Dom Kota w potrzebie
Była aktorką, grywała w teatrach w Warszawie i Wrocławiu, mogła żyć inaczej - wybrała prowadzenie schroniska dla kotów. Robi to już 25 lat i przekonuje, że jest człowiekiem w spełnionym.
W Legnicy nie ma schroniska dla kotów, które w mrozy daje tym zwierzętom schronienie pod dachem. W Jurczycach, koło Kątów Wrocławskich w zimie grzeją się one koło pieca, pod warunkiem, że właścicielka zdobędzie pieniądze na opał, a z tym bywa różnie.
Z Legnicy do Jurczyc
Życiorysy zwierząt, które tu trafiają, to opowieści o morzu nieszczęść, którym próbuje zaradzić jedna drobna kobieta. Hanna Chombakow prowadzi schronisko od jakichś 25 lat.Zaczęła od jednego domowego pupila. Potem było pięć zwierzaków, później kolejne wymagające pomocy. Z czasem ludzie zaczęli jej podrzucać swoje zwierzęta. Przerzucali przez parkan pudełka z kotami, wieszali w workach na klamce. Pani Hanna tylko wkładała do worków rękę i liczyła, ile ich jest.
- Nikt mnie nie pytał, czy mam pieniądze na to, by je wyżywić, zaszczepić. A kotów przybywało w strasznym tempie. Myślałam, że dam radę zaopiekować się setką, ale już wiem, że to niemożliwe - mówi.
Teraz przyszedł kres możliwości schroniska i sił ich właścicielki. Mieszka skromnie, ubiera się skromnie i tak się też odżywia.
- Po co mi luksusy, kiedy ja na nic oprócz opieki nad kotami nie mam czasu?- zastanawia się.-Brakuje mi dwóch, trzech rąk i kawałka doby.
Zwykle kładzie się spać o 3,4 nad ranem. Trzeba przywieźć jedzenie, ugotować kotom, podziękować darczyńcom, jeśli się tacy znajdą, zawieźć zwierzęta do weterynarza, no i… pogłaskać ich dziesiątki. Dodatkowym problemem jest to, że pani Hanna nie ma samochodu. Karmę przywozi rowerem, także zimą. Pojazd ułatwiłby jej życie, ale z jego utrzymaniem miałaby kłopoty.
Dlaczego wybrała taki los? Tłumaczy to prosto:
- Skończyłam grę na scenie, zaczęłam coś innego, ale zwierzęta dają mi tyle emocji, ile miałam w teatrze. Opieka nad nimi wciąga, potem zostawić ich już nie można.
Kocie życiorysy
Puszek i Ramzes trafili tu z Legnicy. Ich pani mieszkała na uboczu miasta i musiała trzymać dwa groźne psy. Niestety, jeden z nich pożarł kota, więc pozostałe dwa trzeba było oddać do schroniska. Puszek miał wypadek i jest trochę poturbowany.
- To bardzo fajny kotek, ale trzeba go dowartościować, dopieścić - mówi pani Hanna.
Inna kotka zanim trafiła do Jurczyc, mieszkała w tapczanie, w jakiejś dziurze. Wychodziła tylko nocą, żeby coś zjeść. Dopiero po dwóch latach pobytu w schronisku pozwoliła się wziąć na ręce.
Kocur Jasiu zakochał się w pewnej kotce. Całe lato siedział z nią w trawie i krzakach. Trzymał ją za łepek, mył, czesał, a ona mu się odwzajemniała. W zimie spali na jednej poduszce. Kocia miłość się jednak skończyła, bo kotka zdechła na białaczkę. Jasiu został wdowcem. Podobno za innymi się już nie ogląda.
Może ktoś pogłaska
Niektóre koty o pieszczoty dopominają się jak o jedzenie. Kiedy pani Hanna usiądzie czasem na bujaku (jeśli chwilowo jest wolny), zaraz ma na kolanach trzy, cztery, zwierzaki. Niektóre są zazdrosne i strącają inne z nóg właścicielki. Największym pieszczochem jest Pstrykunio. Wieczorem przychodzi ukołysać panią do snu. Przytula się, wtapia pod brodę i chciałby tak leżeć bez końca. Kiedy trzeba już wstawać, jest niezadowolony i uderza panią łapą.
