Sprawa Golema

Autorski dwugłos na temat oży­wionego ponoć za pomocą odpowied­nich zak­lęć „człowieka z gliny”, którego miał stworzyć w XVI praski rabin Jehuda Lew ben Becalel.

Napę­dem Golema był ponoć szem, czyli zwitek papieru z kabal­isty­cznym zak­lę­ciem wkładany mu do ust i wyj­mowany stamtąd, gdy stwór był „niepotrzebny”. Pozornie to tylko leg­enda, jed­nak jej trwałość skłoniła niek­tórych czes­kich oraz słowac­kich badaczy, z dr. Milosem Jesen­skym i Ivanem Mack­erle na czele, do sprawdzenia, czy nie kryją się za nią jakieś fakty.

Poniżej frag­ment pub­likacji zamieszc­zonej w 07/​2017
Dostępne również wydanie elek­tron­iczne — e.nieznanyswiat.pl

Misty­czna i tajem­nicza Stara Praga zrodz­iła mnóstwo podań. Bohater jed­nego z nich pow­stałego w żydowskiej dziel­nicy, z cza­sem stał się nie­ofic­jal­nym sym­bolem całego miasta. His­to­ria Golema – zro­bionego z gliny powol­nego sługi, jego życie, bunt i zguba – fas­cynuje umysły ludzkie do dziś. Czeski badacz (niestety już nieżyjący), inżynier Ivan Mack­erle postanowił wyjaśnić, co kryje się za tą legendą.

W cza­sach panowa­nia Rudolfa II wśród pras­kich Żydów mieszkał człowiek o nazwisku Jehuda Lew ben Beza­lel, znany z wysok­iego wzrostu i wielkiej mądrości jako „wysoki rabbi Lew”. Znał on wszelkie sztuki i nauki, a szczegól­nie Kabałę. Z jej pomocą mógł tch­nąć życie w posągi ule­pi­one z gliny czy wycięte w drewnie, one zaś – niczym żywi ludzie – wykony­wały zadaną im robotę. Tacy właśnie stworzeni ludzkimi rękami słudzy nie jedli, nie pili, nie potrze­bowali odpoczynku i bez ustanku pra­cow­ali. Poza tym można ich było wyko­rzysty­wać nie obaw­ia­jąc się buntu.

Rabbi stworzył swego sługę z gliny, po czym włożył mu w usta szem (zwitek papieru z kabal­isty­cznym zak­lę­ciem) i w ten sposób go ożywił.

[Według innej wer­sji szem był mag­icznym kamykiem wetknię­tym w spec­jalny otwór w czole Golema. Przy­na­jm­niej tak pokazał to czeski reżyser Mar­tin Frič w filmie Cesarski piekarz (1951); podob­nie Kaz­imierz Tar­nas w Panu Samo­chodziku i pras­kich tajem­ni­cach (1988) – uwaga tłum.]

Sztuczny człowiek przez cały tydzień wykony­wał najczarniejszą domową robotę: rąbał drewno, nosił wodę, zami­atał ulicę. Ale w sobotę, czyli szabas, powinien był odpoczy­wać. Gospo­darz wyj­mował szem z jego ust i wów­czas Golem stawał się martwy.

Pewnego razu rabbi Lew zapom­niał tego zro­bić i zdarzyło się nieszczęś­cie. Sługa się zbiesił, zaczął rzu­cać kamieni­ami, wyry­wać drzewa z korzeni­ami, idąc ulicą niszczył wszys­tko po drodze. Mieszkańcy zwró­cili się o pomoc do rab­biego, ale pojaw­iła się trud­ność: był szabas, a tego dnia Żydom zabro­niona jest wszelka praca, w tym zarówno tworze­nie, jak i niszcze­nie. Na szczęś­cie w Staronovej Synagodze jeszcze nie ogłos­zono nade­jś­cia soboty. To jedna z najs­tarszych syn­a­gog w Pradze i wszys­tkie inne wzorowały się niej. Zyskano zatem czas, by spros­tować błąd. Rabbi przy­biegł i wyjął z ust Golema mag­iczną for­mułę. Glini­any potwór wtedy upadł i rozbił się na kawałki. Prz­er­ażony tym, co zaszło, ben Beza­lel postanowił nie dawać więcej życia niebez­piecznym służą­cym. Do dziś szczątki Golema można zobaczyć na pod­daszu Staronovej Synagogi.

Pier­wsza wer­sja tej leg­endy została opub­likowana przez Leopolda Weizela w 1847 roku. Lew ben Beza­lel (15121609) – matem­atyk, astronom i kabal­ista – był znany daleko poza Pragą. Czeski król Rudolf II (15521612) sam zaj­mował się okul­tyzmem i alchemią. Uczony był częstym goś­ciem na Hradčanach.

Zakazane pod­dasze

Po tym, jak dzięki wysiłkom Weizela leg­enda stała się sym­bolem całej Pragi, do Staronovej Syn­a­gogi ścią­gali ama­torzy moc­nych wrażeń. Okazało się jed­nak, że od cza­sów ben Beza­lela wchodze­nie na pod­dasze, gdzie zna­j­dowały się szczątki Golema, było surowo zabro­nione. By to uniemożli­wić, roze­brano schody, a Żydzi wierzyli, że karą za zła­manie zakazu będzie naty­ch­mi­as­towa śmierć.

Jedynym człowiekiem, który nie przes­traszył się klątwy, okazał się główny rabin Pragi – Ezechiel Lan­dau (17131793). Zanim zaryzykował pójś­cie na pod­dasze, przeszedł przez obrzęd oczyszczenia – posty i mod­l­itwę. Potem przys­tawił do ściany dra­binę z bier­wion i desek. Drzwi na górze były zardzewiałe, ale nie puś­ciły. W końcu jed­nak dostał się do środka.…

Więcej w lip­cowym (07/​2017), s. 2025

W sprzedaży





Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.