Medycyna energetyczna cz. 1

Spis treści

Książka Jamesa L. Oschmana Energy Medicine: The Scientific Basis stanowi kamień milowy w historii medycyny. Jednocześnie pozwala otworzyć serca i umysły na nową wiedzę, badania i zrozumienie metod, które na pierwszy rzut oka wydają się zbyt egzotyczne, aby zająć się nimi naukowo.

Dla wielu psychoterapeutów oraz osób pracujących z ciałem dziś stało się już oczywiste, że trauma zostaje zapisana w organizmie i blokuje przepływ energii. Cała pamięć magazynowana jest w ciele (w podświadomości) w postaci zmian na poziomie chemicznym, a w ślad za tym – elektromagnetycznym. Zmiany te rozprzestrzeniają się poprzez system nerwowy, immunologiczny, hormonalny, jelita, układ limfatyczny i skórę.

Dr Oschman bada historię różnych podejść traktujących ludzkie ciało jako ciekły kryształ wibrujący wieloma częstotliwościami. Poszukuje dowodów na istnienie eksperymentalnych i mierzalnych sił energetycznych, jak choćby tych, które emanują z rąk healerów. Przykłada wielką wagę do roli emocji jako pomostu między ciałem i umysłem, a także zrozumienia ich prawdziwej natury w sferze komunikacji wewnętrznej, poprzez molekuły i receptory, oraz zewnętrznej – z ludźmi, zwierzętami i resztą Natury.
Publikacja ta stanowi kamień milowy w historii medycyny. Powinna pewnym ludziom otworzyć serca i umysły na nową wiedzę, badania i zrozumienie metod, które na pierwszy rzut oka wydają się zbyt egzotyczne, aby zająć się nimi naukowo.

Wiele badań dowodzi, że urządzenia emitujące pulsujące pole magnetyczne lub konkretne częstotliwości mogą stymulować powrót do zdrowia rozmaitych tkanek. Dokładnie to samo robią healerzy, którzy używają do tego rąk. Analizy medyczne potwierdzają tego rodzaju działanie zdrowotne. Czynnikiem wspólnym jest pulsujące pole magnetyczne.
Odkrycia medycyny energetycznej stopniowo docierają do lekarzy i naukowców. Nasza wiedza na temat energii biologicznych ciągle się wzbogaca dzięki coraz bardziej nowoczesnym metodom badawczym. Medycyna komplementarna i terapie energetyczne pomagają jednak najczęściej pacjentom, którym ortodoksyjna medycyna nie ma już nic do zaoferowania lub zniszczyła ich zdrowie.
Fenomen tzw. spontanicznej remisji, czyli nagłego ustąpienia nieuleczalnych chorób, stanowi dowód tego, jak niezwykłymi siłami dysponuje nasz organizm. Zdarza się to w terminalnych przypadkach raka, jak i przy rozległych ranach powypadkowych. Niestety jest to zjawisko nieprzewidywalne, zatem problem należy postawić następująco: w jaki sposób sprawić, aby spontaniczne remisje pojawiały się "na życzenie", a organizm sam zwalczył nowotwór?

Jak było kiedyś?

Nakładanie rąk opisano już w Biblii. Współcześnie przyjmuje się, że magnetyzm odkrył Franz Anton Mesmer w 1773 roku. Dla biologów jednak relacja pomiędzy polami energetycznymi a życiem stała się areną zażartych sporów trwających ponad 400 lat. Mechanistyczne podejście doprowadziło do skoncentrowania się na fizyce i chemii ciała, lecz nie wszyscy się z tym zgadzali, uważając, że istnieje mistyczna siła życiowa, niezależna od znanych praw Natury i rozróżniająca to, co żywe, i to, co martwe, nawet jeśli ma ten sam skład chemiczny. Jest to idea starożytna, pojawiająca się w wielu kulturach i religiach.
Wraz z odkryciem elektryczności niektórzy witaliści zaczęli ją utożsamiać z siłą życiową. Złote lata "elektryczności medycznej" przypadają między późnym wiekiem XVIII a wczesnym XX. W tym okresie powstało wiele urządzeń służących różnym rodzajom leczenia. Stosowano wówczas elektryczność statyczną, prądy galwaniczne, zwoje indukcyjne, prądy d'Arsonvala i prąd faradyczny. Szacuje się, że w 1884 roku 10 tysięcy lekarzy w USA wykorzystywało elektryczność na co dzień jako środek terapeutyczny.
W 1873 roku Edwin D. Babbitt opublikował swe klasyczne dzieło Zasady światła i koloru. Zamknął się on w ciemnym pokoju na kilka tygodni, a gdy się z niego wynurzył, odkrył, że nabył niezwykłą wrażliwość wzrokową, gdyż zobaczył pola energii wokół ludzkich ciał. Utrwalił je na swych akwafortach. Niektórzy twierdzili wówczas, że miał po prostu halucynacje, lecz sto lat później dowiedziono, że pola, które obserwował Babbitt, odpowiadają prądom neuronalnym biegnącym przez włókna spoidła wielkiego, łączącego półkule mózgowe.
W roku 1900 na rynku znajdowało się wiele różnych urządzeń elektrycznych i magnetycznych służących leczeniu. Istnieje sporo opisów ich wręcz cudownego działania. Należały do nich m.in.: elektryczny pierścień na reumatyzm, wkładki do butów, elektryczne plastry, łańcuszki oraz wiele innych.
W Stanach Zjednoczonych dopiero w roku 1910 tzw. raport Flexnera przesądził, że podstawą medycyny ma być od tej pory nauka. Szkoły medyczne totalnie przeorganizowano, a elektroterapię okrzyknięto jako naukowo niedopuszczalną i wykluczono ją prawnie z praktyk klinicznych.
W międzyczasie nastąpił gwałtowny wzrost eksperymentów na polu elektrobiologii, czyli nauki zajmującej się elektrycznymi właściwościami systemów żywych. Pojawiło się wiele nowych narzędzi diagnostycznych wykorzystujących pola elektryczne wytwarzane przez różne organy, takie jak: serce, mózg, mięśnie itp.
Pola wytwarzane przez komórki w biologii organizmu mają liczne zadania do spełnienia. Nie stanowią one ubocznego produktu aktywności komórek, jak do dziś chcą to widzieć lekarze, lecz odgrywają ogromną rolę w procesach komunikacji.

