Byłem na swoim grobie

Spis treści

Eric Sosnowski - NŚ 8/2011

Z tego, co wiem, jest to druga zbiorowa manifestacja reinkarnacyjna w świecie zachodnim, a wśród jej uczestników obok tzw. przeciętnych zjadaczy chleba, są również lekarze medycyny, architekci i inżynierowie. Odkryte między nimi, często po żmudnych badaniach, więzi, zarówno w obecnym życiu, jak i odnoszące się do wydarzeń z odległej przeszłości, co dokumentuje blisko setka relacji, zdają się wykluczać przypadkowość losów wspomnianej grupy ludzi. Nie wszyscy jednak spośród nich gotowi są zaakceptować szokujące wnioski płynące z tych ustaleń.

To, czym chciałbym się podzielić z czytelnikami, zdarzyło się przed kilku laty. A zaczęło się od tego, że organizując kolejny bal kostiumowy dla znajomych (głównie Polaków zamieszkałych w Vancouver i jego okolicach), poznałem pewną dziewczynę mieszkającą w kompleksie, gdzie wówczas często odbywały się tego rodzaju imprezy z myślą o uczczeniu wszystkich możliwych okazji.

Bal, o jakim mowa, zorganizowaliśmy w związku z wizytą mieszkającego w Grecji brata naszego kolegi, który go właśnie odwiedził, a wspomniana dziewczyna (jeśli mogę ją tak nazwać – nie jesteśmy już niestety młodzi) okazała się wspaniałą, choć jeszcze nieodkrytą, artystką.

Autor tej niezwykłej publikacji jest artystą – plastykiem i dekoratorem. Mieszka w Kanadzie i od dawna bada na własną rękę problemy związane z fenomenem reinkarnacji.

Ta jej artystyczna, wrażliwa dusza spowodowała, że zaczęła interesować się problemami karmy, losu, przeznaczenia, a w ślad za tym swoich poprzednich egzystencji. Opowiadała mi o seansach hipnotycznych i podróżach do poprzednich inkarnacji, w jakimś sensie zarażając również mnie chęcią poznania własnych ewentualnych wcieleń. 

W sumie poddałem się kilku seansom, których pełen opis zająłby tu zbyt wiele miejsca, więc maksymalnie go skrócę, skupiając się na samej esencji wizji i zdarzeń towarzyszących przeżyciom w stanie sui generis autohipnozy.

W trakcie pierwszego seansu hipnotycznego z moim udziałem nie odczułem praktycznie nic, choć nie zwróciłem wówczas uwagi na pewien istotny szczegół. Mianowicie, kiedy hipnotyzerka zleciła mi, abym udał się w „swej” wyobraźni do jakiegoś pięknego, kojąco wpływającego na mnie miejsca, o dziwo, zamiast karaibskiej plaży pełnej ponętnych półnagich kobiet,ujrzałem jakieś wykrzywione skarłowaciałe drzewo rosnące na niewielkim pagórku.

Wspomnienia z odległej przeszłości. Mały cmentarz w SzampaniiHipnoterapeutka spytała wtedy, czy słyszę świergot ptaków. Zaprzeczyłem, mimo że ten miły akcent uzasadniałby mój wybór. Ale to miejsce w niezwykły sposób emanowało jakimś paraliżującym spokojem. Cały seans odbywał się w duchu freudowskiej analizy aspektów winy i kary, z nasileniem przez hipnotyzerkę akcentów dotyczących śmierci mego najstarszego brata, który kilka lat wcześniej zmarł na zawał. Spytany, kim w okresie dzieciństwa emocjonalnie był on dla mnie, oznajmiłem, że stanowił wzorzec do naśladowania porównując go do średniowiecznego polskiego rycerza Zawiszy Czarnego z Garbowa.

Zagadnięty o to, kim chciałbym dla niego być w tamtej epoce, nie wiedząc czemu oznajmiłem, że jego giermkiem.

Z kolei, kiedy miałem opisać jakiś swój dzień z dzieciństwa, opowiedziałem taką oto historię:

Są wakacje, a ja znajduję się na podwórzu mojego rodzinnego domu. Zjawiają się ówcześni koledzy pytając, czy nie pójdę pograć z nimi w piłkę nożną. Lekceważę ich propozycję, gdyż jestem w trakcie budowania dla moich plastikowych żołnierzyków zamku z gliny.

Wspomnienia z odległej przeszłości. Mały cmentarz w SzampaniiChoć na jawie nie pamiętałem tego dnia, odzwierciedlał on absolutnie możliwe zdarzenia, gdyż w dzieciństwie często przedkładałem rysowanie rycerzy, czy właśnie budowę jakichś fortec dla mojej armii rzymskich, średniowiecznych czy napoleońskich żołnierzyków, nad zabawy z rówieśnikami. I rzeczywiście w owym okresie moim idolem był Zawisza Czarny herbu Sulima. Natomiast wobec sugestii hipnotyzerki próbującej wzbudzić we mnie jakieś nieuzasadnione poczucie winy za śmierć brata, byłem coraz bardziej sceptyczny.

Jako że za seans płaciłem 70 $ za godzinę, nie chcąc zmarnować kolejnego spotkania, pod koniec sesji spytałem prowadzącą, co powinienem uczynić, by kolejnym razem móc zobaczyć coś innego niż dziecięce wspomnienia z przeszłości. Byłem bowiem wówczas przekonany, że to, co widziałem na życzenie hipnotyzerki, to jedynie wyobraźnia i autentyczne wspomnienia z dzieciństwa.

Odpowiadając na pytanie, jak powinienem przygotować się do następnego spotkania, na odchodnym hipnotyzerka stwierdziła, że ja wiem to sam, muszę jedynie zapytać samego siebie.

Tej nocy analizując miniony dzień nie mogłem zasnąć. Rozluźniłem się i zacząłem wchodzić technikami opisanymi w książkach Roberta Monroe w stan, dzięki któremu potrafił on opuszczać swoje ciało, odbywając rozliczne podróże astralne.

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.