Księżyc: pytania bez odpowiedzi

Już w latach 70. ubiegłego wieku niektórzy znani astrofizycy, między innymi prof. Josif Szkłowski z Akademii Nauk ZSRR, wyrazili pogląd, że Srebrny Glob może być martwym, pozbawionym życia, statkiem obcej cywilizacji, ewentualnie prastarą, nieczynną już sondą kosmiczną


Grzegorz Szymański, NŚ 10/2012

Z wielu badań wynika, że Księżyc najprawdopodobniej jest częściowo pusty. Zanim Amerykanie wysłali pierwszą misję załogową, na jego powierzchnie zrzucono wypalone człony napędowe sond kosmicznych, które dokonywały lotów zwiadowczych i zostawiły na nim sejsmometry. Za pomocą sygnałów radiowych urządzenia te przekazywały do centrum kontroli lotów w Houston wyniki pomiarów wszelkich drgań. Ich analiza kilka razy wywołała ogromne zdziwienie naukowców. Okazało się bowiem, że uderzenie o powierzchnię naszego satelity dwunastotonowego złomu wywołało lokalne trzęsienie skorupy Księżyca!

Zdaniem wielu astrofizyków, między innymi Harolda Ureya z USA czy H. Wilkinsona z Wielkiej Brytanii, wyglądało to tak, jakby pod powierzchnią zbudowaną ze skał znajdowała się metalowa skorupa otaczająca jądro. Analizując szybkość rozchodzenia się drgań, określono nawet, iż jej górna warstwa leży około 70 kilometrów pod powierzchnią globu i ma grubość dochodzącą do 60-70 kilometrów. W związku z tym jeden z astrofizyków stwierdził, że wewnątrz może znajdować się niewyobrażalnie wielka, prawie pusta przestrzeń o objętości 73,5 miliona metrów sześciennych.

Dziwne dudnienie

W trakcie realizacji misji księżycowych stożkowate lądowniki, a także odrzucane pod koniec lotu niepotrzebne już segmenty rakiet nośnych zderzały się z dużym impetem z twardą powierzchnią Księżyca. Za każdym razem w momencie zderzenia powstawał odgłos, który personel NASA określił jako dźwięk przypominający odgłos gongu lub dzwonu. Kiedy na Srebrny Glob z orbitujących statków kosmicznych zrzucano ciężkie przedmioty, cała jego powierzchnia rozbrzmiewała pogłosem, który rozlegał się przez wiele godzin po upadku. Podczas lotu statku Apollo 12 ów dźwięk trwał prawie cztery godziny.

Badania tego fenomenu ujawniły przy okazji, że średnia gęstość Ziemi różni się od średniej gęstości Księżyca. Gęstość materii księżycowej sięga 3,34 grama na centymetr sześcienny, natomiast dla gęstości Ziemi wartość ta wynosi 5,5 grama. Gdyby ciała te, jak głosi jedna z oficjalnych teorii, zostały uformowane w tym samym czasie, oba te parametry powinny być do siebie zbliżone. Co więcej - różnice w średniej gęstości materii sugerują, że Księżyc prawdopodobnie nie miał stałego jądra tak jak Ziemia, i to właśnie jego brak może być odpowiedzialny za tak dużą różnicę.

Eksperymenty te – w połączeniu z odczytami wykonanymi w czasie uderzeń meteorów – dostarczyły danych, które sugerują, że Księżyc ma niesamowicie twardą skorupę o grubości około 60 kilometrów (dwukrotnie grubszą od skorupy ziemskiej) oraz puste wnętrze, chociaż jego średnica wynosi około 3 tysiące kilometrów, a gęstość stanowi około 60 procent średniej gęstości Ziemi.

Oficjalnie NASA nie potwierdza hipotezy, że Księżyc jest niebieską sferoidą pustą w środku. Trudno jednak znaleźć inne w miarę racjonalne wyjaśnienie tego niezwykłego zjawiska. Logika zdaje się jednoznacznie wskazywać, że głębokie wnętrze Księżyca jest puste.

Eksperymenty prowadzone przy pomocy Lunar Orbitera bardzo poszerzyły naszą wiedzę o polu grawitacyjnym Księżyca (…), wskazując na zatrważającą możliwość, że jest on w środku pusty - stwierdził dr Sean C. Solomon, dyrektor Wydziału Magnetyzmu Ziemskiego Instytutu Carnegie w Waszyngtonie.

