Łowczyni stóp

Dorota Górska

Niepostrzeżenie dla siebie samej została łowczynią stóp. Bronisława KacprzyckaPonieważ mieszka w Częstochowie – mieście specyficznym kulturowo i leżącym nieco na uboczu healerskich centrów w Polsce – trudniej do niej trafić niż do innych naturalnych terapeutów. Trochę szkoda, gdyż Bronisława Kacprzycka , jak wiele na to wskazuje, jest jednym z najskuteczniejszych refleksoterapeutów w naszym kraju, o czym przekonali się liczni pacjenci, którzy mieli okazję skorzystać z jej pomocy.

O tym, jak bardzo pomoc ta jest wymierna, mówił podczas ubiegłorocznego zjazdu w Księżych Młynach członków Polskiego Cechu Psychotronicznego w Łodzi – szef dużej firmy, prezentującej podczas obrad sprzedawane przez jego przedsiębiorstwo produkty, które służą poprawie zdrowia. Do częstochowskiej healerki trafił z poważną dysfunkcją organizmu, której nie była w stanie położyć kresu medycyna akademicka.

Szczegółów zdradzić nie chciał, oświadczył natomiast, że zabiegi, jakim został poddany w gabinecie refleksologii przy ul. Sieroszewskiego, okazały się – podkreślił to kilkakrotnie – zdumiewająco skuteczne i pozwoliły szybko pozbyć się uciążliwej przypadłości. Dla Bronisławy Kacprzyckiej , której wcześniej nie znał, nie miał słów uznania i gorąco rekomendował zebranym jej umiejętności.
Wcześniej zaś…

To był po prostu mądry lekarz

…wcześniej było tak, że pani Bronisława, pracująca, jak tysiące innych Polaków, w dużym przedsiębiorstwie, zetknęła się z niezwyczajnym lekarzem zakładowym. Niezwyczajnym, gdyż człowiek ten ukończył studia na Syberii, dokąd został wywieziony w czasie wojny razem z całą rodziną.

W tamtym rejonie, niezależnie od dziejowych i politycznych zawirowań, medycynę naturalną, a zwłaszcza ludową, zawsze traktowano serio. Powód był prosty: dotkliwy często brak farmaceutyków, po jakie można sięgnąć w przypadku choroby i słabo rozwinięta sieć źle wyposażonych szpitali. W tej sytuacji naturalne, sprawdzone od wieków przez tubylczą ludność terapie okazywały się niejednokrotnie przysłowiową ostatnią deską ratunku. Stosowano je także – i tak dzieje się do dziś – w państwowych placówkach służby zdrowia.

To właśnie stamtąd po repatriacji do Polski ów lekarz przywiózł wiedzę o metodach i sposobach leczenia, które w latach 60 i 70. określano u nas pogardliwie mianem ludowych zabobonów. Nie tylko stosował je z powodzeniem w praktyce, lecz także zachęcał do korzystania z nich swoich kolegów. Musiał to jednak czynić ostrożnie, gdyż socjalistyczna rzeczywistość z jej nowomową nie sprzyjały podobnym ekstrawagancjom, a władze traktowały tego rodzaju działalność z ogromną nieufnością, by nie rzec: jawną wrogością. Zazwyczaj więc wszystko odbywało się w swoistej konspiracji, mimo że zarówno bioenergoterapia i radiestezja, do jakiej zakładowy lekarz nieraz się odwoływał, nie mówiąc o medycynie Wschodu, której tajniki również poznał, okazywały się zdumiewająco skuteczne.

Na Bronisławę Kacprzycką mądry medyk zwrócił uwagę podczas badań kontrolnych pracowników. Dysponując najwyraźniej przysłowiowym szóstym zmysłem stwierdził, że powinna zająć się medycyną naturalną, bo ma ku temu predyspozycje. Doradził też, by skoncentrowała się na refleksologii, gdyż, jak orzekł, jej ręcę wręcz się o to proszą.

I tak się stało.
Początki były trudne, a nauka okazała się żmudna i czasochłonna.
Ponieważ eksperymentowałam na sobie, często bolały mnie nogi i ręce – wspomina dziś Bronisława Kacprzycka. – Puchły mi stopy i dłonie, nierzadko lał się ze mnie pot. Ambicja nie pozwalała mi jednak skapitulować, zwłaszcza, że pan doktor przy każdym naszym kolejnym spotkaniu wypytywał o postępy. Byłam wówczas młoda, szczupła, a ćwiczenia odbywałam z podwiniętą nogą, co jest pozycją nieprawidłową, gdyż w ten sposób następuje „załamanie” energii. Niemniej powoli zdobywałam praktyczne umiejętności na tym polu, które w końcu pozwoliły mi pomagać innym. Bo po prostu przekonałam się, że TO DZIAŁA.

