„Piramidy” polskie

Ich funkcję pełnią stare, prehistoryczne usypiska w kształcie kopców. Do dziś toczą się spory dotyczące pochodzenia oraz funkcji, jakie miały spełniać. Najbardziej znane są oczywiście słynne kopce z okolic Krakowa. Swoją nazwę polskie piramidy zawdzięczają jednemu z badaczy i popularyzatorów techniki Bolesławowi Orłowskiemu, autorowi wydanej w 1963 r. książki Tysiąc lat polskiej techniki.


Robert Buchta

Ziemny kopiec, usypany w widłach Dłubni i Wisły, prawdopodobnie górował nad celtyckim osiedlem już na przełomie er. Gdy w wiekach średnich zarysowała się piękna legenda próbująca wyjaśnić okoliczności jego powstania, nikt nie przypuszczał, że wkrótce po II wojnie światowej, uznana za ideologicznie poprawną ocali ona ową polską piramidę, zwaną dziś kopcem Wandy od zagłady. Drugi z kolei tego typu zabytek pochodzący z najdawniejszych czasów i znajdujący się w granicach Krakowa – kopiec Krakusa – długo musiał opierać się próbom rozkopania przez badaczy.

W okresie międzywojennym archeolodzy chwycili za łopaty, chcąc przekonać się ile prawdy tkwi w legendzie głoszącej, że kopiec Krakusa kryje w swym wnętrzu ciało legendarnego założyciela miasta. Wykonano wykop, jednak do środka nie udało się dotrzeć. W trakcie prac u podstawy kopca znaleziono natomiast awarską zapinkę z brązu z VII w. n.e. Na podstawie tego znaleziska przyjęto, że ziemną konstrukcję usypano w tym właśnie wieku. Ani na moment nie słabną jednak głosy, iż w świetle najnowszych hipotez moment powstania kopca Krakusa należałoby cofnąć w czasie

być może nawet o całe 1000 lat.

W panoramie Krakowa możemy dostrzec kilka kopców. Nie tylko największe w Polsce prehistoryczne usypiska (czyli kopce Krakusa i Wandy), ale również całkiem współczesne: kopiec Tadeusza Kościuszki czy Józefa Piłsudskiego. Pierwszy powstał przed 180 laty, drugi w latach 30-tych dwudziestego stulecia. Sypał go wtedy cały naród.

Stosunkowo szybko okazało się, że najmłodsze krakowskie kopce nie wytrzymują próby czasu. Szczególnie mocno nadwyrężyły je ulewne deszcze w latach 1996-7. Konieczny okazał się gruntowny remont. Kopiec Tadeusza Kościuszki udostępniono ponownie 10 listopada 2002 r., a dzień później kopiec Piłsudskiego.

Nadspodziewanie dzielnie oparły się natomiast niszczącej sile żywioły kopce prehistoryczne. 16-metrowy Krakusa i o 2 m niższy Wandy. Swą znakomitą kondycję zawdzięczają – jak utrzymują eksperci – odpowiedniej technice budowy. Warto wspomnieć, że kopiec Krakusa wykonano w ten sposób, iż wokół pnia drzewa sypano ziemię zabezpieczając ją wiklinowym płotem, który zapobiegał osypywaniu się ziemi.

Naturalnie na przestrzeni wieków techniki wznoszenia polskich piramid zmieniały się. A powstało ich niemało. Sama analiza map szwedzkich sprzed kilkuset lat uprawnia do stwierdzenia, że wokół wzgórza Lassoty, na którym wznosi się kopiec Krakusa, usypano kilkadziesiąt kopców. Wygląda to tak, jakby chciano dorównać wzorcowi – ogromnemu kopcowi Krakusa.

W podobny sposób postępowali też Egipcjanie wokół Gizy. Nieopodal Wielkiej Piramidy najpierw faraonowie, potem wielmoże wznosili swoje grobowce wzorując się na monumentalnej budowli w kształcie ostrosłupa. Oczywiście nie mogły one rywalizować z pierwowzorem ani pod względem jakości ani trwałości. Piramidki te jak wiadomo, dość szybko obróciły się w gruzy.

O Wielkiej Piramidzie wspominam nieprzypadkowo. Jak już bowiem nadmieniłem, w książce B. Orłowskiego z 1963 r., prehistoryczne kopce – nie tylko zresztą krakowskie – określono mianem polskich piramid. Może nie są one tak okazałe, ale z pewnością zostały wykonane nad podziw solidnie. Kopce krakowskie to jedynie dwa spośród kilkunastu tego typu obiektów, o jakich wspomina Orłowski, sytuowanych przez niego wzdłuż trasy Kraków-Sandomierz. Czy możemy dostrzec jakieś podobieństwa pomiędzy tymi, których – zgodnie z arabskim przysłowiem – lękać ma się czas i skromniejszymi, wzniesionymi na naszych ziemiach? Otóż niewątpliwie tym, co je łączy jej właśnie nierozwiązana do dziś zagadka pochodzenia i przeznaczenia wspomnianych obiektów.

