Joel Stern pracuje jako tłumacz w amerykańskim Departamencie Stanu, czyli w ministerstwie spraw zagranicznych, w dziale obsługi językowej. Joel pracuje tam już od 24 lat, od Reagana do Obamy. Jako ministerialny urzędnik zajmuje się głównie tłumaczeniem tekstów dyplomatycznych i umów międzynarodowych, szczególnie z rosyjskiego, ukraińskiego i polskiego.
Joel Stern urodził się pod Filadelfią. Jego ojciec pochodził z terenu byłej monarchii austro-węgierskiej i choć był niewykształcony, władał sześcioma językami. Krewni ze strony ojca znali czeski, węgierski i jidysz, a talent być może odziedziczył po stryju, który zrobił znaczną karierę korzystając ze znajomości sześciu języków. Sam Joel zna w tej chwili około dwudziestu języków i uczy się dalej. Joel zainteresował się językami obcymi w szkole średniej. Znalazł w bibliotece kilka książek Dostojewskiego po angielsku. Bardzo go zainteresowały. I zapisał się na szkolne kursy rosyjskiego. Języki to było zamiłowanie, hobby. Wtedy jeszcze nie miał pojęcia, że będzie zawodowo tłumaczył.
Uczył się ich na własną rękę czytając podręczniki, studiując gramatykę. Ale w większości przypadków nie miał żadnego pojęcia o wymowie. A potem na Uniwersytecie Michigan wybrał slawistykę, a jako główny – język rosyjski. Już wcześniej interesował się literaturą rosyjską, najpierw w angielskim przekładzie, ale potem już w oryginale. Polskiego nauczył się sam, czytając Lema, Sienkiewicza i Prusa. Potem poznał też ukraiński, białoruski i słowacki, następnie bułgarski, macedoński, serbochorwacki, słoweński i rumuński, oprócz niemieckiego, francuskiego, włoskiego, hiszpańskiego oraz szwedzkiego, duńskiego i norweskiego, nie mówiąc o łacinie, esperanto i kilku innych. Wymieniając te języki samokrytycznie dodaje, że zna je w różnym stopniu, niektóre bardzo dobrze, inne tylko biernie lub niezbyt płynnie, ale wszystkie na tyle by mieć dostęp do literatury i słowa pisanego w ogóle. Joel traktuje naukę języków obcych jako swoją pasję życiową tak dalece, że stanowi dla niego wyłącznie przyjemność. Ma w swoim życiu wiele innych zainteresowań, które pozwalają mu delektować się muzyką filmową i estradową z lat trzydziestych i czterdziestych, kolekcjonować antyki w stylu art. deco, pisać wiersze i kultywować swoiste poczucie humoru.
Pan Joel jest otwarty na kontakty z tłumaczami, którym – jeśli poproszą – chętnie udzielą rad w trudnych kwestiach anglojęzycznych, oczywiście w miarę swoich możliwości.