Zaczęła od sąsiadów, prosząc ich – pod różnymi pretekstami – by udostępniali jej swoje… stopy. Patrzyli na nią podejrzliwie, zwłaszcza że była świeżo po rozwodzie. Sądzili więc, że młodej kobiecie po traumatycznych osobistych przeżyciach coś odbiło. Gdy jednak przekonali się, że w efekcie wykonywanych przez nią zabiegów pozbywają się różnych dolegliwości, nie mówiąc już o tym, że uzdrowicielka potrafi postawić choremu prawidłową diagnozę, stosunek do niej radykalnie się zmienił. Ona zaś – jak sama mówi – z biegiem czasu stała się swoistą łowczynią stóp, za pośrednictwem których z jednej strony, odkrywała przyczyny trapiących znajomych chorób, z drugiej zaś, potrafiła przynieść im często natychmiastową ulgę.

Od Stópki do Gai

Z czasem krąg jej pacjentów powiększył się tak dalece, że po ośmiu latach bezpłatnego wykonywania zabiegów (inna ewentualność nie wchodziła wtedy w rachubę) przyszła pora na sformalizowanie własnej działalności i ujęcie jej w bardziej zorganizowane ramy. W 1990 roku Bronisława Kacprzycka została członkiem Polskiego Stowarzyszenia Psychotronicznego w Częstochowie prowadzonego wówczas przez Krystynę Risten, a wkrótce potem przystąpiła do Sekcji Para-UFO kierowanej przez wspaniałą Linę Bańkowską (w późniejszym okresie współwydawczynię – wspólnie z nieodżałowanej pamięci Bogdanem Grzywną – periodyku Trans). Ukończyła również kurs reflekoterapii u nieżyjącego już mistrza Reiki Bogdana Markiewicza oraz inne szkolenia, m.in. u wspomnianej Liny Bańkowskiej. Tak zaczął się trwający do dziś etap jej działalności uzdrowicielskiej prowadzonej w ramach firmy noszącej najpierw nazwę „Stópka”, później „Ścieżka Zdrowia”, a obecnie „Gaja”.

Gdzie ząb, a gdzie stopa?

Na temat refleksoterpaii napisano już wiele książek i podręczników, a metoda ta jest z powodzeniem stosowana jako technika wspomagająca w niejednej zachodniej klinice. O jej skuteczności świadczą spektakularne sukcesy, o których donoszą także pacjenci Bronisławy Kacprzyckiej, czyniąc to zarówno w postaci pisemnych podziękowań, jak i ustnych relacji.
Garść przykładów.

ImageKilkunastoletni Alek D. z Niemiec trafił do częstochowskiego gabinetu z poważnym problemem związanym z zębem w dolnej szczęce, który rósł poziomo, wrastając w korzenie zębów sąsiednich. Notabene historia tej przypadłości, zapisana w dokumentach lekarskich, może przyprawić o zawrót głowy.

Zaczęło się od tego, że gdy chłopiec miał 5 lat, w jego mlecznym zębie pojawiła się banalna dziura, którą zaplombowano. Po kilkunastu godzinach w miejscu tym doszło jednak do zapalenia okostnej, w rezultacie którego ząb trzeba było usunąć. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że przez kolejnych 10 lat w jego miejscu nie wyrósł nowy ząb, mimo że – teoretycznie – powinien. Gdy zaś w końcu zrobiono prześwietlenie, okazało się (vide zdjęcie), że potencjalny ząb (ten, który miał wyrosnąć), owszem, istnieje, utknął natomiast pod pewnym kątem w zębie sąsiednim. W tej sytuacji lekarze doszli do wniosku, że nieunikniony jest zabieg chirurgiczny, mający na celu jego uwolnienie.

I chłopcu i jego matce zależało na uniknięciu bolesnej operacji. Ponieważ zaś już wcześniej korzystali z masaży Bronisławy Kacprzyckiej, postanowili przekonać się, czy także w tym przypadku refleksoterapia okaże się pomocna, co w punkcie wyjścia wydawało się pomysłem nieco zwariowanym.

A jednak!
Mając już wyznaczony termin zabiegu chirurgicznego, nastolatek pojechał do Częstochowy, gdzie przez trzy dni poddawał się kilkugodzinnym wykonywanym na stopach intensywnym zabiegom. Operację wyznaczono na czwartek, a w poniedziałek Alek poczuł, że z zębem coś się dzieje. We wtorek zaś w jego jamie ustnej pojawił się widoczny gołym okiem feralny ząb – ten sam, który wcześniej utknął w okostnej. Po tygodniu całkowicie się wyprostował i odtąd rósł prawidłowo. Zabieg odwołano, a młody pacjent jest zdrowy jak rydz.

