Niezniszczalni? - fenomen świętych ciał

Spis treści

To, że człowiek przemija i odchodzi z tej rzeczywistości, jest dla każdego faktem oczywistym. Również ciało, które towarzyszy naszej duszy w wędrówce przez życie, podlega naturalnym procesom starzenia, a w końcu rozsypuje się w proch. Rodzimy się, żyjemy i umieramy zniewoleni przez czas

Śmierć – to słowo budzi strach. Dzieje się tak, ponieważ nie wiemy, co czeka nas po drugiej stronie. To graniczny moment pomiędzy tym, co doczesne, a tym, co wieczne. Można powiedzieć, że o ile przyszłość duszy, która jest wielką niewiadomą, pozwala jeszcze żywić nadzieję na jej dalszą egzystencję, los naszych fizycznych szczątków wydaje się być z góry przesądzony. Czas, ten okrutny złodziej, prędzej czy później zamieni to, czym jesteśmy, w nicość.
Człowiek jednak jest w swej naturze istotą wojowniczą i nawet przed czymś, co jawi się nieuchronne, skapitulować nie ma zamiaru.
Od samego początku ludzie dążyli do tego, by ciała swoich zmarłych jak najdłużej ustrzec od rozkładu. Wierzyli bowiem, że dusza dopóty egzystuje w zaświatach, dopóki ich powłoka materialna jest dobrze zachowana. Zaczęto więc poszukiwać sposobów, które pomogłyby maksymalnie opóźnić pośmiertne procesy. Niestety działania te z góry były skazane na porażkę, ponieważ pewnych reakcji fizjologicznych po prostu nie da się powstrzymać.

Tym większe zdumienie budzi fakt, że istnieje spora liczba ludzi, których ciała, pomimo upływu nawet kilku stuleci, nie ulegają rozkładowi. Wbrew skrajnie niesprzyjającym warunkom panującym w miejscach, gdzie zwłoki te przechowywano, były one niekiedy odnajdywane w stanie nienaruszonym.
Jak to możliwe, że w stosunku do niektórych osób przestają obowiązywać prawa rządzące naszą rzeczywistością? Dobrym punktem wyjścia dla naszej podróży śladami tego niezwykłego fenomenu jest książka Joan Carroll Cruz Niezniszczalni, opisująca ponad sto starannie udokumentowanych przypadków ludzi, których ciała zdają się nie podlegać pośmiertnej destrukcji.
Zacznijmy jednak od tego, iż rozróżniamy dwa podstawowe rodzaje mumifikacji – naturalną oraz celową. Ta pierwsza występowała właściwie od zawsze. Ma ona miejsce, gdy ciało zmarłego, wskutek takiego czy innego splotu okoliczności, spoczywa w warunkach sprzyjających konserwacji.

Oetzi – człowiek, który zmarł ok. 3300 lat p.n.e. Jego ciało znaleziono w 1991 r. zamrożone w lodowcu alpejskimKilka lat temu głośno było o Oetzi’m (Człowieku Lodu), którego doskonale zachowane szczątki znaleziono w topniejącym alpejskim lodowcu. Jego historia przypomina dobrze napisaną powieść sensacyjną. Oto bowiem na jednym z górskich stoków dosięgła go strzała rzezimieszka podążającego tropem Oetzi. Ciało ofiary pokrył lód, by ponownie odsłonić je dopiero po prawie 53 stuleciach.
Podobnie musiało być z Człowiekiem z Tollund. Został on zmumifikowany dzięki specyficznym warunkom panującym na torfowisku, gdzie najprawdopodobniej dokonał swego żywota. Warto również wspomnieć o tym, że po wybuchu Wezuwiusza w przysypanych popiołem Pompejach odnajdywano świetnie zachowane odlewy ludzkich ciał.

Mumifikację celową zaczęto stosować około 3000 lat p.n.e. Na jej potrzeby zaadaptowano początkowo procedury wykorzystywane przy konserwacji żywności. Najbardziej znanym przykładem działalności człowieka w tej dziedzinie są egipskie piramidy, a ściślej rzecz ujmując, znajdujące się w ich wnętrzach doczesne szczątki władców.
Znacznie mniej osób słyszało o mumiach inkaskich, a podobne rytuały odprawiane przez żyjących na Wyspach Kanaryjskich Guanczów są praktycznie nieznane. Aby osiągnąć zamierzony cel, czyli jak najdłużej ustrzec powłokę wybranej osoby przed pośmiertnym rozkładem, usuwano najszybciej psujące się części ciała, takie jak mózg i organy wewnętrzne, z wyjątkiem serca oraz nerek. Następnie czaszkę wypełniano gorącą żywicą, całe zwłoki myto w winie, po czym jamę brzuszną wypychano trocinami lub tamponami lnu. Jeszcze później – w zależności od warunków klimatycznych – suszono je na najrozmaitsze sposoby.

Po osobach pochowanych w tych samych grobach, co "Niezniszczalni", pozostała jedynie garstka prochu, natomiast ciała wybranych zdają się być nietknięte zębem czasuW Egipcie do tego celu służył początkowo gorący piasek. Później zaczęto używać również natronu – naturalnej sody występującej w słonych jeziorach nieopodal Kairu. Na koniec gotowe już mumie owijano specjalnie przygotowanymi bandażami.
Nieco inaczej ceremonie te wyglądały w Ameryce Południowej, gdzie ciała znaczących dostojników suszono na słońcu. Gdy osiągnięto zamierzony skutek, szczątki zawijano w wełnianą tkaninę.
Z kolei w Tybecie zwłoki najwyżej postawionych lamów wypełniano masą przesiąkniętą lakierem, a później - usadzone w pozycji lotosu osuszano gorącym powietrzem. Kolejnym etapem rytuału było lakierowanie oraz okręcanie jedwabiem. Ostatecznie tak spreparowanych mnichów pokrywano złotą folią i umieszczano na specjalnym tronie w Sali Inkarnacji.

 

W sprzedaży



Newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.