Stado żyje na ogół w zgodzie. Tylko niektóre koty mają kłopoty ze spokojnym minięciem się w drzwiach. Panienki się czasem poczubią, a samce powalczą o dominację.
- One żyją tu swoim życiem. Do niczego ich nie zmopowiada właścicielka.
Chorują w milczeniu
- Wtedy alarmuję, żeby mi ktoś takie koty przetrzymał do czasu zaszczepienia i przejścia kwarantanny – mówi pani Hanna.
Największym problemem schronisk są te choroby zakaźne, na które nie ma szczepionek, a koty są delikatne i trudne w utrzymaniu. Na niektóre dolegliwości nie ma rady. Kot choruje wtedy w milczeniu, jest wyciszony, zgaszony, nie „narzeka”.
Weterynarze traktują właścicielkę schroniska trochę ulgowo, ale nie mogą przecież leczyć za darmo. Leki, narkoza, nici - wszystko to kosztuje.
Dobre zdrowie zaczyna się od dobrego odżywiania. Pani Hanna stara się załatwić kotom wartościową karmę. Gotuje mięso na rosół w jarzynach, a część daje im na surowo. Rozrabia płatki jęczmienne, dorzuca do nich pietruszkę, koper, seler, czasem trafi się jakaś marchewka. Wtedy zwierzęta mają ucztę. Ale nie zawsze tak jest. Pani Hanna nie raz zaznała już strachu przed tym, że nie będzie co dać zwierzętom jeść. Jeśli karma się kończy, nie ma spokojnej nocy.
Koty muszą wtedy zadowolić się tym, co jest, ale chodzą za właścicielką w nadziei, że na boku dostaną coś lepszego niż inne. Wszystkie chciałby być traktowane „po znajomości”.
– Gdybym była bogata – mówi pani Hanna – wszystkie pieniądze wydałabym na zwierzęta.
Ale bogata nie jest.
Ona jest na końcu
Hanna Chombakow szuka ludzi, którzy lubią zwierzęta i chcą im pomagać. Bez wsparcia innych nie dałaby rady. Czasami pomagają jej szkoły chrześcijańskie.- Uczniowie i nauczyciele trochę mnie wspierają. Robią zdjęcia kotów, pokazują w internecie i dzięki temu choć niektóre mają wirtualnych opiekunów. Robią kocie loterie, zabawy i zbierają w ten sposób trochę pieniążków na schronisko – mówi.
Ale pomocy nigdy za wiele.
Wyżywienie 70 kotów, to miesięcznie jakieś 3 tys. zł. Do tego dochodzą rachunki za ich leczenie, wodę, energię i opał - tysiące złotych. Skąd na to wszystko brać? Krótko mówiąc w większości z żebraniny, bo to słowo lepiej chyba oddaje rzeczywistość niż określenie „szukanie sponsorów”.
Gmina nie dokłada jej do schroniska ani złotówki, bo władze żadnego problemu nie widzą. Właściwie dlaczego miałyby widzieć, skoro trafiła się im taka „dziwaczka”, która kłopot ten rozwiązała.
Niejedna osoba i decydent grosza na zwierzęta nigdy nie przekazują, bo są przecież pilniejsze wydatki, na przykład na leczenie chorych dzieci. To prawda, ale te same osoby na chore dzieci też często nic nie dają.
Państwo i samorządy nie opiekują się należycie chorymi ludźmi, a cóż dopiero zwierzętami (za to pomniki rosną u nas jak grzyby po deszczu). One są na szarym końcu, a Hanna Chombakow razem z nimi.
Pomóż zwierzakom!
Możemy też pomoc zwierzętom przekazując 1 procent z naszego podatku na rzecz schroniska w Jurczycach
- Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzez Zwierząt – Viva! KRS 0000135274, hasło „Oaza”
Jeśli ktoś w inny sposób chciałby wesprzeć schronisko, prosimy o kontakt z Panią Hanną Chombakow 502-827-340.





















































Komentarzy (0)