Duchowość wilków

Ewa Banaszkiewicz 3/​2017

Wilki postaw­iły mnie na drodze duchowych prawd. Dziś rozu­miem to chyba głę­biej: jeżeli pod­damy nasz uza­leż­ni­a­jący się cią­gle umysł, w tym przy­padku od sukcesu telewiz­yjnego, stworzymy przestrzeń do dzi­ała­nia Umysłu Wyższego, zwanego w psy­chologii Nadświadomością.

I wtedy się dzieje… – zgod­nie z Wolą Szefa na górze!

Artykuł ten dedykuję wilczycy Alfa, Ani O.

Moje pier­wsze spotkanie z wilkiem miało miejsce w Yel­low­stone. Znalazłam się tam razem z przy­pad­kowo spotkanymi w samolocie Joanną i Wojtkiem Eichelbergerami.

Poniżej prezen­tu­jemy frag­ment pub­likacji zamieszc­zonej w mar­cowym (03/​2017).

Ja tropiłam wilki, by nagrać je do pro­gramu telewiz­yjnego Ani­mals, oni zwiedzali tamte­jszy Park Nar­o­dowy, zach­wyca­jąc się jego przyrodą.

Trwało to dwa tygod­nie, ale wów­czas nie udało mi się zare­je­strować na taśmie fil­mowej żad­nego wilka. Tamte­jsi strażnicy tłu­maczyli, że o tej porze roku wilki pil­nują samic, które rodzą małe.

Mimo że sfil­mowałam kilka niedźwiedzi griz­zly oraz całe stada bizonów, byłam bardzo rozczarowana.

Gdy opuszcza­l­iśmy Yel­low­stone w długiej kole­jce samo­chodów, bo kole­jny griz­zly siedział na drodze i… medy­tował, powoli zaczęłam rozkrę­cać kamerę i składać ją do futerału.

Co ty robisz? – zapy­tał Wojtek, który prowadził samochód. – Prze­cież jeszcze nie nakrę­ciłaś wilka?

Kpisz ze mnie, Woj­tuś – powiedzi­ałam poirytowana.

I wtedy Joanna krzyknęła: – Wilk, idzie wprost na nas!

To było naprawdę niesamowite. Dziesiątki samo­chodów, a z lasu wychodzi wilk i zmierza jak po lin­i­jce w kierunku naszego auta!

Chwyciłam szy­bko kamerę i zaczęłam fil­mować, słysząc jak z prze­ję­cia wali mi serce.

Nie uciekał, nawet zwol­nił, by mi dać szansę…

Naprawdę tak było: zwol­nił, by dać mi szansę. Odczułam to nie tylko ja, ale i moi wspaniali towarzysze zapraw­ieni w medy­tacji zen.

Był młody, lecz lekko wylini­ały na wiosnę. Patrzył prosto w kamerę. Prze­ciął drogę przed przo­dem naszego samo­chodu i jeszcze odwró­cił się, znów spoglą­da­jąc w oko kamery.

Gdyby nie zdję­cia, które już kilka razy pokaza­łam w telewizji, oraz czcigodni świad­kowie wydarzenia, pomyślałabym, że wszys­tko to mi się przyśniło. Potem długo nie mogłam się uspokoić.

Przyszedł spec­jal­nie dla mnie – paplałam i paplałam. Skąd wiedział, że na niego czekam z kamerą i dokład­nie patrzył w nią, jak aktor, dając mi szansę na sfil­mowanie ze wszys­t­kich stron? Jak to możliwe? – pytałam i pytałam.

A może przyszedł do mnie? – wtrą­ciła się Joanna. – Ja też kocham wilki.

Wilki są naszymi nauczy­cielami, a nie obiek­tem miłości — zao­ponował Wojtek, ale nie chci­ałyśmy go słuchać.

A może nasze energie miłości dodały się i dlat­ego przyszedł? – paplałyśmy dalej.

Dziś, kiedy już jestem trochę wprowad­zona w fizykę kwan­tową i bada­nia Davida Hawkinsa na temat poziomów świado­mości, myślę, że to wcale nie była tylko paplan­ina. 500 to świado­mość miłości wykali­browywana przez tego psy­chi­a­trę w ciągu 40 lat. Na tym poziomie wszys­tko ze wszys­tkim się porozu­miewa, a pola się dodają — to pewne w fizyce kwantów.

Gdy my obie gadałyśmy bez opamię­ta­nia, Wojtek z bud­dyjskim spoko­jem uważnie prowadził samochód po krę­tych górs­kich dro­gach. Wresz­cie i on się odezwał:

Jak będziecie się pod­niecały wilkiem, który był, to nie zauważy­cie wilka, który będzie… — ostrzegł.

Ewa Banaszkiewicz – fil­mowiec, doku­men­tal­istka, założy­cielka Fun­dacji ANI­MALS i cyklu pro­gramów pod tym samym tytułem, które 20 lat zmieni­ały świado­mość ludzi na temat zwierząt i dzikiej przy­rody. Miłość do zwierząt doprowadz­iła ją do jogi – najskuteczniejszej, jej zdaniem, drogi pod­noszenia poziomu świado­mości. Prowadzi w cen­trum Warszawy szkołę OCHOTA NA JOGĘ i warsz­taty głodówkowe na szczy­cie góry w Tatrach, gdzie mieszka. Przy­go­towuje dla TVP pro­gram Joga dla pokole­nia Beat­lesów – o jodze, która leczy, byśmy nie spędzali drugiej połowy życia w aptekach i u lekarzy.

Było to pro­rocze zdanie, które sprawdz­iło się dokład­nie rok później, w Bieszczadach. Przekon­ałam wów­czas ówczes­nego szefa telewiz­yjnego doku­mentu Andrzeja Fidyka, by dał mi pieniądze na zro­bi­e­nie filmu doku­men­tal­nego o bieszczadz­kich wilkach, do których strze­lano bez opamię­ta­nia mimo ofic­jal­nego zakazu. Naukowcy alar­mowali, że jeśli min­is­ter wyda zgodę na odstrze­le­nie w jed­nym roku aż 40 osob­ników, będzie to de facto koniec watah. Potwierdzały to naukowe bada­nia na całym świecie: wynikało z nich, że kiedy odstrzeli się duży pro­cent pop­u­lacji, giną całe stada. Takiego zda­nia był również słynny bieszczadzki trop­iciel i badacz wilków Wojtek Ś., który zadeklarował udział i pomoc w real­iza­cji filmu, mówiąc, że sam nie wie, dlaczego tak robi. Zresztą współpraca szy­bko przes­tała nam się układać.

Miałam strate­giczny plan ocale­nia bieszczadz­kich wilków. Zamierza­łam siedzieć tam z kamerą dwa lata pod pretek­stem robi­enia filmu i, oprócz tego konkret­nego doku­mentu, nakrę­cić, co się da, dla wszys­t­kich telewizji świata, by ofer­ować ten mate­riał inter­wen­cyjny wszędzie, gdzie go przyjmą w obronie wilków. Również przesyłać wszys­tko reg­u­larnie do min­is­tra ochrony środowiska i… panu­ją­cych wów­czas Kaczorów…

Więcej w mar­cowym (03/​2017), s. 1823

W sprzedaży

Wydanie elektroniczne



Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.