Od stopy do zęba pozornie droga daleka. Tymczasem okazało się, iż uciskanie odpowiednich receptorów na stopach, wskutek oddziaływania w ten sposób na zupełnie inne partie organizmu, potrafi niekiedy sprawić prawdziwe cuda.

Tętniak, kamienie żółciowe i bezpłodność

Inny przykład. 60-mężczyzna zjawił się w częstochowskim gabinecie z czterema poważnymi problemami zdrowotnymi. Pierwszym z nich był tętniak w jamie brzusznej, drugim kwalifikująca się do usunięcia z powodu potężnej torbieli nerka. Jak by i tego było mało, chory miał uszkodzoną zastawkę sercową (efekt „uboczny” wprowadzenia stendu w trakcie poszerzania aorty) oraz kamienie w woreczku żółciowym. Z powodu wspomnianych wcześniej problemów zdrowotnych ich usunięcie standardową metodą nie wchodziło w rachubę.

Zabiegi refleksoterapii zaczęły się w lutym 2009 r. i trwały kilka tygodni. Po wykonaniu w kwietniu przez pacjenta USG okazało się, że torbiel na nerce wyraźnie zmniejszyła się, a po kamieniach żółciowych pozostał tylko średniej wielkości złóg. Również tętniak zmalał o 3 cm. Obecnie trwa mozolna terapia mająca na celu poprawę pracy zastawek sercowych.

ImageRefleksoterapia może także wyświadczyć nieocenioną pomoc w sformułowaniu prawidłowej diagnozy dotyczącej przyczyn bezpłodności. Świadczy o tym kolejna historia, w której Bronisława Kacprzycka zaznaczyła swój wydatny udział.

Pewnego dnia zjawiło się u niej młode małżeństwo, które nie mogło mieć dzieci. 23-letnia kobieta wcześniej czterokrotnie zachodziła w ciążę, która jednak po kilku miesiącach obumierała. Niedoszła matka była zrozpaczona i rozstrzęsiona, podczas wizyty u healerki płakała. Nie pomogły kosztowne kuracje ani inne metody zastosowane przez medycynę akademicką. Cztery obumarłe ciąże spowodowały, że lekarze nie dawali szans na potomstwo.

Przede wszystkim – wspomina Bronisława Kacprzycka – zanim przystąpiłam do pracy, starałam się tę kobietę uspokoić. W czasie terapii doszłam do wniosku, że ponieważ u pacjentki nie znalazłam żadnej uchwytnej przyczyny zdrowotnej obumierania kilku ciąż, warto przyjrzeć się bliżej jej mężowi. Okazało się to niełatwe, gdyż mężczyznę dokładnie przebadano, stwierdzając, że wszystko u niego jest w porządku. Dotyczyło to nie tylko żywotności plemników, lecz także ich ilości, która była nawet „ponad miarę”.

I właśnie to naprowadziło mnie na właściwy ślad. Gdy małżonek zgodził się w końcu poddać swoje stopy masażowi, od razu zauważyłam, że receptor jego jąder jest niewielki, co sygnalizowało, że małe są również, proporcjonalnie rzecz biorąc, same jądra. Skoro zaś tak, stwierdzony u niego nadmiar plemników mógł sprawić, że były one „stłoczone”, ściśnięte, nieukrwione i niedotlenione.

Zaczęłam wypytywać tego mężczyznę, czy chorował na świnkę. Otrzymałam odpowiedź twierdzącą. A czy, gdy dorastał, bolały go stopy? Okazuje się, że bardzo bolały, ale dolegliwość tę położono na karb dużej ruchliwości (wiele biegał, jak to chłopiec). W tym momencie byłam już pewna, że przyczyna obumierania ciąż żony leży po jego stronie. Najdelikatniej, jak potrafiłam, zasugerowałam, by poddał się refleksoterapii, za pomocą której uda się powiększyć jądra, co pozwoli plemnikom prawidłowo się rozwinąć i wydłużyć ich żywotność. Najpierw jednak należało wykonać badania genetyczne, które zweryfikowały tę hipotezę.
Badania, o jakich mowa, zresztą bardzo drogie, w pełni potwierdziły trafność postawionej diagnozy. Wszystko też wskazuje na to, że po serii zabiegów refleksoterapii, ukierunkowanych na usunięcie wspomnianej dysfunkcji, kolejna ciąża jego partnerki zostanie uwieńczona udanym porodem.

Od astmy do tarczycy

50-letni mężczyzna cierpiał na zestarzałą astmę alergiczno-oskrzelową. Musiał używać codziennie inhalatora, brał też zaordynowane przez lekarza środki antyalergiczne. W nocy chrapał, często również pojawiały się u niego bezdechy, co jest bardzo niebezpieczne. Z refleksoterapii korzystał przez kilka miesięcy, a obecnie w częstochowskim gabinecie pojawia się już tylko na kontrolę. Dolegliwości astmatyczne całkowicie ustąpiły, zniknął też bezdech.

