Same cuda w kartach zdrowia

Spis treści

Psychologia kręgosłupa

Edyta Rutkowska na specjalnie wyposażonym łóżku podczas zabiegu łączonego z obrazowaniem wewnętrznym. Pacjentka ma zamknięte oczy i mówi, że krąży już w Kosmosie, ale kontakt terapeutki jest z nią intensywnyCzas wizyt bywa rozciągany jak guma. Z reguły rezerwuje się godzinę na jedną osobę, co jednak często nie wystarcza. Gdy rozwija się proces terapeutyczny, trudno spoglądać na zegarek, by tam szukać pory na finał. I chyba jest to robota perfekcyjna, bo na spotkania do gabinetu zaglądają na przemian: lekarka, dwie nauczycielki, przedszkolanka, biznesmeni, przedstawicielki rodzin. Nie muszą czytać reklam i ogłoszeń, gdyż dobre wieści roznoszą się po mieście pocztą pantoflową.

– Iluż mam pacjentów z dolegliwościami kośćca – wzdycha pani Teresa. – Powiedzmy, że radiolog znajduje na kliszy jednego z nich zmiany zwyrodnieniowe odcinka L-4, L-5. Ja spoglądam na to okiem „psychologa kręgosłupa”: dolegliwości w tych miejscach łączą się z brakiem perspektyw, bezsilnością, niezdecydowaniem, lękiem o pracę, zakłóceniami w komunikacji między ludźmi.

Gdy pracując dotykiem i masując plecy dochodzi do odcinka krzyżowo-lędźwiowego, pacjent zaczyna nagle opowiadać: Nie znajduję z córką wspólnego języka... albo Mąż nie potrafi zrozumieć, że... Takie reakcje potwierdzają trafność diagnoz. Wiadomo: gdy sygnalizowane relacje zaczęły się psuć, w newralgicznym odcinku pojawiało się większe napięcie, słabsze dokrwienie, gorsze odżywienie kości.

Dla odmiany felery kręgosłupa szyjnego ilustrują odbiór codzienności w dłuższym okresie. Mogą kumulować skutki ucieczki przed problemami, ciężarem życia, niskiej samooceny; gromadzić balast emocji i napięć, co zresztą odczujemy również w barkach. Czasami zaś dzieje się odwrotnie: miejsca te doświadczają syndromu męczennika, brania na siebie za dużej odpowiedzialności i obowiązków.

Czy można to naprawić? Zwykle tak, ale w dłuższym czasie i z dozą wytrwałości, gdyż kości czy nerwy regenerują się powoli. Ważna jest przy tym zmiana nastawienia do samego siebie. To od niej trzeba zacząć.

Marzena M. dosiada konika. Tak nazywane jest urządzenie, na którym można wykonać masaż kręgosłupa w jego odpowiedniej pozycji. Masaż klasyczny, leczniczy i sportowy pani Teresa połączyła tu w swoją specyficzną metodę. A kobieta opowiada, jak już od 15 lat usprawnia swój organizm pod okiem terapeutki. Zaczęła się ta opieka, gdy pękła jej błona bębenkowa w uchu.

– Byłam przygotowywana w szpitalu do operacji przeszczepu – wspomina – ale zdecydowałam się oddać w ręce Tery. No i kiedyś podczas wizyty lekarskiej okazało się, że błona pospiesznie zrasta mi się w uchu, co, niczym ewenement medyczny, wywołało konsternację. Wkrótce zaczęłam dobrze słyszeć i jako dowód cudu zapisanego w karcie zdrowia pozostały tylko ślady zrostów.

Zabieg z użyciem tzw. konika, gdzie można wykonać masaż kręgosłupa w jego odpowiedniej pozycjiO swoich standardowych niejako zabiegach Teresa Toczydłowska mówi: – Poznanie psychiki człowieka, wyczulona intuicja, empatia, pomagają mi w sposób psychoterapeutyczny, a czasami energoterapeutyczny, dostroić się do konkretnej osoby. Poziom wrażliwości powoduje, że po zbliżeniu ręki do chorego miejsca odczuwam rodzaj kłucia czy inny sygnał potwierdzający infekcję bądź rodzaj dysfunkcji. Osłabiony organ przyciąga uwagę funkcjonalną pustką. Równocześnie udaje mi się wiedzieć, jak pacjent myśli, odczuwa, reaguje, co powoduje jego ból i o jakim natężeniu. Niekiedy zresztą dotyczy to całej rodziny, gdy w grę wchodzą zaburzenia relacji między jej członkami.

Po czym dodaje: – Prawie utożsamiam się z osobami, którym pomagam i tym łatwiej udaje mi się sięgać w głąb duszy, znajdować ślady zdarzeń dawno zapomnianych, ale utrwalonych przez podświadomość. I poprzez analogię do komputerowych zawirusowań, wyczyścić uszkodzone pliki, przywrócić pierwotny wzór, z jakim urodził się pacjent. Czasami ta odbudowa trwa dziesięć minut, pół godziny, ale niekiedy potrzeba więcej czasu, kilku wizyt i doboru dodatkowych metod. Np. masażu dźwiękiem misy tybetańskiej dla przywołania odpowiednich dla tego organizmu wibracji.

Ta więź zbudowana w bezpośrednim kontakcie pozostaje na długo i od owego dramatycznego wydarzenia sprzed lat objawia się w niekonwencjonalny sposób. Już wiele osób mówiło pani Teresie, że im się śniła albo miały wrażenie, iż była przy nich, udzielała porad lub w rozmaity sposób wspierała w ciężkich chwilach.

– Kiedyś jedna z pacjentek opowiedziała mi – wspomina Toczydłowskaże we śnie podałam jej tytuł książki z prośbą, by ją przeczytała. Pamiętając o tym, kobieta wypożyczyła wspomnianą pozycję, bo okazało się, że ona rzeczywiście istnieje. Treść okazała się niemal odwzorowaną historią pacjentki – z zakończeniem, które jeszcze nie nastąpiło w jej życiu. Istotne, że był to happy end. Przyznaję, że tytułu, który poleciłam we śnie, nie znałam. Może – zastanawia się terapeutka – gdy ciało śpi, ja wędruję i w swojej misji nadal wspieram innych? Czy dlatego nieraz rano budzę się trochę zmęczona? No, bo jeżeli w nocy bywam na wizytach domowych u swoich podopiecznych...

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.