"Kody" Andrzeja Jordana Szmilichowskiego
Ludzie mają najczęściej awersję do poezji, której nie rozumieją, a nie rozumiem znaczy często: nie lubię. Podobnie rzecz się ma prawie dosłownie ze wszystkim. Ze społeczeństwami, obcokrajowcami, zwyczajami, polityką, religią, nauką, sportem, ze szpinakiem... Staram się (co nie oznacza, że mi się udaje) nie widzieć różnic między Koreańczykiem, biznesmenem, E.T., politykiem, księdzem, własnymi dziećmi. Wszystkich ich mało rozumiem, wszyscy są mi w jakimś stopniu obcy, ale zupełnie mi nie przeszkadzają. Wszystko, co ma duszę, zasługuje na jednakowy szacunek, a duszę ma wszystko.
Niektórzy twierdzą, że poezja powinna bazować na życiowych doświadczeniach, chcieć czegoś i że moja nie spełnia tych warunków, jest mało zrozumiała. Protestuję. Moje wiersze biorą się z doświadczeń. Powiem więcej: często są autobiograficzne. Rzecz w tym, że operują czasem pojęciami, nad którymi tracę kontrolę. A dzieje się tak przypuszczalnie dlatego, że historia mojego życia, jak większość ludzkich historii, jest kompleksowa.
Pragnę, jak każdy poeta, być zrozumiały, ale trudno wytrzymać ciśnienie i tempo współczesnych czasów. Staram się tylko rysować, jak najlepiej umiem, bezkresną panoramę duszy, ale niestety mam mózg mniejszy od umysłu.
Poezja dnia dzisiejszego winna moim zdaniem nieść następujące przesłanie: samotność i bezbronność świata wcale nie muszą prowadzić do tego, abyśmy się nawzajem pozabijali. Wszystkim, którzy mają z tym problem, dobrze przypomnieć, czego uczyła mama: Na powitanie świata chleb, sól, miejsce przy stole i uśmiech.
KODY. (Wiersze, płócienna oprawa) Andrzej Jordan Szmilichowski.
Wydawnictwo MINIATURA,
Kraków 2010,
e-mail:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.
.
W Krakowie do kupienia w Księgarni CUD.





















































Komentarzy (0)