Kogo niepokoi to, że Księżyc jest pusty i dlaczego okazuje się to tak przerażające? Otóż okazuje się, że, zdaniem naukowców, naturalny satelita nie może być pusty, gdyż zostałby rozerwany na strzępy przez siły grawitacji planety, wokół której krąży (chyba że jego skorupa zostałaby tak wzmocniona, iż byłaby dostatecznie wytrzymała). Niektórzy w związku z tym uważają, że taka kula ze sztywną warstwą zewnętrzną i pusta w środku w żadnym razie nie może być tworem naturalnym.

Sztuczna powłoka?

Pod koniec lat 70. wykonano analizę komputerową składu chemicznego metalu, z którego miałaby być wykonana skorupa otaczająca wnętrze Srebrnego Globu. Mierząc szybkość przenoszenia się dźwięku wewnątrz tej warstwy, stwierdzono, iż w znacznym stopniu składa się ona z niklu, berylu, manganu, wolframu, wanadu i tytanu a przy tym zawiera stosunkowo mało żelaza. A taki stop byłby idealnym pancerzem, odpornym na przebicie mechaniczne i w dodatku niepoddającym się korozji! Ponadto skorupa pokryta jest warstwą luźnego gruntu o grubości od 2 do 3 kilometrów, który pełni rolę amortyzatora i także jest obojętny na wysokie temperatury.

Wspomniana analiza podała w wątpliwość naturalne pochodzenie naszego satelity. Według jednego z amerykańskich miesięczników omawiających tę sprawę w 1979 roku, sejsmometry wykryły także bardzo interesujący, powtarzający się co 30 minut i trwający 1 minutę, ciągły sygnał o wysokiej częstotliwości, który dobiega z jego wnętrza, prawdopodobnie z głębokości około 960 kilometrów. Czy znajduje się tam urządzenie automatyczne, zasilane jakimś nieznanym źródłem energii, które – raz zaprogramowane – stale go wysyła? Stąd już tylko krok do podejrzeń, że gruba skorupa Księżyca jest sztuczną powłoką wykonaną przez nieznaną cywilizację w celu zabezpieczenia jego struktury przed niszczącymi oddziaływaniami grawitacyjnymi innych ciał niebieskich.

Bez korozji

Także metale pobrane z Księżyca wykazują niezwykłe właściwości. Minerały dostarczone na Ziemię, zarówno przez radzieckie jak i amerykańskie sondy kosmiczne, zawierały próbki czystego żelaza. Uczeni rosyjscy ogłosili, że pobrane przez zdalnie sterowany próbnik cząsteczki nawet po latach przechowywania w warunkach ziemskich nie ulegały utlenianiu.

Żelazo, które nie rdzewieje, okazuje się czymś zupełnie niespotykanym w świecie nauki, chociaż można natknąć się na nie także na naszej planecie. Ale tylko w jednym miejscu: w New Delhi w Indiach. Chodzi o żelazną kolumnę, której dokładna data wzniesienia nie jest nawet znana. Uważa się jednak, że ma ona około dwóch tysięcy lat. I chociaż upłynęło tyle czasu od momentu jej wykonania, obiekt nie wykazuje śladów najmniejszej korozji i nikt nie wie, dlaczego tak się dzieje.

Naukowców zastanawia także to, że już pierwsze badania i testy wykazały, że pole magnetyczne Srebrnego Globu jest bardzo słabe lub w ogóle nie istnieje. Gdy jednak poddano analizom próbki skał pobranych z jego powierzchni, okazało się, że są one silnie namagnesowane. Było to kolejne szokujące dla badaczy odkrycie. Musieli w końcu przyznać, iż księżycowe skały wykazują niezwykłe właściwości magnetyczne, których istnienia nawet nie podejrzewano. Zespoły naukowe NASA nie potrafią wyjaśnić źródła tego pola.

Zagadkowe maskony

W roku 1968, podczas analizowania danych dostarczonych przez księżycowe sondy z programu „Lunar orbiters”, natrafiono po raz pierwszy na miejsca silnej koncentracji masy, tak zwane maskony (skrót od angielskiego określenia mass concentrations), występujące pod powierzchnią mórz i mające kształt zbliżony do okręgu. Analitycy z NASA odkryli nawet, że skupiska tej materii charakteryzują się taką siłą przyciągania, że potrafią zmienić tor lotu statku kosmicznego i spowodować jego przyśpieszenie, gdy przelatuje nad kolistą księżycową równiną. Takie anomalne zachowania urządzeń przyczyniły się właśnie do odkrycia miejsc, w których rozlokowane są te, wciąż niezbadane struktury, umiejscowione pod księżycowym gruntem. Naukowcy zakładają, że chodzi o ogromne skupiska gęstej i ciężkiej materii, umieszczone pod dnem kolistych mórz mających kształt wolego oka. Aktualny stan wiedzy na ten temat oddaje stosowny komentarz jednego z selenologów: – Nikt do końca nie wie, co z nimi właściwie zrobić.

