|
Nieopodal Wrocławia, na skraju niewielkiej wsi stoi nieduży dom otoczony ogrodem. Jak nazwać to miejsce na Ziemi, w którym znalazło schronienie kilkadziesiąt kotów? „Schronisko”? – chyba tylko dlatego, że koty znajdują tu schronienie. Nie zobaczymy tam jednak typowych dla schronisk klatek, boksów, izolatek. Nie ma biura i personelu. To dom dla niechcianych, a jednocześnie najbardziej niezwykłych zwierząt – kotów. One są najważniejsze i im podporządkowała swoje życie Hanna Chombakow. Koty żyją tu, ciesząc się całkowitą wolnością, która stanowi przecież sens ich egzystencji.
Przytulisko utworzyła wiele lat temu mama Hani, pani Aurelia Chombakow w podwarszawskim Michalinie. Kłopoty z sąsiadami i chęć zapewnienia zwierzętom lepszych warunków spowodowały podjęcie decyzji o przeniesieniu się na wieś. Dwuhektarowa posesja to dla kotów teren łowów, obserwacji świata, zabaw. Mimo całkowitej swobody nie oddalają się od obejścia. - Mam wrażenie, że stworzyłam miejsce, którego koty, będąc szczęśliwe, nie chcą opuszczać. Nawet w sytuacjach ostatecznych pragną być z nami do końca, a ja jestem po to, żeby pomóc im przejść na drugą stronę - pisze Hanna Chombakow, dodając, że jej podopieczni na noc zawsze wracają pod dach, gdzie czeka na nich posiłek (niestety skromny) i ciepły kąt, doceniany szczególnie zimą.
Sporo kotów jest już starych, wiele chorych. Ich leczenie pochłania ogromne fundusze. To przecież te największe „kocie nieszczęścia” zbierane od 20 lat na ulicach, w piwnicach, niechciane. U Hani znalazły swoje miejsce na resztę życia, opiekę i miłość. Każdy traktowany jest indywidualnie, każdy dobrze znany opiekunce. Ona wie, który okazuje się nieśmiały, a który rozrabiaką; którego trzeba dopieścić, a który da sobie radę sam. W tej chwili jest ich sześćdziesiąt.
- Żyją swoim kocim życiem – mówi pani Hania - a ja staram się zapewnić im bezpieczeństwo, karmię i wsłuchuję się, co któremu w duszy gra, czego któremu potrzeba. Parę lat temu umarła mama Pani Hanny, której emerytura stanowiła podstawę utrzymania przytuliska. Odtąd została z kocimi przyjaciółmi sama.
- Zima to zawsze najtrudniejszy czas dla mnie i moich podopiecznych – przyznaje.- Trzeba zapewnić drewno na opał, środki na opłatę za prąd i inne świadczenia. Ostatnią zimę – niezwykłe długą i mroźną – było szczególnie ciężko przetrwać, tak jak i wielu innym przytuliskom. Opał znikał w oka mgnienie. Trudności z pokonaniem śniegu miał nawet spychacz. Pod wpływem mrozu popękały rury w kotłowni. Dotkliwy ziąb i zalana piwnica, topniejące zapasy jedzenia, trudności z wydostaniem się do miasteczka dopełniły czary zimowej goryczy. W efekcie pojawiły się dojmujące problemy finansowe. Na szczęście siły do przetrwania wyzwoliło wiosenne słońce. Pani Hania wraz ze swoimi puchatymi domownikami żywi nadzieję, że nieznanoświatowi przyjaciele kotów nie zapomną o nich i nadal będą wspierać ten jedyny w swoim rodzaju koci raj. - Jeżeli to tylko możliwe pamiętajcie o nas! Potrzebujemy pomocy, by przetrwać wbrew wszelkim przeciwnościom losu! – apeluje.
Hanna Chombakow Przytulisko w Kątach Wrocławskich Tel: 502 827 340 Konto bankowe: 69 1090 2398 0000 0001 1127 7710
|