Archeologia parapsychiczna: Martwi mnisi udzielają wskazówek

Spis treści

Dokładnie tak, jak poinformowali zmarli mnisi!

Komunikat z przeszłości zapisany pismem automatycznymProblemy zaczęły się, gdy Towarzystwo Archeologii i Historii Naturalnej w Somerset poprosiło archeologa, by wyjaśnił, jak zdobywa informacje. Jeszcze przed zrekonstruowaniem niektórych części opactwa i odkopaniem ruin Bond ogłosił, że w swoich pracach kieruje się intuicją. Z oczywistych względów bał się wyjawić prawdę. Ta ostrożność niestety niewiele pomogła, bo w niektórych kręgach zaczęły pojawiać się złośliwe plotki.
Od powstania opactwa Glastonbury, aż do jego ostatecznego zniszczenia w wyniku pożaru w XVIII wieku, na losy budynków wpływały zawirowania związane z historią Anglii: konflikty lokalne, najazdy Sasów i Normanów oraz walki religijne, które za panowania Henryka VIII doprowadziły do oderwania się kościoła od papiestwa. Liczne refektarze, sale i miejsca wspólnych modłów, kuchnie, cele, kaplica z chórem i nawą, przylegająca do niej Wielka Kaplica św. Edgara – wszystko to zostało odtworzone dzięki informacjom uzyskanym podczas seansów z duchami.

Poszczególne elementy opactwa nie powstawały w tej samej epoce, były burzone i rekonstruowane. Przebadanie ich tradycyjną metodą pochłonęłoby fundusze, których hrabstwo Somerset nie chciało wyasygnować. Natomiast działania Bonda nie obciążały skromnego, lokalnego budżetu.
Za szczególnie zagadkowy uchodził grobowiec odkryty przy zewnętrznym, południowym murze nawy Wielkiej Kaplicy na głębokości zaledwie 3 stóp (około 90 cm). Znaleziono w nim imponujący szkielet o długości nieco ponad 6 stóp i 9 cali (2,1 m), z czaszką w hełmie z polerowanego kamienia, ułożoną pomiędzy stopami. Płytkość grobu zdawała się świadczyć, że kopano go w pośpiechu, jakby dla ofiary wypadku czy morderstwa. Jednak starannie wyciosany kamień przeczył takim wnioskom.
Rozmówcy Bonda wyjaśnili, że w grobowcu pochowano jednego z Normanów, skarbnika Radulfusa Cencellaniusa, zmarłego w roku 1087 w podeszłym wieku. Czując nadchodzącą śmierć wydał on szczegółowe dyspozycje w kwestii swego pogrzebu. Odmówił przyjęcia sakramentów, wskazał też po południowej stronie budynku kwaterę na grobowiec. Chciał, aby promienie słoneczne grzały jego szkielet, jak rozgrzewały krew. W miejscu tym jednak spoczywało ciało Eawulfa z hrabstwa Somerset, którego kilka lat wcześniej Radulfus zabił w walce. Zarządził zatem, by czaszkę mężczyzny ułożono między jego nogami w ten sposób, by rosnące po śmierci paznokcie (…) stóp mogły zmiażdżyć czaszkę starego wroga.

Czy Glastonbury jest lustrem odbijającym i wzmacniającym oczekiwania tych, którzy je odwiedzają? Ruiny opactwaWszystko to wydaje się nieco dziwaczne, lecz interlokutorzy Bonda twierdzili, że byli naocznymi świadkami opisanych wydarzeń. Rzecz jasna w oficjalnych raportach archeolog fakty te pominął, opisując jedynie odnalezione przedmioty.
Wkrótce sukcesy, jakie stały się udziałem Fredericka, wzbudziły podejrzliwość miejscowego duchowieństwa. Stopniowo ograniczano zakres jego kompetencji. Mógł jeszcze zajmować się ruinami położonymi w pobliżu opactwa, gdzie kiedyś znajdowała się kuchnia, potem jednak, w roku 1922 Rada Stowarzyszenia nakazała zawieszenie wszystkich prac wykopaliskowych.
Jeszcze tego samego roku Frederick Bligh Bond wydał książkę zatytułowaną An Architectural Handbook of Glastonbury Abbey With a Historical Chronicle of the Building (Architektoniczny przewodnik po opactwie Glastonbury z historyczną kroniką budowli). Publikacja ta przyniosła mu skromne zyski, ale wkrótce, na skutek negatywnych recenzji, wycofano ją ze sprzedaży. Pozbawiło to autora jakiegokolwiek źródła dochodów.

W latach 1926-1928 archeolog przebywał w Stanach Zjednoczonych na zaproszenie amerykańskiego Towarzystwa Badań Parapsychicznych. Do Somerset przyjeżdżał jeszcze kilkakrotnie, by wreszcie w 1935 roku, wbrew radom swych amerykańskich przyjaciół osiedlić się tam ponownie. W wieku 72 lat, bez mieszkania, zrujnowany moralnie i fizycznie, opuścił świat żywych.
Prace Bonda nie znalazły uznania również po jego śmierci. Dziś niewielu turystów w Glastonbury zna nazwisko człowieka, który – rzucając wyzwanie rozumowi – wydobył spod warstw czasu jeden z najpiękniejszych zabytków.
Jak ustalono, uzyskane w sposób paranormalny informacje o opactwie okazały się w stu procentach prawdziwe. Doktor Ralegh Radford, archeolog przeprowadzający badania w roku 1962, stwierdził, że metoda Bonda przyniosła zaskakujące wyniki i była tak zaawansowana, jak żadna w tamtym okresie. Co ciekawe, w roku 1936 arcybiskup Canterbury powołał specjalną komisję, której zadanie polegało na zbadaniu mediumicznych kontaktów odkrywcy kaplicy św. Edgara. We wnioskach końcowych raportu nikt nie podważał wiarygodności otrzymywania wiadomości od istot duchowych jako że praktyka ta jest zgodna z doktryną chrześcijańską. Jednocześnie jednak zasugerowano, by arcybiskup rozważył utajnienie przytoczonych wniosków. Tym samym do opublikowania raportu doszło dopiero w roku 1979!

Czy osiągnięcia Bonda i Bartletta w piśmie automatycznym są wystarczającym dowodem na istnienie życia po śmierci? – zastanawia się, cytowany już Reuben Stone. – Wydaje się, że tak, ale, jak na ironię, sam Bond w to nie wierzył. Archeolog utrzymywał, że on i Bartlett uzyskali dostęp nie do słów osób zmarłych, ale do czegoś w rodzaju magazynu pogrzebanej być może kulturowej pamięci. Ta koncepcja przypomina pojęcie stworzone przez psychologa Carla Gustava Junga, dotyczące podświadomości zbiorowej charakterystycznej dla Anglii i Anglików, obejmującej ich mity i tradycje. Bramy wiodące do pamięci były pomysłem Bonda. Otworzył je szeroko poprzez dyscyplinę i koncentrację podczas przygotowań do eksperymentów z pismem automatycznym. Jak pisał, potęga intuicji przywołała te obrazy z głębin subiektywnego umysłu.

Wojciech Chudziński

Nieznany Świat 3/2010

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.