Nocni goście: przybysze z nierzeczywistego świata

Na granicy jawy i snu dochodzi niekiedy do przedziwnych, budzących grozę spotkań z nocnymi gośćmi – sypialnianymi intruzami, którzy pojawiają się w pobliżu śpiących ludzi. Świadków tych wizyt prześladują wspomnienia z towarzyszącym im pytaniem: wszystko to można wyjaśnić li tylko sennymi zaburzeniami?


Piotr Cielebiaś

Spotkania z nocnymi gośćmi przebiegają zazwyczaj według podobnego scenariusza. Świadkowie budzą się w nocy, widząc dziwną postać (lub postaci) przy łóżku albo w rogu sypialni. Niektórym przypadkom towarzyszy paraliż, prawie wszystkim zaś niepokój, strach oraz przekonanie, że to, co się wydarzyło, było jak najbardziej realne.

Zjawisko, o jakim mowa, znane ludzkości od niepamiętnych czasów, stanowi przedmiot sporu w środowisku badaczy, którzy zajmują się Nieznanym. Choć kojarzone bywa z ufologią, świadkowie nie wspominają o uprowadzeniach czy bolesnych eksperymentach. Nocni goście (często zakapturzeni) zwykle nie robią nic. Po prostu stoją i patrzą – a to przeraża ludzi najbardziej. Niektórzy uważają ich za przybyszów z głębszych warstw ludzkiej psychiki – wytwór tzw. halucynacji hipnagogicznych wyzwalanych przez zapadający w sen mózg. Hipotezy tej nie przyjmują jednak do wiadomości ci, którzy twierdzą, że w chwili spotkania ze zjawami byli całkowicie świadomi, a zdarzenie, jakie przeżyli, miało charakter rzeczywisty.

(...)

Pan Zdzisław miał 6-7 lat, kiedy widywał grupę zakapturzonych postaci wokół swojego łóżka. Był koniec lat 50-tych. Mieszkał wtedy w Radomsku (łódzkie), w kwaterze, którą jego rodzice otrzymali po wojnie. 

Czasami budziłem się w nocy i widziałem dwie ciemne postaci na tle wielkiego okna. Niekiedy było wówczas jasno i zdawały się lepiej widoczne, mimo to ich twarzy nie dostrzegałem. Stały w nogach łóżka, blisko okna. Wtedy chowałem się pod kołdrę. Zdarzało się to wielokrotnie i za każdym razem pojawiały się dwie sylwetki. Zauważałem kaptury, ale pod nimi nie rejestrowałem nic. [Te istoty] Były wyższe od człowieka. Sądziłem, że to duchy, ale nie wywoływały we mnie strachu. W końcu zasypiałem i nie wiedziałem, co działo się dalej.

Pan Marek ze Śląska, jak większość świadków, spotkanie z nocnym gościem przeżył tylko raz i – jak zapewnia – doszło do tego 

w stanie pełnej przytomności.

Działo się to ok. 1992 r., gdy miał 12 lat. Tamtej nocy, jak zwykle wiercił się w łóżku tak bardzo, że w pewnej chwili musiał wstać, by poprawić posłanie.

Obudziłem się w nocy. Miałem rozkopane prześcieradło, więc postanowiłem pościelić łóżko. Kiedy je poprawiałem, odruchowo spojrzałem na drzwi. Nikogo tam nie było, pozostawały zamknięte. Kiedy po chwili znowu zerknąłem w tamtym kierunku, obok coś stało. Niewysokie, całe czarne, wzrostem sięgało klamki. Miało kształt humanoidalny! Nie dostrzegałem żadnych szczegółów, gdyż postać ta zdawała sie jakby „wycięta z papieru” (tj. płaska – przyp. autora). Jedyne, co zauważyłem to, że na głowie miała długie, posklejane włosy. Było je widać na tle ściany. 

W pierwszej chwili pomyślałem, że mam przywidzenie, ale sekundy mijały, a to dalej tam stało...

To jedynie fragment niniejszego artykułu. Pełną wersję znajdziesz w NŚ 8/12 dostępnym także w wersji elektronicznej.


 

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.