Księga Urantii

Spis treści

Czym jest to dzieło liczące ponad dwa tysiące stron? Rodzajem objawienia? Piątą ewangelią, jak chcą niektórzy? Channelingiem od istot duchowych? Mimo że od momentu jego opublikowania minęło ponad 60 lat, odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Zwolennicy Urantii nie zabiegają o rozgłos w mediach, co stanowi element ich świadomego wyboru i obranego stylu działań... 


Wojciech Chudziński

Księga Urantii liczy ponad dwa tysiące stron i została podyktowana jako przekaz medialny. Ogromną rolę w jej upublicznieniu odegrał dr William Sadler, amerykański psychiatra, badacz zjawisk mediumicznych.

Sadler pracował od kilku lat jako lekarz ogólny, gdy postanowił zrobić specjalizację z psychiatrii. W tym celu udał się do Wiednia, gdzie uczęszczał na wykłady samego Freuda. Po powrocie do USA zaczął stosować tam psychoanalizę, dzięki czemu szybko zyskał sobie miano ojca psychiatrii amerykańskiej. Wykładał na wydziale medycznym Uniwersytetu w Chicago i był uznawany za rzetelnego naukowca i dobrego specjalistę. Kiedy w 1929 roku ukazała się jego praca zatytułowana The Mind at Mischief (Psoty umysłu), wystawiająca bardzo surową ocenę mediom i ich rzekomym zdolnościom, nikt nie przypuszczał, że właśnie jedno z mediów tak dalece zafascynuje doktora, że poświęci mu dwadzieścia lat swego życia.

W roku 1920 do Sadlera zgłosił się pacjent, który miał kłopoty ze snem. Nazywał się Wilfred Custer Kellogg. Jego żona twierdziła, że mąż w czasie snu zdaje się prowadzić jakieś konwersacje, przy czym po przebudzeniu niczego nie pamięta. Z początku przypadek ten nie sygnalizował niczego, co wskazywałoby na jego wyjątkowość - z podobnymi problemami zgłaszało się do psychiatry wiele osób. Ale zdarzenie to zaintrygowało Sadlera do tego stopnia, że osobiście zajął się terapią Kellogga.

Na marginesie należy dodać, że Wilfred Custer Kellog był spokrewniony z Williamem K. Kelloggiem, założycielem słynnej firmy produkującej płatki kukurydziane. Natomiast sam doktor Sadler w roku 1897 ożenił się z Leną Kellogg - sprawa więc, by tak rzec, rozgrywała się w rodzinnym gronie, ponieważ medium było szwagrem lekarza.

Tych, z którymi Kellogg rozmawiał, on sam nazywał objawiaczami. Trudno było jednak do końca ustalić, czy są to

istoty z innego wymiaru

duchy, czy też byty całkowicie zmyślone.

Wkrótce Sadler stworzył grupę ludzi, która spotykając się raz w tygodniu omawiała uzyskiwane na bieżąco informacje i formułowała własne pytania do objawiaczy. Nazwano ją Forum, a z czasem w jej skład weszli ludzie różnych zawodów i o różnym wykształceniu: prawnicy, duszpasterze, nauczyciele, gospodynie domowe, rolnicy, a nawet robotnicy.

Przez długi czas ani nazwisko Kellogga, ani sposób otrzymywania odpowiedzi nie były ujawniane. Kellogg zmarł 31 sierpnia 1956 roku w wieku 75 lat. Natomiast dr Sadler na krótko przed swą śmiercią w roku 1969 wyjawił, że pytania do objawiaczy pisano na kartce wkładanej do szuflady jego biurka, którą potem zamykano na klucz.

Ten niecodzienny sposób kontaktowania się wzbudził wiele kontrowersji. Sceptycy zastanawiali się nawet, czy to sam doktor nie pisał odpowiedzi, które następnie umieszczał w biurku, do którego miał zapasowy klucz.

Sadler bronił się przed tego rodzaju pomówieniami. Twierdził, że najlepszym dowodem na to, iż odpowiedzi napływają w postaci tzw. aportu, tj. materializują się z powietrza, jest pewne wydarzenie. Otóż za którymś razem z inicjatywy Sadlera pytanie na kartce złożono w jego prywatnym sejfie w banku. Nie przeszkodziło to objawiaczom dostarczyć odpowiedzi na czas. Dołączyli jednak prośbę, by w przyszłości zaniechać tego rodzaju prób, ponieważ nawet dla nich dostanie się do bankowego sejfu jest dużo trudniejsze niż umieszczanie karteczek w zamkniętej szufladzie biurka.

