej Zelandii i w kilku innych miejscach kule, o jakich mowa, zwane są arbuzami proroka Eliasza. Autor Wspomnień z przyszłości Erich von Däniken nazwał je piłkami, którymi grali bogowie. „Piłkami bogów” nazywają je także w Kostaryce, gdzie wspomnianych kul jest osobliwie dużo.

Geometria w dżunglach

W połowie lat 30., United Fruit Company zajmująca się uprawą i rozprowadzaniem warzyw oraz owoców postanowiła rozszerzyć swoje plantacje bananów w Kostaryce. Po tygodniu od rozpoczęcia prac do biura kompanii zadzwonił brygadzista jednej z brygad zajmującej się wyrębem lasu i poprosił, by jak najszybciej przybył ktoś z szefostwa.

– Powinniście to zobaczyć! – krzyczał do słuchawki. – Nie mam zielonego pojęcia, co z tym zrobić!

Szefowie przedsiębiorstwa, którzy przybyli na wskazane przez pracowników miejsce, stwierdzili, że TO okazało się być ogromnymi, wyższymi od wzrostu człowieka, kamiennymi kulami. Wyglądały one jak sferoidy z idealnie gładką powierzchnią, oszlifowaną nie przez siły Natury, lecz ludzkimi rękami.

Znaleziskiem zainteresowali się amerykańscy archeolodzy, a w szczególności dr Doris Stone. Badacze znaleźli w tym rejonie wielką ilość kamiennych kul o różnych rozmiarach. Największe miały rozmiary do 3 m i ważyły 16 ton, a najmniejsze – średnicę piłki tenisowej i masę kilkuset gramów. W dodatku nie leżały one jak popadło, lecz rozmieszczono je w jakimś geometrycznym porządku. Jedne kule tworzyły linie proste, inne spirale, jeszcze inne ustawiono w kwadraty, prostokąty, trójkąty, ścięte piramidy (trapezy). Niemal tak, jak na poglądowej lekcji geometrii!...

Więcej w majowym numerze NŚ (05/2016) str. 42-47.

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.