Jesteśmy tym, co myślimy i czym żyjemy

Spis treści

  • Gdyby sprowadzić to, co Pan mówi, do pewnej syntezy, wyglądałaby ona tak, że to Pana skuteczność terapeutyczna spowodowała, iż zaczęto prowadzić z Panem badania… zgadza się?

Ponieważ, kierując się przesłankami etycznymi, nie fotografowaliśmy zabiegów wykonywanych przez ekipę Z. Domančića osobom ciężko chorym, dla celów dokumentalnych utrwaliliśmy na zdjęciach fragmenty terapii, jakiej poddały się nasze dwie redakcyjne Anny– Zapewne znany jest Państwu eksperyment, który przeprowadziłem z udziałem stu dwudziestu diabetyków z gangreną w postaci suchej i mokrej. Ci ludzie czekali na amputację kończyn dolnych. To doświadczenie obserwowało niejako na żywo ponad 400 lekarzy i naukowców, a wszystko, co się działo w jego trakcie, dokumentowano w postaci zdjęć i filmów. I na tych zdjęciach widać, jak rany się zmniejszają. Wszyscy chorzy zaczęli chodzić, ani jeden nie potrzebował amputacji.  Dziennikarz Dražen Jakčin napisał później na ten temat książkę (Uzdrowiciel Domančić, leczenie bioenergią - raport z badania naukowego - przyp. red. ).

  • Jest Pan niewątpliwie człowiekiem dużej wiary, uważając, że gdyby mieszkał w Polsce, w obliczu Pana efektów terapeutycznych podjętoby eksperymenty i doświadczenia. Otóż nic by się nie działo, bo tzw. medyczne autorytety zakwalifikowałyby całą rzecz jako efekt placebo, co cały czas robią, obracając bezmyślnie w dyskusjach publicznych tym pojęciem niczym plackiem na patelni.

– Jakie placebo? O czym Państwo mówią? Kiedy próbowałem wyjaśnić, czym jest ta życiowa energia, zatopiliśmy węglan wapnia (Domančić powiedział dosłownie: calcium carbonate – przyp. red.) w roztworze wodnym. Robili to najlepsi chemicy w Europie. Okazało się, że on formuje się w kryształki (rekomendujemy lekturę stron 135-136 książki Leczenie bioenergią… - przyp. NŚ), a następnie w kontakcie z energią przeobraża się z postaci kryształów w formę zalążkową – i to są już formy ze świata roślinnego! Pokazując, że materię martwą można przekształcić w materię żywą, zamknąłem oponentom usta.

  • Jako pismo często ścieramy się z jednej strony, z fundamentalizmem religijnym, z drugiej zaś naukowym. Oba są groźne, ten naukowy również. Generalnie stoimy na stanowisku, że każdy musi mieć wolność wyboru terapii, która mu najbardziej odpowiada. Nikt nie ma prawa nikomu narzucić, jaką obrać drogę leczenia, niezależnie od tego, czy to są terapie naturalne, czy farmakologiczne, po czym jeśli chodzi o całą filozofię koncernów farmaceutycznych dobrze wiemy, że robią one wszystko, by ludzi leczyć, ale nie wyleczyć. To ich nadrzędna idea.

Ponieważ, kierując się przesłankami etycznymi, nie fotografowaliśmy zabiegów wykonywanych przez ekipę Z. Domančića osobom ciężko chorym, dla celów dokumentalnych utrwaliliśmy na zdjęciach fragmenty terapii, jakiej poddały się nasze dwie redakcyjne Anny– Wielkie koncerny farmaceutyczne zawładnęły medycyną, korumpując jej przedstawicieli. Od ponad 30 lat zajmuję się doskonaleniem swojej metody i dzięki temu jestem w stanie wyleczyć dziś nie tylko człowieka, ale również np. roślinę. Moje seminarium ukończyło też wielu lekarzy weterynarii i oni mogą w ten sam sposób leczyć również zwierzęta. Pozostawię po sobie metodę, która będzie obecna wśród ludzi bez względu na rasę, pochodzenie, kolor skóry, czy miejsce, w którym mieszkają.

