Duchy Teneryfy: u progu tajemnicy

PUBLIKACJA ROKU

Teneryfa, Wyspa Wiecznej Wiosny, postrzegana jest zazwyczaj jako wymarzone miejsce zamorskiego urlopu, egzotyczny Raj, do którego podróżujemy, by nacieszyć się Słońcem, urokliwymi krajobrazami i wakacyjną beztroską. Mało kto wie, że kryje ona w sobie tajemnicę związaną ze szczególnie silną aktywnością zjawisk paranormalnych.

Poniżej prezentujemy fragment publikacji zamieszczonej w listopadowym NŚ (11/2016).

Artykuł ten jest zapisem obserwacji, analiz oraz wniosków wykonanych przez trzy osoby, z trzech państw: Polski, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Kiedy zaczynałem moją przygodę ze zjawiskami paranormalnymi na Teneryfie, słuchając opowieści leciwej mieszkanki Vilaflor, nie wiedziałem, że poszukiwania zaprowadzą nas tak daleko i, być może, pozwolą uchylić rąbka jednej z największych tajemnic – fenomenu duchów.

Stara Hiszpanka, o twarzy pooranej milionem zmarszczek, przez całe życie nie opuściła wyspy. Ma na imię Rosa i od dzieciństwa mieszka w malowniczej miejscowości Vilaflor znajdującej się na krętej, górskiej drodze prowadzącej do wulkanu Teide, z którego „wyrosła” cała Teneryfa. Podobnie jak inni miejscowi, Rosa nie lubi opowiadać historii o duchach. Tutaj to swoiste tabu, nikt nie chwali się „dykteryjkami” o zjawiskach nadprzyrodzonych. A jednak naszej trójce – Annie Martinez-Sanchez, Johnowi Lagermanowi i mnie, Rosa opowiedziała starą legendę okraszoną nieznanymi, fascynującymi szczegółami.

Mówiła tak:

– Zanim na Wyspę przybyli Hiszpanie, żyły tu plemiona rdzennych mieszkańców – Guanczów. Byli to ludzie dumni, wysocy, białoskórzy, niebieskoocy. Słynęli urodą: mężczyźni przystojnością, kobiety subtelnym powabem, tak czarownym dla przybyszów z Europy.

Guanczowie byli szlachetni, ale łatwowierni. To dzięki zdradzie i okrucieństwu udało się najeźdźcom pokonać synów tej ziemi. Walki toczyły się jednak długo, znacznie dłużej niż umyślili poddani Korony Hiszpańskiej, bo Guanches wykorzystywali doskonałą znajomość terenu – jaskiń, grot, wąwozów. Zanim konkwistadorem udało się odnieść zwycięstwo, mordując prawie całą rdzenną ludność, trwały zamieszki i okupacja. Nim nadeszła śmierć, była nawet i miłość...

W podbitej miejscowości Chasna, stacjonował czas jakiś oddział Hiszpanów pod dowództwem kapitana Pedra de Bracamonte. Pewnego dnia ujrzał on dziewczynę urody cudnej, młodą Guanczkę. Gdy ją zobaczył, od razu chorą miłością zapłonął i posiąść postanowił. Bez zapytania, bez ojcowego przyzwolenia, wziął ją za swoją… A co by nie umknęła, kazał trzymać w zamknięciu, pod strażą. Na nic zdały się prośby strapionej familii dziewczęcia. Barcamonte nic sobie z nich nie robił.

Jednak traf chciał, że nie zniewolił zwykłej Guanczki; jeno szamankę i jeszcze z władczego rodu. Za sprawą czarów i wstawiennictwa samego Achamána dziewczyna uciekła, a na złego Barcamonte klątwa spadła.....

Więcej w listopadowym numerze NŚ (11/2016) str. 42-47

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.