Bioenergoterapia: miażdżące dowody biofizyczne, kompromitacja opowiastek o złych duchach i rzekomym oszustwie

Spis treści

Raport NŚ (6/2009)

Zebrane w tym tekście - być może najważniejszym, jaki kiedykolwiek w sygnalizowanym zakresie opublikowano w Polsce - informacje na temat wyników badań bioenergoterapii przeprowadzonych w różnych ośrodkach naukowych na świecie, w wielu swoich segmentach są szokujące. W konfrontacji z nimi wszyscy, którzy dowodzą, iż bioenergoterapia to oszustwo lub czysta sugestia, nie mówiąc już o bredniach kolportowanych przez grupę przykościelnych ideologów próbujących wmawiać ludziom, że wspomniana metoda terapii stanowi rezultat oddziaływania sił demonicznych, powinni zapaść się ze wstydu po ziemię. Oczywiście i jedni i drudzy tego nie zrobią, bo są elementarnego wstydu pozbawieni. Natomiast wszystkim lekarzom, naturalnym terapeutom i ich pacjentom rekomendujemy szczególnie wnikliwą lekturę naszego raportu, prosząc o upowszechnianie wszelkimi możliwymi kanałami zawartych w nim faktów (Redakcja)

"Nie wystarczy zdobywać mądrość, trzeba jeszcze umieć z niej korzystać".
Marcus Tullius Cicero

W polskich mediach wypowiadają się w tej sprawie także osoby duchowne. Pewna niewielka, ale wpływowa grupa przedstawicieli Kościoła katolickiego lansuje pogląd, że takie praktyki jak bioenergoterapia (...) wystawiają nas na bezpośrednie działanie złych duchów. (...) Prawdziwe dramaty zaczynają się, kiedy ludzie przestają wierzyć, że tylko Jezus Chrystus zbawia, uwalnia, uzdrawia. (Wortal Jana Pawła II Wielkiego). Ostrzeżenia powtarzane są wielokrotnie na różnych portalach, by nie pozostawić cienia wątpliwości, że zanim ktoś wyruszy po radę do wróżki czy bioenergoterapeuty warto, żeby zdał sobie sprawę, że osoby te mają kontakt z demonami. (Wortal Opoka). Przemilcza się jednocześnie niewygodny fakt, że tego rodzaju uzdrawiającą terapię wielokrotnie i skutecznie stosował Jezus dwa tysiące lat temu. Tu z kolei usiłuje się nam narzucić przekonanie, że był to cud, którego nikt z nas nie jest w stanie powtórzyć.

Co zatem jest prawdą, a co fałszem? W praktyce wszak przekonujemy się niejednokrotnie, że bioenergoterapia okazuje się skuteczna. Z czym zatem w jej przypadku mamy do czynienia?

Para dłoni osób sobie niechętnych. Elektrografia dr. J. Jodko-Narkiewicza z 1896 roku (zbiory Biblioteki Publicznej m.st. Warszawy)Liczni przedstawiciele nauki postanowili znaleźć odpowiedzi na te pytania, nie oglądając się na doktrynalne ograniczenia konserwatywnej części naukowego establishmentu, nie mówiąc już o religijnym dogmacie. Wśród badaczy, którzy podjęli trud wyjaśnienia mechanizmów działania tzw. zjawisk anomalnych (anomalii z punktu widzenia nauki) - a do takich jeszcze wielu z nas zalicza bioenergoterapię - znajdują się także laureaci Nagrody Nobla. Przyjrzyjmy się bliżej wynikom badań nowoczesnej nauki, otwartej na wszelkie koncepcje, nawet te, które z początku mogą wydawać się zaskakujące.
Azjaci wierzą, że proces życiowy człowieka zasilany jest wirową spiralą energii, która pulsuje w ciele wzdłuż linii wyznaczonych przez witalne centra. Jeśli koncepcja ta jest zgodna z prawdą, energia ta wykorzystywać musi całkiem realny fizyczny nośnik, bowiem zgodnie z terminologią naukową energia nie jest jakimś samodzielnym bytem, lecz funkcją stanu materii (układu fizycznego) określającą jej możliwości przejawiania się w działaniu. Należy tu dodatkowo zaznaczyć, że w tzw. nowej fizyce pojęcie materii zmieniło swą treść. Obejmuje ono dziś również pola fizyczne, które fizyka klasyczna uważała za "niematerialne".
Każde wzajemne oddziaływanie materialnych układów fizycznych zmienia stan tych układów, co można określić jako "wymianę energii". Bioenergoterapia może być zatem wynikiem wymiany energii między całkiem realnymi polami fizycznymi. Jeśli tak jest w istocie, należy zidentyfikować pola fizyczne, które mogą wchodzić tu w grę.
Cechę charakterystyczną materii ożywionej stanowi swoiste pole energetyczne. Radziecki biolog Aleksander G. Gurwicz (1874-1954) już w 1912 roku wprowadził do nauki pojęcie pola biologicznego, wysuwając hipotezę, że żywe organizmy mają zdolność tworzenia pól fizycznych, które organizują proces życiowy. W latach 30. XX wieku polem biologicznym zainteresował się także amerykański fizjolog dr Harold Saxton Burr (1889-1973). Wysunął on hipotezę, że niewidzialnym organizatorem żywej materii jest pole elektrodynamiczne, którego istnienie wyjaśniałoby w sposób zadowalający prawidłowość zastępowania ginących komórek przez nowe, organizujące się według tego samego planu. Dr Burr uważał, że doktryna konwencjonalna, według której czynniki chemiczne determinują strukturę i organizację ustroju, nie wyjaśnia, w jaki sposób zachowana zostaje określona stałość strukturalna organizmu mimo ciągłego metabolizmu i chemicznej przemiany. Hipotezę tę dr Burr udowodnił wykazując, że człowiek oraz wszystkie zwierzęta i rośliny, jakie kiedykolwiek testowano, charakteryzują się obecnością pola elektrycznego, przy czym pole to odzwierciedla wszelkie zachodzące w ciele zmiany.