  • Czy w trakcie eksperymentu, o którym przed chwilą rozmawialiśmy, zakładał Pan, co z tych kryształów powstanie, czy to było działanie „na żywioł”?

– Miałem świadomość, że powstanie jakieś życie, ale jaki będzie ono miało kształt, jak będzie wyglądało, nie wiedziałem.

  • Czy Pan zdaje sobie sprawę z tego, co się tu, w Polsce działo w związku z Pana przyjazdem, gdy o nim napisaliśmy? Do organizatorów telefonowały setki chorych. Stało się tak, mimo iż było wiadomo, że Pan przede wszystkim uczy swojej metody, i tak też będzie podczas seminarium w Warszawie, w trakcie którego razem ze współpracownikami zdoła Pan przyjąć nie więcej kilkadziesiąt osób. Zgłosiło się ich ponad tysiąc. Czy związana z tym odpowiedzialność Pana nie przytłacza? Bo straszna ilość ludzkiego nieszczęścia się przy tej okazji ujawnia. I rzecz najważniejsza: jak Pan interpretuje fakt, że części ludzi udaje się pomóc, ale niektórym nie? Jaki mechanizm o tym decyduje?

– Rozstrzygające znaczenie ma stan organizmu człowieka. To tak jak z akumulatorem w samochodzie. Jeśli poziom jego energii wyczerpie się, mimo że będziemy go po raz kolejny ładowali, akumulator nie zadziała.

  • Dlaczego zdecydował się Pan na założenie własnej kliniki - o bardzo szczególnym skądinąd statusie, biorąc pod uwagę, że pod jej aktem założycielskim złożyli podpisy również przedstawiciele ministerstw zdrowia i nauki? Mógł Pan przecież pomagać chorym w placówkach publicznej służby zdrowia.

– Kiedy profesor Starc powiedział: - Będziemy teraz pracować razem w słoweńskich szpitalach, odparłem, że nie mogę się na to zgodzić. Dlaczego? Ponieważ medycyna jest zmonopolizowana. A monopol to inaczej dyktatura, która nigdy nie jest dobra i nie kieruje się szacunkiem dla ludzi. Urodziłem się na porodówce w szpitalu, przyjęła mnie położna, więc też jestem w jakimś sensie dzieckiem istniejącego systemu i generalnie nie mam nic przeciwko medycynie akademickiej. Sprzeciwiam się natomiast degeneracji, korupcji i farmaceutycznym zmowom. Moi terapeuci robią to, czego ja ich nauczyłem. Działając w obrębie medycyny akademickiej nie miałbym takich możliwości. Natomiast wybór terapii należy do pacjenta.

  • Jaka jest gwarancja tego, że ludzie, których Pan nauczył swojej metody, zachowają jej czystość, będą skuteczni i etyczni? Czy są tu zamontowane jakieś bezpieczniki?

– Ta metoda jest opatentowana i stanowi moją własność intelektualną. Zawsze będziemy przeciwstawiać się tym, którzy korzystając z niej, nie kierują się kodeksem etycznym, jaki podpisali. Jedną z takich fundamentalnych zasad, o czym już wspomniałem, jest niewyznaczanie żadnej sztywnej wysokości opłat za terapię. Zostaje to pozostawione woli i uznaniu samego pacjenta, a przy okazji stanowi ważny instrument selekcji przy rekomendowaniu terapeutów tej metody. Dar, który przekazujemy, pochodzi z czystego, otwartego serca, a pieniądze otrzymywane za pracę w oparciu o tę zasadę, nie parzą rąk. W ogóle warto pamiętać, że jeśli komuś odbierasz pieniądze, możesz mieć problemy sam ze sobą. Również ze swoim zdrowiem.