Kopce intrygowały już ludzi żyjących w minionych wiekach. Wincenty Kadłubek (1160-1223) wiązał ich powstanie z dziejami legendarnego założyciela Krakowa – Kraka i jego córki Wandy. I tak też się przyjęło sądzić. Kronikarz Jan Długosz (1415-1480) zanotował: Mogiłę… dwaj synowie Kraka w sposób sztuczny i dowcipny, jak ojciec im wskazał był jeszcze za życia, nadsypując piaskiem do takiej wysokości wznieśli, iż sporym kurhanem nad wszystkimi dookoła wyżynami panuje

Dopiero w latach międzywojennych archeolodzy żwawo ruszyli do pracy, by przekonać się o słuszności tej legendy. Niestety – o czym już wspominałem – wykop nie sięgnął środka usypiska. Nie odkryto też żadnej komory grobowej. W trakcie badań ustalono natomiast, że na początku X w. na szczycie kopca Krakusa rósł trzystuletni dąb, który został później ścięty.

Fakty te skłoniły uczonych do przyjęcia tezy, że ów kopiec nie mógł zostać usypany w okresie późniejszym, lecz przypuszczalnie w VII, a co najwyżej VIII w. Znalezienie zaś pochodzącej z VII w. brązowej ozdoby awarskiej ostatecznie utwierdziło uczonych w przekonaniu o poprawności datowania. Z kolei kopiec Wandy co najmniej od początku średniowiecza był traktowany jako

mogiła legendarnej władczyni

z czasów przedpiastowskich. W najwcześniejszych dokumentach ufundowanego w 1222 r., a wzniesionego nieopodal wspomnianego usypiska klasztoru oo. cystersów, pojawia się nazwa tumba - mogiła, która odnosi się do wsi znajdującej się w bezpośrednim sąsiedztwie kopca. Ma ona wiązać się właśnie z obecnością na tym terenie kurhanu w powszechnym mniemaniu uznawanego za grobowiec córki Kraka.

Wieś Mogiła położona była na starym trakcie handlowym, wiodącym w epoce średniowiecza z Krakowa do Lublina. Trakt ów, zwany potocznie Gościńcem Lubelskim, biegł prosto w kierunku wschodnim i, przechodząc obok kopca Wandy, wchodził do wąwozu. W XIX w. podczas budowy fortyfikacji Twierdzy Kraków, Austriacy otoczyli kopiec ziemnym szańcem, który z czasem zamieniono na ceglano-kamienny fort.

W trakcie budowy zakładu metalurgicznego w latach 50-tych XX w. otoczenie kopca zmieniło się diametralnie. Zlikwidowano malowniczy wąwóz, zmieniono również układ dróg. Sam kopiec na szczęście oszczędzono – ponoć ze względu na przedstawiającą piastowskiego orła rzeźbę wieńczącą szczyt usypiska oraz ideologicznie poprawną wówczas legendę o Wandzie. W 1951 r. wieś Mogiłę włączono do Krakowa i odtąd stała się jednym z osiedli miejskich. 13 lat później w pobliżu kopca odkryto grób szkieletowy z I w. n.e. Archeolodzy zaczęli wówczas żywić nadzieję, że odnaleziono wreszcie grób legendarnej Wandy. Jednak na podstawie ozdób, jakie odkryto w grobie, ustalono, iż zmarła osoba była na tym terenie obca. Innych, bardziej wnikliwych badań do tej pory nie przeprowadzono. Jakiejkolwiek więc ów zabytek z czasów pogańskich

strzeże tajemnicy

czyni to skutecznie i ma się całkiem nieźle.

Oprócz uznanych przez naukowe grono hipotez istnieją i takie, które środowisko to postrzega jako kontrowersyjne. U podstaw jednej z nich legła prosta obserwacja usytuowania kopców względem siebie i kierunków świata. Zauważono bowiem, że linia łącząca polskie piramidy wskazuje miejsce wschodu słońca w dniu 1 maja, a zachodu naszej dziennej gwiazdy w okolicach 1 listopada. Podaję tylko te dwie daty, choć przyglądając literaturę można natrafić także na kilka innych, jak 21 czerwca, 1 marca czy dzień przesilenia zimowego, przy czym, jak często bywa, wielu autorów powtarzało zasłyszaną gdzieś wiadomość, uznając ją za prawdziwą i nie weryfikując jej.

Dziś jesteśmy w o wiele bardziej komfortowej sytuacji, niż przed laty, gdyż mamy do dyspozycji rozmaite programy komputerowe symulujące układ gwiazd i planet na nieboskłonie o dowolnej porze dnia i nocy.

Pewne jest, że stojąc na kopcu Krakusa wcześnie rano 1 maja, ujrzymy tuż za kopcem Wandy wschodzące słońce. Natomiast 1 listopada, patrząc z kopca Wandy w kierunku zachodnim, zaobserwujemy, jak słońce chowa się za kopcem Krakusa.

