|
Ludzie maj± najczê¶ciej awersjê do poezji, której nie rozumiej±, a nie rozumiem znaczy czêsto: nie lubiê. Podobnie rzecz siê ma prawie dos³ownie ze wszystkim. Ze spo³eczeñstwami, obcokrajowcami, zwyczajami, polityk±, religi±, nauk±, sportem, ze szpinakiem... Staram siê (co nie oznacza, ¿e mi siê udaje) nie widzieæ ró¿nic miêdzy Koreañczykiem, biznesmenem, E.T., politykiem, ksiêdzem, w³asnymi dzieæmi. Wszystkich ich ma³o rozumiem, wszyscy s± mi w jakim¶ stopniu obcy, ale zupe³nie mi nie przeszkadzaj±. Wszystko, co ma duszê, zas³uguje na jednakowy szacunek, a duszê ma wszystko.
Niektórzy twierdz±, ¿e poezja powinna bazowaæ na ¿yciowych do¶wiadczeniach, chcieæ czego¶ i ¿e moja nie spe³nia tych warunków, jest ma³o zrozumia³a. Protestujê. Moje wiersze bior± siê z do¶wiadczeñ. Powiem wiêcej: czêsto s± autobiograficzne. Rzecz w tym, ¿e operuj± czasem pojêciami, nad którymi tracê kontrolê. A dzieje siê tak przypuszczalnie dlatego, ¿e historia mojego ¿ycia, jak wiêkszo¶æ ludzkich historii, jest kompleksowa. Pragnê, jak ka¿dy poeta, byæ zrozumia³y, ale trudno wytrzymaæ ci¶nienie i tempo wspó³czesnych czasów. Staram siê tylko rysowaæ, jak najlepiej umiem, bezkresn± panoramê duszy, ale niestety mam mózg mniejszy od umys³u. Poezja dnia dzisiejszego winna moim zdaniem nie¶æ nastêpuj±ce przes³anie: samotno¶æ i bezbronno¶æ ¶wiata wcale nie musz± prowadziæ do tego, aby¶my siê nawzajem pozabijali. Wszystkim, którzy maj± z tym problem, dobrze przypomnieæ, czego uczy³a mama: Na powitanie ¶wiata chleb, sól, miejsce przy stole i u¶miech. KODY. (Wiersze, p³ócienna oprawa) Andrzej Jordan Szmilichowski. Wydawnictwo MINIATURA, Kraków 2010, e-mail:
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, w³±cz obs³ugê JavaScript w przegl±darce, by go zobaczyæ
W Krakowie do kupienia w Ksiêgarni CUD.
|