Niczego się nie boję. Czynię dobro. Pośród miliona sześciuset pięćdziesięciu tysięcy pacjentów, którzy przewinęli się w moim otoczeniu przez minionych trzydzieści kilka lat, byli miliarderzy i bogaci szejkowie, ale także ludzie biedni i sieroty. Nigdy nikomu nie zadaję pytań na temat jego statusu materialnego, a przez te 33 lata nie wpłynęła na mnie nawet jedna skarga.

Swoją działalność rozpocząłem w Niemczech. W pewnej znanej, bardzo zamożnej rodzinie wyleczyłem jednego z jej członków. Podziękowano mi za to i na tym się skończyło, a ja pomyślałem: jakim jestem kretynem, że nie mam z tego żadnych korzyści. Ale pojawiła się również myśl, że moim zadaniem nie jest wyłącznie leczenie, lecz chodzi o stworzenie czegoś większego, dopracowanie metody, która dziś działa.

Specjalna dedykacja tegorocznego laureata Nagrody Honorowej NŚ dla odbiorców naszego miesięcznika: Drogim Czytelnikom »Nieznanego Świata« z pozdrowieniami Zdenko DomančićOdwołam się ponownie do filmu Think about it. Proszę spojrzeć na nazwiska naukowców, którzy się w tym dokumencie wypowiadają. Do małego Zdenka przyjechał, by się z nim spotkać, jeden z polityków izraelskich. Tak samo było w Wiedniu. Wybitny muzyk tamtejszej filharmonii chorował na stwardnienie rozsiane i przed koncertem szukał mnie w foyer. Potem szliśmy do garderoby, gdzie leczyłem mu palce, by mógł dalej grać. To jest bardzo prosta metoda; ona wygląda spektakularnie, ale działa. Inny przykład. W tym filmie występuje mieszkanka Izraela, której wyleczyłem chroniczne zapalenie pęcherza i krwawienia. Chodziło o terapię na odległość: podczas gdy ja byłem na jednej z chorwackich wysp, ta kobieta przebywała w Tel Avivie. Wszystko trwało około 10 minut, a z moczu zniknęła krew. Mam za sobą bardzo wiele takich doświadczeń.

  • Można by zaryzykować twierdzenie, że pełni Pan podwójną rolę. Po pierwsze: pomaga chorym swoją metodą, a po drugie, próbuje uświadomić, że ludzkość straciła coś, co było jak gdyby naturalną, immanentną częścią naszego istnienia na planecie. Chodzi o dostęp do inteligentnej, ożywczej energii…

– Mogę się zgodzić na rolę człowieka, który dzięki swojej metodzie pomaga leczyć ciężkie choroby. Ale jednocześnie chciałbym pokazać innym to, o czym sam się przekonałem: że można przekroczyć granice ludzkiej świadomości, poza którymi jest coś, z czego nie zdajemy sobie sprawy, ponieważ moc i potencjał naszego mózgu nadal pozostają wielką zagadką.

  • Chętnie byśmy w przyszłości przyjechali do Bledy, by zobaczyć, jak funkcjonuje na co dzień Pana centrum. To możliwe?

– Serdecznie zapraszam.

  • Na końcu chcielibyśmy poprosić, by przekazał Pana coś bezpośrednio od siebie naszym Czytelnikom. Są nimi ludzie, których droga życiowa i duchowa jest taka, iż wierzą w tego rodzaju metody terapii. Liczymy, że Pan ich w tym utwierdzi i doda otuchy w codziennym życiu.

– Przesłanie, które chciałbym przekazać, brzmi następująco: Jesteście tym, co myślicie i czym żyjecie. Uwierzcie w siebie.

  • Dziękujemy za rozmowę.

Tłumaczenie symultaniczne z języka chorwackiego wywiadu ze Zdenkiem Domančićem, jaki przeprowadziliśmy 26 września w warszawskim Novotelu, zawdzięczamy Pani Joannie Dróżdż, której dziękujemy za profesjonalizm i wydatny wkład w sprawny przebieg trzygodzinnej rozmowy. Z konieczności na łamach mogliśmy zaprezentować jedynie jej najistotniejsze wątki.

Z archiwum Nieznanego Świata - Nr 12/2013

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.