Certyfikat Nowych Wzorców Sztuki dla Ady Edelman

W tym roku honorujemy osobę niezwykle skromną, która o sobie mówi, że jest pomostem ku zrozumieniu zasad, jakie nas obowiązują przy nieodwołalnym przejściu z tej strony życia na drugą stronę, również przecież życia


rozmawia Andrzej Maria Marczewski, NŚ 2/2020

Ado, kim jesteś? Jaka jest twoja droga?

– Zacznijmy w miarę chronologicznie. Jako siedemnastolatka przeżyłam, śmierć kliniczną, ale wygląda na to, że coś polowało na mnie już wcześniej. Najpierw - mając 9 miesięcy - dostałam przeterminowaną szczepionkę i cudem przeżyłam; następnie, kiedy byłam w czwartej klasie podstawówki, stałam na skrzyżowaniu, przez które przejeżdżał samochód załadowany płytami paździerzowymi, byłam drobnym dzieckiem, część z tych płyt spadła na mnie. Nikt po wypadku nie badał mi głowy, opatrzono tylko uszkodzone kończyny. Zaczęłam w bardzo szybkim tempie rosnąć i kiedy miałam właśnie 17 lat, pękł najprawdopodobniej krwiak - pamiątka tamtego zdarzenia. 

Zostałam częściowo sparaliżowana. Wtedy przeżyłam pierwszą śmierć kliniczną. Zaczęłam schodzić im w karetce. Potem, leżąc na oddziale neurologii, przeżyłam drugie doświadczenie paranormalne. Widziałam aurę pacjentów odchodzących na drugą stronę, i wtedy nastąpiły różne doznania. Najpierw pojawiły się sny o zmarłych, takie, w których rozmawiałam z nimi o bieżących sprawach. Moja nieżyjąca babcia oprowadzała mnie po domu, którego nigdy nie widziałam, gdyż zburzono go przed moimi narodzinami. Wszystkie szczegóły się zgadzały, co potwierdziła mama. Zaczęłam zdawać sobie sprawę, że to nie jest typowa umiejętność. Sny były coraz bardziej wyraziste i pojawiały się w nich osoby nieznajome. Potem widziałam siebie umierającą równolegle w innych wcieleniach. Widziałam przeżycia z II wojny światowej dwóch identycznych kobiet, co mocno mnie zastanowiło. Z czasem okazało się, że po prostu miałam siostrę bliźniaczkę, Sarę...

Przeglądaj spis treści numeru 2/2020 lub zamów wersję elektroniczną NŚ

 Czytałaś oczywiście "Życie po życiu"?

– Tak, ale dużo później. Potem intensywnie śniłam o postaci z pewnego obrazu, kobiecie w błękitnej sukni, babci mojej nauczycielki. Odważyłam się i opowiedziałam jej kilka faktów ze snów, a ona je potwierdziła. To dało mi do myślenia, uznałam, że wszystko to jest prawdą. Kiedy bliscy wyruszali w dalszą drogę, przychodzili się pożegnać. Babcia na odchodnym powiedziała: - Unikaj białych samochodów. I to też się sprawdziło, bo potrącił mnie właśnie biały samochód. Sytuacja ciągle narastała. Pewnej nocy przyszły do mnie wiersze nieżyjącej bliźniaczki. Pokazałam je zaprzyjaźnionej polonistce, która stwierdziła, że autorka jest wyrobiona literacko. Świat nadprzyrodzony przemawiał różnymi kanałami. Pojawiły się karty. Zaczęłam dużo czytać. Zdałam sobie sprawę, że to, co się dzieje, nie jest żadną magią, tylko  sposobem porozumiewania się z czymś, z czym jesteśmy wszyscy połączeni...

To jedynie fragment artykułu. Pełną wersję przeczytasz w NŚ 2/2020 dostępnym także jako e-wydanie.

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.