Znając usytuowanie kopców względem siebie z łatwością ustalimy, że łącząca je linia wskazuje miejsce, w którym zza horyzontu słońce wyłania się nie tylko 1 maja, ale również 14 sierpnia. Sytuuje ono również punkt zachodu słońca 1 listopada oraz 12 lutego.

Badacze zwrócili szczególną uwagę na dwie spośród tych dat, oznaczające wspólne dla wszystkich Celtów w Europie święta. Mianowicie 1 maja przypadało Beltane, rozpoczynające jasną połowę roku. Natomiast 1 listopada obchodzono święto Samhain, kiedy to rok rozpoczynał swoją ciemną, zimową porę, podczas której Ziemia miała odpoczywać i nabierać sił. W ten sposób powstanie usypisk powiązano z kulturą celtycką.

Przez pewien czas kwestionowano tezę, że Celtowie zamieszkiwali tereny należące do Małopolski. Dopiero, gdy w jednej z dzielnic Krakowa, Nowej Hucie, odkryto pozostałości osady celtyckiej wraz z magazynami, warsztatami rzemieślniczymi oraz zapleczem metalurgicznym, została ona w końcu zaakceptowana.

Kultura celtycka na tych ziemiach istniała od 300-200 r. p.n.e. do drugiej połowy IV w. n.e., kiedy to kres jej egzystencji położył najazd Hunów. Niedługo potem przybyli na te ziemie Słowianie. Wiemy, że Kraków znalazł się w granicach państwa Wiślan, które zaczęło formować się w VIII w.

Kopiec Wandy usypano w widłach Wisły i Dłubni. Obecnie jest to obszar należący do Nowej Huty. Jeśli więc rzeczywiście istniał on na przełomie er, musiał górować nad osiedlem celtyckim. Dziś sami możemy przekonać się, iż jest doskonałym punktem widokowym. Roztacza się z niego wspaniała panorama na cały Kraków. Ponieważ nietrudno dostrzec z niego charakterystyczny obiekt, jak kopiec Krakusa pojawiły się sugestie, że te dwa sztuczne usypiska

mogły pełnić funkcje sygnalizacyjne.

W momencie dostrzeżenie niebezpieczeństwa na ich szczytach rozpalano po prostu ogniska, ostrzegając ludność zamieszkującą pobliskie osiedla. Dotychczas czas powstania polskich piramid sytuowano w okolicach przełomu er, a może 200-300 lat wcześniej. Warto jednak pamiętać o hipotezach lokujących to wydarzenie nawet ok. roku 1500 p.n.e.

Sceptycy sugerują, że położenie kopców jest dziełem przypadku. Ich zdaniem, jeśli obiekty te pełniły rolę jedynie miejsc kultu, to twórcy starali się je lokalizować po prostu na wzniesieniach, nie przejmując się zbytnio ich usytuowaniem względem siebie. Obecnie próbujemy uznać ów zamysł za świadomy, choć wcale takim być nie musiał. Z drugiej jednak strony, dziś wiemy także – o czym często się zapomina – że wybierając określone miejsca pod budowę nasi przodkowie nie zdawali się w tym względzie całkowicie na przypadek. Pewność ta bierze się stąd, że istnieją na Ziemi strefy, które promieniują energią korzystnie oddziałującą na organizm człowieka. Są to znane od tysiącleci tzw. miejsca mocy połączone ze sobą liniami geomantycznymi (ley lines). Nasi przodkowie wiedzieli o istnieniu tej sieci, sytuując w jej punktach węzłowych miejsca kultu. Leszek Matela – badacz miejsc mocy – wykazał, że na Wawelu krzyżuje się aż siedem linii geomantycznych. Co więcej, budowla ta okazuje się być połączona liniami z innymi miejscami mocy na terenie Krakowa, między innymi z… kopcem Krakusa.

Niektórzy podejrzewają, że piramidy krakowskie mogły być usypane w celu upamiętnienia jakiegoś istotnego dla lokalnej społeczności zdarzenia. Niestety – po upływie 1300 lat szanse, by to ustalić, maleją prawie do zera. Cokolwiek by wszakże rzec, nie budzi wątpliwości fakt, iż usypiska stanowiły inspirację dla innych kopców, w tym również dwóch najmłodszych, XX-wiecznych. Myliłby się zarazem ten, kto sądziłby, iż tradycja sypania kopców całkowicie zanikła. Obecnie słychać o inicjatywie wzniesienia kolejnego kopca dla upamiętnienia Jana Pawła II.

Polskie piramidy, podobnie jak te w Gizie, zazdrośnie strzegą swoich tajemnic. Wrosły na trwałe w pejzaż współczesnego Krakowa. Starannie wykonane, stanowią wymowne świadectwo wiedzy i umiejętności ich nieznanych budowniczych.

Artykuł ukazał się w numerze 6/2004 (162) Nieznanego Świata

W sprzedaży



Newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.