Ksiądz z "głuchego" kościoła

Spis treści

Jak przyrzec miłość

Ksiądz Kamiński ze swoimi podopiecznymiW Polsce w każdym urzędzie powinien być tłumacz języka migowego. Teoretycznie również każda diecezja powinna mieć księdza, który odprawia msze dla głuchoniemych.
Nie chodzi o to, żeby w każdym kościele było duszpasterstwo głuchych. W aglomeracji łódzkiej coniedzielne odbywają się tylko w Łodzi. Ale dwa razy w miesiącu odprawiane są też w Pabianicach, Tomaszowie i Piotrkowie – wyjaśnia ksiądz Kamiński, który języka migowego naucza w seminarium. Co roku opuszczają je księża, którzy prowadzą msze w języku migowym. Ważna jest nie tylko umiejętność porozumiewania się. Chodzi o to, by znać problemy tego środowiska.
Nigdy nie zapomni, jaką gafę popełnił podczas pierwszego ślubu, którego udzielał parze głuchych.
Przygotowałem ich, wiedzieliśmy, co mamy robić, ale gdy doszło do złożenia przyrzeczenia, tradycyjnie obwiązałem im ręce stułą. I jak mieli migać? – opowiada zdarzenie sprzed 16 lat. – Dlatego ksiądz musi znać chociaż trochę ich problemy. Bo ci ludzie nie mogą przeczytać przysięgi, trzeba ślub poprowadzić w języku migowym. Największy komplement, jaki usłyszałem, pochodził od księdza z jednej z parafii. Gdy zobaczył, jak wygląda ślub głuchych, powiedział: – Nie wiedziałem, że to tak może wyglądać, że oni przeżywają te msze w swoim języku.

Czekając na cud

Ksiądz Wiesław Kamiński – duszpasterz głuchych Archidiecezji Łódzkiej, uczy religii dzieci i młodzież głuchą w Specjalnym Ośrodku Szkolno–Wychowawczym nr 4 w Łodzi przy ul. Krzywickiego 20 i Specjalnym Ośrodku Szkolno–Wychowawczym nr 1 w Łodzi przy ul. Siedleckiej 7/21. Pracuje w Łódzkim Instytucie Teologicznym, gdzie wykłada pedagogikę i katechetykę specjalną, a także w Wyższym Seminarium Duchownym, gdzie kandydatów do kapłaństwa uczy migania i wprowadza w świat ludzi głuchych.
Msze św. dla głuchych odprawia w każdą niedzielę w kaplicy św. Krzysztofa w Łodzi przy ul. Sienkiewicza 60. Pełni funkcję prezesa Stowarzyszenia "Niepełnosprawni–Sprawni". Prowadzi Klub Sportowy Arka Św. Krzyż, który organizuje zawody sportowe integracyjne i regularne treningi piłki nożnej halowej. Jest również kapelanem Polskiego Związku Pszczelarzy w województwie łódzkim.

Dziś usilnie propaguje się implanty wewnątrzślimakowe, które pomagają w głuchocie postingwalnej, która powstała już po wykształceniu mowy. Implant reklamowany jest często jako panaceum na każdy rodzaj głuchoty.
Ma to sens, gdy u dziecka występuje norma intelektualna – wyjaśnia ksiądz. – Ale jeśli normy intelektualnej brakuje, implant okazuje się mało użyteczny. A tak w ogóle to trzeba się nauczyć go używać.
Operacja wszczepienia implantu może kosztować nawet 80.000 zł. Co miesiąc należy też wymieniać baterie, które kosztują około 300 zł. Nie wszyscy są świadomi, jak to działa.
Bardzo często wbija się rodzicom do głowy, że ich dziecko będzie słyszało i mówiło po wszczepieniu implantu, a wcale tak nie musi być – zauważa ksiądz. – Założenie implantu to jeszcze nie przywrócenie słuchu. Potrzebna jest rehabilitacja, która w 95 procentach odpowiada za sukces. Wszczepienie implantu to tylko 5 procent powodzenia. Nikt nie tłumaczy rodzicom, że implant to nie proteza.
Są rodzice, którzy próbowali wszystkiego. Zwłaszcza wtedy, gdy dziecko głuche rodzi się w rodzinie słyszących. Po jakimś czasie już wiedzą, że bioenergoterapia i ziołolecznictwo też nie pomagają.
– Nie stosuję żadnej terapii oprócz tej, którą powinien wykorzystywać każdy człowiek. To akceptacja człowieka głuchego, dostrzeganie jego problemów i praca z rodzicami – tłumaczy ksiądz. – Chodzi o to, żeby zauważali swoje dziecko i potrzeby, jakie ono ma.
Cuda na pewno mogą się zdarzyć, gdy rodzice zaakceptują sytuację.
Przed laty przyszli do nas mąż i żona z dwuletnim dzieckiem. Wcześniej walczyli, ale cud zdarzył się wtedy, gdy zaakceptowali, że ich dziecko jest inne, co nie znaczy: gorsze.
Zaczęli od tego, że najpierw nauczyli się języka migowego. Chłopiec jest bardzo inteligentny, świetnie się rozwija. Jakiś czas temu został ministrantem, a ostatnio zainteresowało go harcerstwo.
Głuchych łączy wspólnota nie tylko języka, ale postrzegania świata i życiowych doświadczeń – wyjaśnia ksiądz Kamiński. – Od rodziców zależy, czy do tego świata wejdą.