Harold Saxton Burr i jego przełomowe badania

Stopień doktorski uzyskał w 1915 na uniwersytecie Yale. W 1932 roku rozpoczął serię kontrowersyjnych badań nad rolą elektryczności w powstawaniu choroby. Napisał na ten temat bardzo wiele prac. Był przekonany, że wszystko, co żyje, począwszy do nasienia, poprzez rośliny, zwierzęta aż po ludzi, posiada własne pole, które można zmierzyć za pomocą standardowych urządzeń. Napisał serię artykułów na temat tego, jak zmienia się pole elektryczne drzew w zależności od ilości wody i warunków atmosferycznych. Był przekonany, że "pole życia" stanowi podstawowy wzorzec wszystkiego, co żyje, że odzwierciedla ono warunki fizyczne i psychiczne, a tym samym doskonale nadaje się do diagnozy.
W czasach gdy Burr zajmował się tym tematem, zdecydowana większość biologów i lekarzy uważała to za nonsens. Terapie energetyczne lekceważono i uznawano za bezużyteczne. Pacjentów, którzy się im poddawali, traktowano jako ofiary oszustwa, triku, a w ostateczności efektu placebo. Naukowcy utrzymywali, że nawet jeśli istnieją jakieś pola wokół organizmu, to i tak nie da się ich wykryć.
Burr jako znawca historii medycyny zdawał sobie sprawę z tego, że jego prace wylądują na półkach bibliotecznych dla przyszłych pokoleń, bo w tamtym czasie zaczął się gwałtowny rozwój przemysłu farmaceutycznego. Dopiero dziś jego publikacje znajdują czytelników.
Współczesna nauka potwierdza odkrycia Burra. Każdy proces w organizmie powoduje zmiany elektromagnetyczne, a współcześni naukowcy opisali, jak do tego dochodzi.
W 1936 roku Burr wraz z kolegami zajął się nowotworami. Był bowiem przekonany, że zanim pojawią się symptomy patologii, można wykryć zakłócenia w polu elektrycznym i tym samym przeciwdziałać powstaniu guza. Badania prowadzono na myszach w początkowym stadium raka. Zmiany w polu elektrycznym stwierdzano na dwa tygodnie przed pojawieniem się nowotworu.
W 1996 roku dr Barbara Brewitt za pomocą nowoczesnych metod i statystyki potwierdziła, że Burr miał rację i choroba może zostać ujawniona poprzez pomiar przewodnictwa elektrycznego tkanek w bardzo wczesnym stadium.
Metody Harolda Saxtona Burra nie zostały zaakceptowane przez klinicystów, choć wsparło je wielu badaczy. Biologia i fizyka stanowiły dla niego jedność, w czym wyprzedził nie tylko swoje czasy, lecz nawet obecne, kiedy naukowcy uważają, że bioenergia to nonsens.
Tymczasem inni badacze zajmujący się podobnymi problemami potwierdzali teorie Burra. Już w 1940 roku niemiecki uczony Reinhold Voll badał opór elektryczny punktów akupunkturowych w korelacji do przewodności elektrycznej w przypadku specyficznych problemów patologicznych. Sugerował, że stan zapalny powoduje wzrost przewodności, a degeneracja organu lub nekroza tkanek – przeciwnie.
W 1973 roku dwaj brytyjscy klinicyści udowodnili, że przewodność punktu 8. meridianu wątroby, znajdującego się na kolanie, u osób z chorą wątrobą wrosła 18-krotnie w porównaniu ze zdrowymi. Oczywiście dla naukowców zachodnich nie było to żadne odkrycie, bo ich zdaniem źródłem problemów wątroby jest ona sama.
Inne badania nad przewodnością w guzach potwierdziły, że w przypadku późnych stadiów raka lub AIDS tkanki zaczynają się rozpadać, co powoduje spadek przewodnictwa elektrycznego.

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.