Z braku lepszego wyjaśnienia tych tajemniczych koncentracji, uważa się, że są nimi wielkie skalne bryły, prawdopodobnie asteroidy, które niegdyś spadły w gorącą księżycową lawę i zastygły w niej. Maskony, dzięki swojej wielkiej masie, zwiększają siłę księżycowego ciążenia. Niezmiernie ciekawe jest, że wszystkie 11 maskonów znajduje się tylko po „naszej” stronie Księżyca. Pikanterii dodaje fakt, że jeden z nich okazuje się maskonem ujemnym, to znaczy takim, który, zamiast zwiększać siłę ciążenia, osłabia ją. Przypuszcza się, że albo znajduje się w nim substancja o znacznie mniejszej gęstości niż reszta materii księżycowej, albo są to gigantyczne puste przestrzenie, rodzaj ogromnych jaskiń.

Znakomity, nieżyjący już astronom Carl Sagan w swojej książce Inteligentne życie w kosmosie pisze: Naturalny satelita Ziemi nie może być ciałem pustym w środku. Czyli – dopowiedzmy – pusty satelita nie może być naturalny, może natomiast być satelitą sztucznym.

Co z tym pyłem?

Nie znaleziono także odpowiedzi na pytanie, gdzie podział się księżycowy pył. Skoro wiek Księżyca wynosi ponad 5 miliardów lat, to zdaniem niektórych badaczy, Srebrny Glob powinien być pokryty warstwą pyłu o grubości przekraczającej 54 metry!

Brytyjski naukowiec Richard Milton w swym bestsellerze The Facts of Life twierdzi, że cząsteczki pyłu kosmicznego i mikrometeoryty nadlatujące z przestrzeni kosmicznej, nieustannie dostają się do niezwykle rozrzedzonej atmosfery Księżyca (zjawisko to dotyczy również Ziemi) i osiadają na jego powierzchni. Oto cytat z tej pracy: Hans Peterson z Instytutu Oceanograficznego w Goeteborgu dokonał pomiaru tempa, z jakim kosmiczny pył dociera do Ziemi. Według tych obliczeń, jest to stała wartość i w skali roku wynosi ona w przybliżeniu 14 milionów ton.

Ale na Księżycu nie ma kosmicznego pyłu, którego dotyczą te hipotetyczne rozważania. Milton wykazuje, że przy szacunkowym wieku Ziemi wynoszącym około 4,5 miliarda lat, na jej powierzchni powinno osiąść w przybliżeniu 63 miliony miliardów ton kosmicznego pyłu. Ponieważ gęstość takiego pyłu wynosi około 2000 kilogramów na metr sześcienny, grubość warstwy pyłu docierającego do ziemskiej atmosfery z pewnością wyniosłaby prawie 55 metrów. Oddajmy raz jeszcze głos Miltonowi: Problem z kosmicznym pyłem dotyczy nie tylko Ziemi, w równym stopniu także Księżyca, który, zdaniem zwolenników teorii o jednorodnym pochodzeniu obu ciał niebieskich, również liczy sobie miliardy lat. Zanim pierwsza załogowa wyprawa „Apollo 11” wylądowała (na nim), niektórzy z selenologów obawiali się, że warstwa pyłu zalegająca na jego powierzchni - pozbawiona oddziaływania atmosfery i oceanów - może być na tyle gruba i miękka, że lądujący statek utonie w morzu pyłu. Jak się jednak okazało, stopa Neila Armstronga zanurzyła się w księżycowym gruncie zaledwie na 3-5 centymetrów. Warstwa kosmicznego pyłu o tak nieznacznej grubości mogła się zgromadzić na powierzchni Srebrnego Globu w przeciągu zaledwie tysięcy, nie zaś całych miliardów lat. Opinię tę pozostawimy bez komentarza.

A co z wodą?

Niedawno świat obiegła sensacyjna wiadomość, iż ostatnie analizy danych wykazały, że na Księżycu jest także woda! Do tej pory wszystkich naukowców, którzy sugerowali jej obecność na Srebrnym Globie posądzano o naukową herezję.

