Fenomen ukrytych przekazów międzypokoleniowych

Nieznany Świat 5/2017

Jak wiadomo, za przekazywaniem wyglądu, a także pewnych chorób i skłonności kryją się geny. Jednak już w starożytności dostrzeżono, że dziedziczyć można także… los.

Gdy był pomyślny, przypisywano to boskiej opiece, natomiast gdy okazywał się zły – ludzkim klątwom. Dziś zjawisko transgeneracyjności wyjaśnia psychologia, wzbogacając badania nad genealogią rodu o różne aspekty somy i psyche

Poniżej prezentujemy fragment publikacji zamieszczonej w NŚ 05/2017
Dostępne również wydanie elek­tron­iczne - e.nieznanyswiat.pl

Już w Biblii słowo pokolenie pojawia się ponad sto razy, m.in. w kontekście pamięci rodowej, sprawiedliwości, krzywdy czy zemsty. Nic dziwnego, że Zygmunt Freud (1856-1939) zaznaczał: Archaiczne dziedzictwo człowieka obejmuje nie tylko dyspozycje, ale także pewne treści, ślady wspomnień po przeżyciach poprzednich pokoleń [1]. Rozważając własne problemy, cierpienia i lęki austriacki psychoanalityk odkrył owo niewyrażone – błędnie przetłumaczone później jako nieświadomość – które dzielimy z innymi członkami rodziny czy społeczności, a także z własną psyche. Kształtuje nas ono, wpływając na dokonywane wybory, a w konsekwencji także los.

Zacznijmy od drzewa rodu

Tu pewna dygresja osobista. Od dziecka dręczyły mnie pytania egzystencjalne: kim właściwie jestem? jakie jest moje dziedzictwo? Często indagowałam o to rodziców, dziadków i kuzynów, ale nie zawsze otrzymywałam odpowiedzi: czułam, że różne sprawy przemilczano lub wręcz ukrywano. Gdy byłam już dorosła, Gerardo Pizarrocurrandero z Peru oznajmił mi nieoczekiwanie, że jestem jedyną osobą w rodzinie, która może oczyścić pokoleniowe traumy związane z powstaniami, wojnami i innymi krzywdami. I że silnie wpływają one na losy moich bliskich, a także na mój własny. Zaś ukraińska uzdrowicielka, uczennica syberyjskich szamanów Olga Milajewa zapytała mnie: Czy wie pani, że przeprowadza na drugą stronę zmarłych członków rodziny?

Jakiś czas wcześniej rozpoczęłam badania genealogiczne. Już samo ustalenie faktów dzięki dokumentom z USC i parafii oraz różnym kwerendom archiwalnym pozwoliły mi obalić familijnie przekazywane od pokoleń mity, a także odkryć skrzętnie skrywane tajemnice, jak choćby tę o świętokradcy zesłanym w XIX wieku na Syberię. Odnalazłam także nieznanych członków rodziny, zmarłych w niemowlęctwie i podczas wojen. Najwyraźniej spontanicznie ich opłakując, odbyłam żałobę, a wpisując ich nazwiska do drzewa genealogicznego, przywróciłam należne im miejsce w rodzie. Co ciekawe, często miałam przy tym odczucie, że poszukiwaniom tym sprzyjają sami przodkowie, podrzucając mi różne ślady i wskazówki. Zupełnie tak, jakby pragnęli zadośćuczynić swym potomkom i wyprostować poplątane ścieżki przeznaczenia.

Muszę jeszcze wspomnieć o innym aspekcie badań genealogicznych – zaznacza dr Małgorzata Nowaczyk (ur. 1964) w doskonałej książce Poszukiwanie przodków. Genealogia dla każdego [2]. – Osoby, które zajmują się historią swych rodzin, często opowiadają o sytuacjach, kiedy wręcz nie mogą oprzeć się wrażeniu, że przodek pomaga w „odnalezieniu siebie”. Zdarzają się przypadki odnalezienia grobu czy dokumentów, które nie mieszczą się w granicach zdrowego rozsądku. Autorka, genetyk i profesor Genetyki Klinicznej Uniwersytetu McMastera w kanadyjskim Hamilton doświadczyła ich sama, gdy na podstawie błędnych danych o miejscu urodzenia jej dziadka oraz przekręconego imienia kuzyna znalazła przez internet niespokrewnioną ze sobą osobę, która miała informacje o jej przodkach!...

Więcej w majowym NŚ (05/2017), s. 8-12

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.