Kojący dotyk psiej łapy

Spis treści

Obecność zwierząt w naszym życiu zmniejsza stres i konieczność sięgania po leki przeciwbólowe. Sprawia, że czujemy się potrzebni i akceptowani. Zapewnia odpowiednią dawkę ruchu i ludzkich uczuć. Niewidomym zastępują one oczy, a niesłyszącym uszy. Przedłużają nasze życie i czynią je znośnym.


Andrzej Kwaśniewski, NŚ 4/2012

Zazwyczaj otaczamy się towarzystwem zwierząt dla samej przyjemności bycia z nimi. Dla wielu chorych i cierpiących, spotkania z czworonogami są jednak częścią terapii mającej pomóc wrócić im do zdrowia i odzyskać wiarę we własne siły.

Szczególne miejsce spełnia tu zwłaszcza tzw. dogoterapia (Pet Therapy), bardzo popularna na Zachodzie, gdzie jest ona coraz powszechniej stosowana i to w przeróżnych formach: kontaktu osób niepełnosprawnych ze zwierzętami, poprzez terapię skierowaną do dzieci, cierpiących na autyzm, aż po wykorzystywanie psów do rozpoznawania objawów chorobowych. W Stanach Zjednoczonych, Kanadzie czy Francji niewielu dziwi już widok psów spacerujących nie tylko w domach dziecka i innych placówkach opiekuńczych, ale i po szpitalnych korytarzach, zakładach wychowawczych, domach starców, w internatach, ośrodkach dla niepełnosprawnych, a nawet w psychiatrycznych zakładach zamkniętych.

Początków dogoterapii należy szukać w dość odległej przeszłości. Mianowicie w 1937 roku naukowcy odkryli, że strach zwierzęcia może się przenieść na człowieka dzięki procesowi identyfikacji. W 1949 r. Leopold Bellac oraz Sonya Sorel Bellac stworzyli Children Apperception Test, bazujący na założeniu, ze dziecko łatwiej identyfikuje się z małym zwierzątkiem niż z dorosłym człowiekiem. W 1958 amerykański psychiatra Boris Levinson ogłosił, że porozumiewa się z młodymi, chorymi psychicznie ludźmi (głównie dziećmi) za pośrednictwem psa. W 1968 roku francuski weterynarz Ange Condoret rozpoczął specjalną terapię z udziałem naszych braci mniejszych. Jej podstawą jest założenie, że zwierzę może sprawić, że człowiek starszy, chory, niepełnosprawny, zaakceptowany w pełni i bez zastrzeżeń przez czworonoga, uwierzy w siebie; w to, że jest jeszcze komuś potrzebny.
Każdy potrzebuje akceptacji, a tę zapewnia mu właśnie jego ukochany pies. Potwierdzają to badania przeprowadzone na 92 ciężko chorych pacjentach jednego ze szpitali. Okazało się, że ci, którzy mają zwierzęta, przejawiają większą wolę życia. Nawet wielu chorych z nowotworami chce i żyje dłużej, gdyż po prostu czują, że są potrzebni swoim czworonogom!

Pies dobry na wszystko

Na Zachodzie dogoterapia jest coraz bardziej popularnaTeorie Levinsona jako pierwsi wprowadzili w życie psychiatrzy Sam i Elizabeth Corson, rozpoczynając w 1977 roku dogoterapeutyczny program w zakładzie psychiatrii Uniwersytetu Stanowego w Ohio. Wkrótce okazało się, że do pozytywnych efektów takiej terapii można zaliczyć poprawę komunikacji pomiędzy pacjentami a lekarzem, wzrost akceptacji tych ostatnich ze strony chorych, a także pobudzenie samodzielności i aktywności ruchowej. Za bodaj najważniejsze zalety wspomniani badacze uznali rodzący się optymizm, wolę życia i to, że coraz częściej na twarzy pacjentów gościł uśmiech.
Podobne efekty uzyskano w przypadku osób hospitalizowanych i przebywających w domach opieki. Co ciekawe, dogoterapię zaczęto stosować również wobec osadzonych w zakładach karnych. U więźniów, którym zezwolono na opiekowanie się czworonogami, stopniowo zmniejszała się agresja, poczucie wyobcowania, izolacji od reszty społeczeństwa, czuli się bardziej odpowiedzialni za to, co robią i potrzebni, a eksperymentalny program dogoterpii w zakładach karnych z czasem stał się programem narodowym, stosowanym w całych Stanach Zjednoczonych.

Zwolennicy dogoterapii poczęli również promować tę metodę jako dającą doskonałe rezultaty w procesie leczenia weteranów wojennych, dzieci autystycznych czy chorych na raka. Jako dowód przedstawiano rezultaty badań, z których wynikało, że obecność psa uspokaja w sytuacjach stresowych, wpływa na obniżenie ciśnienia krwi, a nawet może minimalizować zachorowania na choroby wieńcowe.
Na Zachodzie szkoli się również psy, które ostrzegają o zbliżającym się ataku choroby, np. epileptyków przed napadem padaczki. Dzięki temu chorzy mają wystarczająco dużo czasu, by się na niego przygotować.
Jak z tego widać, praktycznie nie sposób wyliczyć wszystkich możliwych dobrodziejstw, wynikających z udziału psa w terapii ludzi chorych czy niepełnosprawnych – poczynając od psów przewodników osób niewidomych i niesłyszących, poprzez terapię osób cierpiących na autyzm, nadciśnienie, choroby psychiczne, na asystowaniu osobom niepełnosprawnym ruchowo i wczesnym wykrywaniu ataków dolegliwości kończąc.

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.