Wyprawy na naszego satelitę wykazały, że jest to świat bardzo suchy. Jeden z księżycowych ekspertów użył nawet stwierdzenia, iż wydaje się on milion razy bardziej suchy niż pustynia Gobi. Wcześniejsze misje Apollo nie odkryły najmniejszych nawet śladów wody. Jednak po powrocie wyprawy Apollo 15 eksperci NASA wpadli w osłupienie na widok ogromnej pary wodnej, o powierzchni przekraczającej 250 km kwadratowych, szybującej nad powierzchnią Księżyca. Podekscytowani naukowcy sugerowali w pierwszej chwili, że przyczyną jej powstania mogły być zbiorniki pozostawione przez astronautów na Księżycu, które uległy uszkodzeniu. Ale woda z nich nie mogła utworzyć tak ogromnej chmury. Wyglądało więc na to, że para wodna pochodzi z wnętrza satelity, tak przynajmniej sugerował personel NASA.

A nie było to pierwsze takie zaobserwowane zjawisko.

W roku 1968 agencja ta opublikowała raport techniczny zatytułowany Chronologiczny katalog odnotowanych zdarzeń księżycowych, który dokumentował 579 dziwnych księżycowych anomalii zaobserwowanych między 1540 a 1967 rokiem i nieznajdujących naukowego wyjaśnienia. Większość z nich dotyczyła tajemniczych świateł zmieniających swoje położenie. Duża część raportów opisywała jednak właśnie chmury, mżawki, mgły i opary utrudniające niekiedy obserwację teleskopową.

Nagle okazało się, że zjawiska pogodowe na Księżycu były obserwowane przez badaczy nieba od setek lat. Natomiast sam mechanizm powstawania chmur jest zjawiskiem iście zdumiewającym, ponieważ siła grawitacji Księżyca okazuje się zbyt mała. Zdaniem przedstawicieli nauk i badaczy NASA, jej wartość wynosi jedną szóstą ziemskiej siły przyciągania i nie jest w stanie przytrzymać przy jego powierzchni gazowej atmosfery ani nawet pojedynczych obłoków. A jednak i chmury i woda są faktem! Takie odkrycia zmieniły hipotezy naukowców i ostatecznie odkrycie słabej księżycowej atmosfery ogłoszono dopiero w 1997 roku.

* * *

Ale to nie koniec tajemnic Srebrnego Globu. Istnieją starożytne pisma, których nie można lekceważyć i które naukowcom spędzają sen z powiek. Ich treść ukazuje bowiem zdumiewające fakty. Można uwierzyć w to, że był taki czas, kiedy Księżyc nie towarzyszył naszej planecie. Ale jak zaakceptować fakt, że wiedziano o tym przed kilkoma tysiącami lat? Mało tego. Żyły już na niej wtedy rozwinięte cywilizacje! Czy to możliwe? Czy Księżyc był od zawsze? W najstarszych chińskich zapiskach dotyczących astronomii, które powstały przed naszą erą, a traktują o czasach o parę tysięcy lat wcześniejszych, znajdują się opisy nieba, w których nie można znaleźć ani jednej informacji o obecności Księżyca.

Dawne tybetańskie teksty często mówią o starożytnym ludzie zamieszkującym niegdyś zaginiony kontynent, który stworzył na nim cywilizację, zanim Księżyc zaświecił na niebie.

Wzmianki o tym intrygującym fakcie odnajdujemy także u antycznych autorów z Europy. Greccy i rzymscy uczeni pisali o czasie, gdy Księżyc nie znajdował się blisko Ziemi i są to prawdopodobnie najodleglejsze wspomnienia, zachowane w zbiorowej pamięci ludzkości. Starożytne zapiski odnoszą się do ludów nazywanych Pelasgianami, Proseleńczykami i Arkadyjczykami. Chodzi o istoty należące do bardzo starej rasy zamieszkującej naszą planetę w czasach, kiedy nie było jeszcze Księżyca. Nauczał o tym Demokryt z Abdery i Anaksagoras z Klazomenaj. Według Arystotelesa, zanim Grecy zajęli Arkadię, kraina ta była już zamieszkiwana przez Pelasgian, tworzących rozwiniętą cywilizację na długo przed tym, nim na niebie pojawił się Księżyc. Z tego też powodu często nazywano ich Proseleńczykami.

Żyjący w trzecim wieku przed naszą erą Apoloniusz z Rodos potwierdził istnienie przedksiężycowej cywilizacji: Gdy nie wszystkie z ciał niebieskich były na niebie, zanim powstały rasy Danai i Deukalion, prym wiodły tylko ludy Arkadii mieszkające w górach i żywiące się żołędziami. A było to, zanim pojawił się Księżyc.