Niepełnosprawni Sprawni

Podczas celebrowania mszy świętej Powstał film, który nie jest adresowany do głuchych. To film dla słyszących, aby zrozumieli świat osób niesłyszących.
Stowarzyszenie "Niepełnosprawni–Sprawni" zrzesza osoby, o jakich mowa, członków ich rodzin oraz tych, którzy pragną nieść pomoc potrzebującym. Jego prezesem jest ksiądz Kamiński.
Sukces pojawia się wtedy, gdy głusi zastanawiają się, co mogą zrobić dla świata, a nie co świat ma im dać – tłumaczy.
W stowarzyszeniu działa 50 osób. Ich celem jest dożywianie dzieci głuchych i organizowanie imprez kulturalnych, sportowych oraz oświatowych.
Prowadząc stowarzyszenie charytatywne widzę, jak przez takie rozdawnictwo rozpuszczamy ludzi. Z czasem roszczeniowość bywa ogromna – przyznaje duchowny.
Często okazuje się, że młodzi głusi nie zawsze jadą na Zachód po to, by pracować. Próbują żebrać, sprzedawać maskotki i długopisy w restauracjach.
Nie robię naboru do stowarzyszenia. Jak widzę kogoś, kto się nadaje, proponuję mu przystąpienie do nas. Mamy też Stowarzyszenie Rodzin Katolickich.
Na początku 2011 roku powstała drużyna harcerska ZHP. Było to możliwe, bo jedna harcerka miga.
Komendantka hufca mi taką znalazła – cieszy się ksiądz. – Na zbiórki potrafi przyjść 21 osób. Czy pojadą na obóz harcerski? Jak sobie zasłużą, to tak.
Na początku listopada ub. r. duszpasterstwo głuchych świętowało 100–lecie. Z tej okazji arcybiskup Władysław Ziółek nadał księdzu Kamińskiemu tytuł kanonika.
Jubileusz obchodzony był w kaplicy św. Krzysztofa obok kościoła Ojców Jezuitów przy ul. Sienkiewicza 60. Uroczystości rozpoczęły się od mszy świętej, koncelebrowanej przez arcybiskupa i duszpasterzy głuchych z całego województwa. To tutaj w każdą niedzielę o godzinie 9.45 odprawiana jest msza św. w języku migowym.
Apeluję do słyszących rodziców niesłyszących dzieci, aby ułatwili im kontakt z Panem Bogiem poprzez przyprowadzenie do "głuchego" kościoła – dzieli się refleksją mój rozmówca.

Poświęcił sztandar bioterapeutom

 Z autorką reportażu, Renatą Kamińską podczas uroczystego spotkania w Polskim Cechu PsychotronicznymNa początku listopada na mszy w kościele Podwyższenia Świętego Krzyża w Łodzi ksiądz Kamiński poświęcił sztandar Polskiego Cechu Psychotronicznego. Kazanie oparł na Przykazaniu Miłości: – Będziesz miłował Pana Boga swego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego jak siebie samego.
Według księdza Kamińskiego praca bioterapeutów to postępowanie zgodne z Przykazaniem Miłości. Apelował też, żeby nie zapominać w swojej pracy o tym, że tylko Jezus potrafił czynić cuda. I by mieć Boga w sercu, a nie czuć się jak Bóg.
To, że pojawiłem się w gronie bioterapeutów, było sprawą przypadku – przyznaje. – Potrzebowali księdza, który przyjdzie do nich na wigilię, pomodli się z nimi. Trafili na mnie.
Przyjaźń ta trwa od lat.
Muszę przyznać, że wielu bioterapeutów ma zdolności i dysponuje energiami, które pomagają ludziom chorym – mówi ksiądz Wiesław.
Gdy chce odpocząć, jedzie w stronę Zduńskiej Woli, gdzie na wsi opiekuje się dwiema pasiekami. W sumie dba o 30 uli.
Pszczoły uczą szacunku dla Natury. Nie wiadomo, jaka inteligencja rządzi pszczelą rodziną. One, gdy chcą, wymieniają nawet królową. Podziwiam pracowitość tych stworzeń. Pszczoła robotnica żyje nie dłużej niż 30–40 dni. Potem umiera wyczerpana pracą. Matka – królowa karmiona mleczkiem pszczelim może dożyć nawet 4 lat. Każda pszczoła wie, co ma robić. Jedne są zbieraczkami, inne sprzątaczkami, jeszcze inne karmią larwy.
Ksiądz Kamiński jest też kapelanem pszczelarzy województwa łódzkiego.
Spotkania z pszczelarzami to okazja do wymiany myśli, podzielenia się doświadczeniami. Ja nie miałem w rodzinie tradycji pszczelarskich. Sam wymyśliłem sobie to zajęcie, dlatego ciągle się uczę. Zresztą każdy pszczelarz musi czytać i rozwijać się – słyszę.
Produkty pszczele to nie tylko miód, lecz także pyłek kwiatowy, pierzga, wosk, propolis, mleczko pszczele i jad pszczeli.
Leczy nawet powietrze z ula. W niektórych krajach istnieją pawilony zabiegowe połączone z ulami specjalną ścianą z drobnej siatki tak, by do pomieszczenia wpadało powietrze z ula, które pomaga w chorobach układu oddechowego.
To nie pierwsze spotkanie księdza z nieznanym.
Zawsze mnie interesowały inne religie. Byłem w Indiach, w Nepalu i z bliska obserwowałem hinduizm oraz buddyzm – zdradza. – Tak jak słyszącym, również i głuchym tłumaczę, że nie muszą mówić, by modlić się do Boga. Bo Bóg i tak nas słyszy.

Renata Kamińska

Z archiwum Nieznanego Świata - Nr 6/2012

Bieżący numer



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.