Rzeź zasad

Odsuwając na bok osobiste sympatie i antypatie polityczne, zapytajmy bez ogródek, czy jest w ogóle rzeczą moralnie dopuszczalną, by człowiek pełniący funkcję ministra środowiska był zapalonym myśliwym i aktywnym uczestnikiem brutalnych polowań.


Marek Rymuszko

Poniżej prezentujemy fragment publikacji zamieszczonej w NŚ 06/2017

Dostępne również wydanie elek­tron­iczne - e.nieznanyswiat.pl

Odpowiedź wydaje się jasna: to nie tylko błąd, lecz etyczne harakiri. I aż dziwne, że tak oczywiste rzeczy trzeba tłumaczyć.

Dziwnie się to wszystko niekiedy toczy i w absurdalny sposób ze sobą plącze. Przykładem życie publiczne, w którym politycy różnych opcji permanentnie skaczą sobie do oczu (by nie rzec: trzymają się za gardła), a jednocześnie niektórzy z nich potrafią ze sobą współdziałać w wypracowywaniu np. rozwiązań dotyczących humanitarnego traktowania zwierząt, czego krzepiącą egzemplifikację stanowi parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt z udziałem przedstawicieli praktycznie wszystkich partii, zajmujących się ochroną praw braci mniejszych. Okazuje się więc, iż są sprawy, które można i trzeba załatwiać ponad doraźnymi ideologicznymi sporami - w imię humanitaryzmu i poszanowania praw Natury oraz będących jej częścią składową żywych istot. Okazuje się więc, iż są sprawy, które można i trzeba załatwiać ponad doraźnymi ideologicznymi sporami - w imię humanitaryzmu i poszanowania praw Natury oraz będących jej częścią składową żywych istot.

Nie ma sensu przypominać rozmiaru szkód wyrządzonych przyrodzie bezrozumnym wyrżnięciem ostatnio w Polsce blisko 2 milionów drzew, do czego doszło wskutek nonsensownej inicjatywy ustawodawczej resortu pana Szyszki, proklamującego - po latach drakońskich i często równie bezrozumnych restrykcji w tej dziedzinie - pełną swobodę w dewastowaniu Natury. Jakby i tego było mało, minister profesor nauk leśnych, Jan Feliks Szyszko urządził sobie w lutym pod Toruniem, przy współudziale szefa Polskiego Związku Łowieckiego - organizacji trwale osadzonej w obrębie kolejnych establishmentów politycznych - osławione „polowanie”, w trakcie którego zastrzelono 400 specjalnie w tym celu wypuszczonych z klatek i podprowadzonych pod lufy bażantów. Ponieważ sprawa ta została szczegółowo przedstawiona i nagłośniona w mediach, nie będę się nad nią rozwodził. Chodzi natomiast o generalny problem, jaki po raz kolejny pojawia się na tle podobnych wydarzeń.

Zacznijmy od tego, że nie może nie budzić refleksji, iż w minionych latach resort ochrony środowiska zgubił jeden człon swojej nazwy, z której wyparowało słowo ochrona. Patologie w tym zakresie sygnalizował również fakt, że jeden z wiceministrów ochrony środowiska, wywodzący się z poprzedniej ekipy politycznej PO/PSL, także był namiętnym myśliwym. Tak, jakby w blisko 40 milionowym państwie nie dawało się znaleźć na tak szczególne posady ludzi, których życiową pasją nie jest strzelanie z ambon do wszystkiego, co się rusza....

Więcej w czerwcowym NŚ (06/2017), s. 3, 21

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.