- Tylko członkowie Komisji Kontaktu wiedzieli, kim było medium i w jaki dokładnie sposób odbywało się przekazywanie tekstu "Księgi Urantii" - wyjaśnia Przemysław Jaworski, polski tłumacz Księgi. - Dziś nie żyje już nikt z Komisji Kontaktu. Osoby, które znały członków komisji - niektórzy obecni i byli pracownicy Urantia Foundation - posuwają się jeszcze dalej w zachowaniu tajemnicy (jeśli przyjąć, że sami coś wiedzą), usuwając z oficjalnych materiałów nawet nazwisko dr. Sadlera!

W oficjalnej historii powstania Księgi Urantii, opublikowanej przez Urantia Foundation w roku 2000, rzeczywiście mówi się tylko o pewnym małżeństwie lekarzy z Chicago (chodzi oczywiście o dr. Sadlera i jego żonę Lenę).

Z owej wymiany myśli prowadzonej przez kilka lat między Komisją Kontaktu a objawiaczami ostatecznie ułożono zwarty tekst, który nazwano Księgą Urantii. Po raz pierwszy została ona opublikowana w 1955 roku w USA.

Według tego, co przedstawia w swej książce A History of the Urantia Papers Larry Mullins, Księga Urantii była pisana ręcznie, ołówkiem. Dr Sadler zapewniał, że proces ten nie miał nic wspólnego ze zjawiskiem tak zwanego pisma automatycznego. Członkowie Forum gromadzili się każdej niedzieli i - jak podczas seansów spirytystycznych -

zadawali pytania objawiaczom

przy czym pytania te notowano na kartce. Odpowiedzi pojawiały się zapisane ręcznie na papierze. Podczas kolejnego spotkania rękopis odczytywano, a członkowie Forum zadawali dodatkowe pytania na kartkach, sortowanych potem przez dr. Sadlera.

Pewna część obecnych przy tym osób była nastawiona do całego zjawiska sceptycznie. Początkowo z dystansem traktował je też dr Sadler. Jednak, gdy wszelkie próby znalezienia racjonalnego wytłumaczenia tego, co się dzieje, spełzły na niczym, psychiatra uznał, że nie jest w stanie wyjaśnić zagadki ani na gruncie medycyny, ani nauki w ogóle.

Łatwo zgodzić się z wnioskiem (który formułuje także polski tłumacz Księgi), że zapis ten zawiera zbyt wiele specjalistycznych, naukowych terminów, aby mógł być dyktowany przez jednego tylko człowieka. Musiałby nim być geniusz - encyklopedysta, na dodatek obdarzony talentem profetycznym, ponieważ wiele lat później część podawanych informacji potwierdziła się.

Po tym, jak części rękopisu zostały przepisane na maszynie, oryginał każdorazowo w tajemniczy sposób znikał z sejfu. Dr Sadler nigdy nie potrafił wytłumaczyć, jak to się dzieje. Z tego powodu, jak pisze Mullins, stosował różne triki, wkładając np. pomiędzy strony rękopisu kilka dziesięciodolarowych banknotów. Rękopis znikał, natomiast banknoty w sejfie pozostawały nieruszone.

Autorzy Księgi Urantii w żadnym miejscu nie twierdzą, że jest ona jedynym objawieniem lub jedyną prawdą. Dają jednak wielokrotnie do zrozumienia, że to jedno z najważniejszych od dwu tysięcy lat źródeł informacji o Bogu i jego stosunku do człowieka i Wszechświata. Zwolennicy tego przekazu podkreślają, że prezentuje on wyjątkowo spójną filozofię, którą - co nie jest znów tak częste - da się pogodzić zarówno z nauką, jak i życiem codziennym.

– Przeglądając różne materiały na temat powstania "Księgi", zetknąłem się z opinią, jakoby medium, poprzez które przekazano "Księgę" był sławny jasnowidz Edgar Cayce - mówi Przemysław Jaworski. – Ponieważ jednak sprawa nie wygląda na prawdopodobną, sądzę, że medium tym był raczej W. C. Kellogg. Różni sceptycy snują przypuszczenia, że to sam dr Sadler lub ktoś z jego otoczenia napisał "Księgę Urantii". Na podstawie swego doświadczenia tłumacza (od kilku lat wraz z żoną Małgorzatą pracuję nad polskim tłumaczeniem tego dzieła) mogę powiedzieć, że tekst raczej na pewno nie pochodzi od jednego autora. Różnice stylu poszczególnych rozdziałów są zbyt wyraźne.