O Arkadyjczykach pisał Plutarch z Cheronei w swoich Moraliach (Quaestiones Romanae): Żyli wtedy Arkadyjczycy następcy Ewanderów ludzie przedksiężycowi.

Podobnie wypowiadał się o ludzie z Arkadii rzymski poeta Owidiusz: O Arkadyjczykach mówi się, że posiedli swoje ziemie zanim narodził się Jowisz i są ludem starszym niż Księżyc.

O tej zagadkowej cywilizacji wspominali także Hipolit Rzymski i Lukian z Samosaty.

W bliższych nam czasach renesansowy filozof Giordano Bruno jako pierwszy ze współczesnych myślicieli rozważał istnienie przedksiężycowej cywilizacji. W jednej ze swoich książek De Immenso napisał z pełną powagą: Są tacy, którzy wierzą, że był taki czas, kiedy Księżyc - młodszy od Słońca - nie został jeszcze stworzony. Żyli wtedy niedaleko rzeki Pad Arkadyjczycy, którzy, jak się uważa, mieszkali tam, zanim pojawił się Księżyc.

Pamięć o istnieniu świata bez Księżyca zachowała się również w ustnej tradycji niektórych plemion z Ameryki Południowej. Indianie Chibchas z gór Wschodniej Kordyliery w Kolumbii mają kilka ludowych podań dotyczących właśnie tego okresu. Zawsze zaczynają je słowami: W najstarszych dniach, kiedy Księżyca nie było jeszcze na sklepieniu nieba…

Czy jest możliwe, że istniały wówczas rozwinięte cywilizacje? Czy satelita Ziemi naprawdę pojawił się dopiero kilka tysięcy lat temu? Biorąc pod uwagę teorie naukowe, wydaje się to kompletną bzdurą.

Ale...

Istnieją przecież na naszej planecie pozostałości po pradawnych wysokorozwiniętych kulturach. Rozsiane po całym świecie ruiny megalitycznych budowli nadal wzbudzają swą potęgą niekłamany zachwyt turystów i budzą szacunek współczesnych inżynierów. Czy są to pozostałości po czasie, kiedy Księżyc nie wędrował jeszcze po nieboskłonie? Wiele na to wskazuje, gdyż w relacjach wszystkich ludów na Ziemi przewija się wątek globalnej katastrofy, niszczącej dawny świat. Mity mówią o gigantycznym potopie, olbrzymich falach tsunami, trzęsieniach ziemi i wybuchach wulkanów.

Czy taki przebieg wydarzeń nie mógł być sprowokowany pojawieniem się intruza z Kosmosu? Coraz więcej współczesnych astrofizyków, na podstawie przeprowadzonych badań i pomiarów, skłania się ku tej niepopularnej, wręcz pachnącej naukową herezją hipotezie, która jest ignorowana przez najwyższe autorytety. A szkoda, bo w ten sposób można by wyjaśnić wiele tajemnic dotyczących naszego satelity.

Już w latach 70. ubiegłego wieku niektórzy znani astrofizycy, między innymi słynny prof. Josif Szkłowski z Akademii Nauk ZSRR, wyrazili pogląd, że Srebrny Glob może być martwym, pozbawionym życia, statkiem obcej cywilizacji, ewentualnie prastarą, nieczynną już sondą kosmiczną.

To nie jest tylko kawał skały!

Im bardziej poznawany jest Księżyc, tym budzi wśród naukowców większe zdziwienie, a pytania dotyczące jego anomalii nadal pozostają bez satysfakcjonującej odpowiedzi, choć od pierwszych misji minęło już pół wieku. Teoria goni teorię, hipoteza hipotezę. Najlepsi selenolodzy mają na jego temat odmienne zdanie. Co jakiś czas różne koncepcje są weryfikowane, uzupełniane lub tworzone od nowa. To jednak akurat jest zrozumiałe. Pomimo wysokich technologicznych osiągnięć proces podboju Kosmosu przez ludzką cywilizację znajduje się jeszcze w stadium raczkowania. Niewiele wiemy tak naprawdę o mechanizmach rządzących Wszechświatem. Wszystko próbujemy wyjaśnić przez pryzmat naszej, jakże ułomnej jeszcze wiedzy. Pewne jest jedno: teorię, że nasz satelita to martwy, suchy, pozbawiony powietrza kawał skały, należy w całości odłożyć do lamusa.

Przeglądaj bieżący numer NŚ albo zakup wydanie elektroniczne

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.