Jednym z pierwszych obiektów jego badań była salamandra. Okazało się, że każdy z dojrzałych osobników posiada swe własne pole elektryczne łącznie z biegunami dodatnim i ujemnym, które umiejscowione są na przeciwnych końcach osi ciała zwierzęcia. Biegunowość tę wykazują także młode osobniki, a nawet zarodki i niezapłodnione komórki jajowe. Dzięki badaniom ustalono również, że komórki zarodka organizowały się zgodnie ze wzorcem pola elektrycznego, które istniało jeszcze przed rozpoczęciem życia nowego osobnika.
Badania pól elektrycznych żywych organizmów prowadzono też w Laboratorium Biocybernetyki przy Instytucie Fizjologii Uniwersytetu w Leningradzie. Pod kierunkiem prof. dr. Pawła Gulajewa dokonywano tam pomiarów pola określanego mianem elektrycznej aury. Również kanadyjska grupa badawcza na Uniwersytecie Saskatchewan pod kierunkiem dr. Abrama Hoffera i dr. Harolda Kelma prowadziła badania pola elektrycznego ludzkich organizmów. Stosowany przez naukowców detektor wykrywał elektryczną aurę na odległość i identyfikował stan psychofizyczny osoby badanej. Ustalono, że w elektrycznej aurze człowieka pojawiają się charakterystyczne dla konkretnych stanów częstotliwości fal.
Promieniowanie energetycznego pola organizującego biologiczną materię przyjęło w tradycji okultystycznej nazwę aury, a nauka zaadaptowała to określenie, gdy przekonano się, że nie jest to fikcja. Pole to ma charakter dynamiczny. "Żyje" i pulsuje w rytm procesów przebiegających w ciele biologicznym. Aktualnie uważa się, że związane jest ono z obszarem oddziaływania bioplazmy, tzn. dynamicznego układu cząstek obdarzonych ładunkiem elektrycznym, uwarunkowanego między innymi reakcjami chemicznymi składającymi się na metabolizm żywych organizmów.
 Efekt fantomowy na fotografii aury żywego człowiekaJednocześnie można powiedzieć, że to żywy organizm żyje w rytmie fluktuacji zmian zachodzących w polu bioplazmatycznym, bowiem działanie układu ciało biologiczne←→bioplazma jest wzajemnie ze sobą sprzężone. Skomplikowana sieć połączeń energetycznych pola bioplazmatycznego tworzy precyzyjnie zorganizowany układ krążenia, który zachowuje się i funkcjonuje jako nierozłączna całość. Samą bioplazmę fizyka kwantowa identyfikuje jako niskotemperaturową plazmę fizyczną o dynamicznej i bogatej strukturze, generującą własne pole elektromagnetyczne, zatem znane już w starożytności pole życia wykazuje wyraźny charakter falowy. Promieniowanie bioplazmy w paśmie 0,1-30 Hz rejestruje się jeszcze w odległości kilku metrów od organizmu biologicznego.

Pole bioplazmatyczne można również zaobserwować wizualnie.

Pierwszy udowodnił to za pomocą środków technicznych angielski lekarz dr Walter J. Kilner w 1908 r. Eksperymentując z dicyjaniną (barwnikiem uczulającym emulsję fotograficzną na podczerwień) dokonał przypadkowego odkrycia, że w pewnych warunkach świetlnych głowa człowieka oglądana przez szybkę zabarwioną roztworem dicyjaniny wydaje się być otoczona poświatą, której nie dostrzega się wokół przedmiotów martwych. Dziś wiemy, że pole to jest zbyt słabe, by mogło być w ten sposób dostrzeżone wokół obiektów nieożywionych.
Biopole może także zostać sfotografowane. Zdjęcia jego promieniowania po raz pierwszy wykonał polski badacz elektromagnetyzmu, dr Jakub Jodko-Narkiewicz (1847-1905). Na fotografii promieniowanie to prezentuje się w postaci świetlistego obrazu oddającego kształt żywego organizmu, który jest otoczony postrzępioną mglistą poświatą.
Światowy rozgłos elektrofotografia zyskała dzięki badaniom rosyjskiego małżeństwa Walentyny i Siemiona Kirlianów (dlatego technika ta nazwana została ich nazwiskiem). Fotografia kirlianowska, wykonywana w polu elektrycznym wysokich częstotliwości, umożliwia każdemu z nas zobaczenie bioplazmatycznego pola życia, co należy uznać za kolejny dowód jego istnienia. Niewątpliwie interesującym fenomenem jest fakt, że aura - czyli promieniowanie biopola - może być dostrzeżona przez niektóre osoby o podwyższonej percepcji. Dostrzegają one aurę "gołym okiem", acz, jak się okazało, możliwość ta stanowi rezultat świadomego odbioru pozazmysłowej percepcji, a nie wyjątkowej wrażliwości układu optycznego oka.
Przedstawiciele konwencjonalnej nauki twierdzą, że w elektrofotografii na materiale fotograficznym utrwalane są wyładowania koronowe na obrzeżach fotografowanego przedmiotu, które nie mają żadnego związku z naturalną aurą pola biologicznego żywego organizmu. Tylko takie wyjaśnienie akceptują oni jako zgodne ze współczesną wiedzą teoretyczną. Czy jednak można uznać to stwierdzenie za słuszne?

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.