Kto zatem jest autorem tego liczącego 2000 stron dzieła? I dlaczego ono powstało?

Należałoby zacząć od tego, że nazwa Urantia w świecie ducha oznacza właśnie nasz świat, czyli Ziemię. Autorzy Księgi Urantii mówią o sobie jako o Komisji Istot Niebiańskich, a z ich słów wynika, że pochodzą

z różnych światów

a nawet różnych poziomów ducha. Łączy ich natomiast wspólny cel: przekazanie ludzkości ważnych informacji, które umożliwią jej prawidłowy rozwój. Rzeczone istoty występują pod różnymi imionami: Skończona Mądrość, Boski Doradca, Bezimienny, jest też - Liczba.

Księga Urantii składa się z czterech części. Pierwsza z nich opisuje Wszechświat; zarówno jego aspekt duchowy, jak i materialny. Część II podaje dużo informacji na temat makro- i mikrokosmosu oraz prezentuje organizację duchową Wszechświata, czyli 10 milionów zamieszkanych planet. W Części III zapoznajemy się z historią Ziemi, począwszy od powstania Układu Słonecznego. Dowiadujemy się, jak przebiegała ewolucja cywilizacji ludzkiej, kto i w jaki sposób tę ewolucję wspierał i czym było odstępstwo od przyjętych wcześniej planów (pojawiają się przy tym wydarzenia znane z Biblii, takie jak historia Adama i Ewy oraz opowieść o kapłanie Melchizedeku). Ostatnia, IV Część, opowiada historię życia Jezusa, która w wielu szczegółach różni się od przekazu ewangelii kanonicznych - w czasie swych podróży Chrystus trafia np. do Indii.

Bardzo trudno w tak krótkim artykule ukazać ogrom materiału zawartego w Księdze. Niech więc wystarczy, jeśli powiemy, że autorzy przekazu wypowiadają się na tak różne tematy jak: teologia, kosmologia, antropologia, historia i wiele innych.

Ze względu na serię nieszczęść, których doświadczyła Urantia, cierpimy na brak historycznej, duchowej ciągłości i perspektywy oraz jesteśmy prawie totalnymi ignorantami w sprawie duchowej kosmologii wszechświata - pisze w artykule Dar objawienia entuzjasta tego przekazu, dr Meredith J. Sprunger, emerytowany naukowiec, a jednocześnie osoba duchowna. To właśnie takie bez wątpienia ukształtowanie braków dało w rezultacie decyzję przedstawienia Piątego Epokowego Objawienia w formie książki... Księga Urantii ustanawia scenę dla narodzin nowej epoki dziejów ludzkich.

Inny badacz Księgi, biochemik Ken Glasziou, w artykule Nauki ścisłe, antropologia, archeologia przekazów Urantii podkreśla: Uważam, że jestem człowiekiem o wysoce krytycznym usposobieniu. Podczas piętnastu lat spędzonych w charakterze kierownika laboratorium prowadzącego prace badawcze, mówiłem nowym absolwentom, którzy przychodzili pracować z nami, że ich wydajność będzie kulała do czasu, aż nie nauczą się kwestionować wszystkiego, co - jak kiedykolwiek domniemali - wiedzą.

Naukowiec zabrał się więc za lekturę Księgi bez uprzedzeń, ale jednocześnie

uzbrojony w sporą dawkę sceptycyzmu. 

Jego zdziwienie, jak twierdzi, rosło z chwili na chwilę. Zdaniem Glasziou zakres wiedzy z dziedziny fizyki i biologii, jaki prezentuje Księga Urantii, jest imponujący, przy czym niejednokrotnie poruszane są w niej zagadnienia znane wyłącznie wąskiej grupie specjalistów. W związku z tym Glasziou nie waha się nazywać twórców przekazu wysokiej klasy uczonymi.

Fizyk dr Irwin Ginsburgh, autor książki First Man. Then Adam!, uzupełnia cytowane stwierdzenia następującym passusem: "Księga Urantii" zawiera około stu stron informacji naukowej, która została objawiona około roku 1935. Niektóre z informacji były sprzeczne z koncepcjami naukowymi tamtego czasu. Sześćdziesiąt lat później niektóre z tych pierwotnie sprzecznych informacji zgadzają się z obecnymi, zmienionymi koncepcjami naukowymi, a inne wciąż nie są z nimi zgodne. Niektóre nowe koncepcje przedstawione były w Księdze Urantii na długo przedtem, nim naukowcy się o nich dowiedzieli.

Dlatego Ginsburgh używa określenia proroctwo i sugeruje, że przyszłość pokaże, iż informacje zawarte w Księdze, nie pasujące do naukowego obrazu świata, zaczną do niego pasować za kilka bądź kilkadziesiąt lat. Obliczył on, że ponad 20 tematów obecnych w przekazie, nauka rozwinęła lub odkryła dopiero po roku 1955. Jego zdaniem można tu wymienić istnienie we Wszechświecie ciemnej materii, jak również hipotezę dryfu kontynentalnego, która została doświadczalnie potwierdzona dopiero w roku 1969(!) Ginsburgh jest też przeświadczony, iż badania sond kosmicznych już niedługo rozstrzygną, czy Księga Urantii myli się, twierdząc, że w naszym Układzie Słonecznym jest 12 planet.

Absolutnie innego zdania jest w tej kwestii Martin Gardner, wieloletni korespondent Scientific American, autor książek o pseudonauce i zarazem zawodowy sceptyk, który Księdze Urantii poświęcił osobną publikację. Wydana w 1995 roku Urantia. The Great Cult Mistery nie pozostawia suchej nitki na zwolennikach tej kosmicznej religii. Gardner uznał po prostu, że dr Sadler popełnił plagiat, kradnąc materiały do Księgi Urantii z różnych źródeł, a potem umiejętnie je kompilując. W jego opinii amerykański psychiatra czerpał przede wszystkim ze źródeł adwentystycznych, zwłaszcza prac Ellen G. White, z którymi był nieźle obznajomiony, a poza tym z wielu dzieł naukowych, takich jak np. książki Bertranda Russella.

Zdaniem Przemysława Jaworskiego Martin Gardner wykazuje zbyt emocjonalny stosunek do zjawiska, jakim jest Księga Urantii. Na poparcie swych słów cytuje Sandrę Collins, która w amerykańskim Library Journal z 15 kwietnia 1995 roku, recenzując książkę Gardnera napisała: Biorąc pod uwagę brak akademickiego dystansu do tematu, protekcjonalny ton i rażące forsowanie własnej opinii, trudno tę książkę polecać...

W 2001 roku Martin Gardner wydał jeszcze jedną pozycję, w której poruszył temat Urantii. Nosi ona tytuł Did Adam and Eve have navels? (Czy Adam i Ewa posiadali pępki?).

- Gardner pisze, że Księga Urantii jakoby podaje, iż w roku 7 p.n.e. Jowisz i Saturn nałożyły się na siebie, sprawiając wrażenie pojedynczej gwiazdy, a wydarzenie takie nigdy nie miało miejsca - twierdzi Jaworski. – W rzeczywistości "Księga Urantii" nie pisze o nałożeniu się na siebie, tylko o koniunkcji, zbliżeniu, nie precyzując, jak bardzo dwa ciała astronomiczne zbliżyły się, co zdarza się co jakiś czas. Ktoś, kto nie ma "Księgi" pod ręką, uwierzy Gardnerowi. Nie wiem, dlaczego "Księga Urantii" działa na tego szanowanego pisarza w tak dziwny sposób.

Jaworski mówi, że nie neguje wartości innych objawień, starając się mieć otwartą głowę i wykazywać tolerancyjne podejście do odmiennych poglądów tak długo, jak nie są one zbyt natarczywie narzucane.

- Od kilkudziesięciu lat mnie i żonę interesowały sprawy duchowe - dodaje - Sobie i innym zadawałem wiele pytań, sporo czytałem. "Księga Urantii" przyniosła mi znacznie więcej odpowiedzi niż jakiekolwiek inne źródło. Znalazłem ją sam w encyklopedii zjawisk mistycznych i paranormalnych, po czym zdecydowałem, że warto pofatygować się do biblioteki, by zobaczyć, co to takiego. I tak to się zaczęło...

Księga Urantii ukazała się w języku polskim. Teraz każdy z nas sam może ocenić znaczenie i wiarygodność tego przekazu. Nie ma jednak żadnych wątpliwości, co do tego, że w sferze channelingu jest to zjawisko wyjątkowe, które wymaga dalszych studiów i badań. Być może przybliżą nas one do odpowiedzi na wiele ważkich pytań dotyczących funkcjonowania ludzkiego umysłu. I pozwolą inaczej spojrzeć na channeling jako taki.

 

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.