ImageInna klientka przyjeżdża systematycznie do Bronisławy Kacprzyckiej (przeciętnie dwa razy w roku) z zagranicy. Przebywa wówczas w Częstochowie około tygodnia, biorąc dwa zabiegi dziennie. Jej problemem była rozwijająca się zaćma. Po kilkunastotygodniowej podróży samochodem kobieta czuła się tak, jak by miała na oczach zasłonę, mimo że nosiła okulary. Po kolejnych zabiegach w drodze powrotnej do domu odczula coś, co przyrównała do pęknięcia w oczach bańki mydlanej, w wyniku czego jej wzrok znacznie się poprawił. Mimo nocnej pory obecnie widzi dobrze, a okulary zaczęły jej przeszkadzać.

50-letni Henryk W. miał chorą tarczycę zdiagnozowaną jako guzkowatość tego organu. Przez trzy lata leczył się w renomowanej śląskiej klinice – niestety, bez skutku. Gdy w końcu możliwości leczenia farmakologicznego wyczerpano, usłyszał, że jedynym ratunkiem dla niego pozostaje operacja, której termin wyznaczono na sierpień. Chcąc jej uniknąć, pacjent zjawił się w maju u Bronisławy Kacprzyckiej , która natychmiast przystąpiła do pracy na receptorach stóp ze szczególnym uwzględnieniem tarczycy.
Pacjent często miewał rano opuchniętą brodę, język i policzki, a także szyję. Lekarze nie wiedzieli, jaka jest tego przyczyna. Ze swej strony healerka uspokoiła mężczyznę, mówiąc, że to sygnał samoobrony organizmu. Jej zdaniem, w taki właśnie sposób reagowała tarczyca, by nie spowodować w organizmie większych szkód.

Gdy w końcu Henryk W. zgłosił się na badania w klinice w Bytomiu, lekarze nie byli w stanie ukryć zaskoczenia. Okazało się, że operacja nie jest potrzebna: pacjentowi przestały też dokuczać poranne opuchlizny. Obecnie przyjeżdża do szpitala jedynie na profilaktyczne badania.

Świąteczny podarunek

A na końcu o jeszcze jednym bolącym zębie. Pewien młodzieniec ze zniszczonym uzębieniem, jak to często bywa, zwlekał z wizytą u stomatologa, gdyż panicznie się jej bał. Aż wreszcie stało się to, co stać się w tej sytuacji musiało: pojawiła się opuchlizna i bojaźliwy 20-latek przybiegł do refleksoterapeutki.

Poradziłam mu – opowiada Bronisława Kacprzycka – by jednak udał się do dentysty, bo przecież ja mu zębów nie wyrwę. Niestety, nie zdecydował się na to i po raz kolejny zjawił się u mnie wieczorem w Wielki Piątek. Błagał, by go nie odsyłać.
Z praktyki wiem, że zepsute zęby z reguły nie nadają się do leczenia. Ponieważ organizm traktuje je jak obce ciało, stara się takie zęby „wyrzucić”. Wiem również, że za pomocą jednego zabiegu refleksoterapii nie da się usunąć zniszczonego pniaka, chyba że będzie się pracowało na receptorze kilka godzin.

Co jednak było robić? Zbliżały się święta i nie chciałam tego młodego człowieka pozostawić sam na sam z cierpieniem, zwłaszcza że na prywatnego dentystę nie miał pieniędzy, a w państwowej placówce służby zdrowia musiałby czekać na zabieg kilka tygodni. Wzięłam się więc do pracy na receptorze zębów (szczęki), tyle że tym razem zabieg wykonywałam na ręce. Najpierw wymasowałam właściwy receptor na obu kciukach, żeby wzmocnić i oczywiście ukrwić całą szczękę, gdy zaś uwidocznił się mały punkcik – receptor bolącego zęba, zastosowałam w tym miejscu stosowną dawkę ucisku. Jednocześnie pojawił się również płyn limfatyczny, co zawsze jest sygnałem, że została wyprodukowana odpowiednia ilość przeciwciał. Dodatkowo na wysmarowane miejsce zastosowałam przylepiec z ziarnami czarnego pieprzu, będącego rodzajem naturalnej aspiryny. Terapię tę zaczerpnęłam z podręcznika Su-Dżok.

Jeszcze tego wieczora ząb przestał doskwierać. Chwilowo wystąpiła wprawdzie większa opuchlizna, która jednak do świąt zniknęła, a ból więcej się nie pojawił. Tyle, że była to oczywiście jedynie doraźna pomoc, a ten młody człowiek powinien jednak zdecydować się na zabieg dentystyczny. Czy tak zrobił – nie wiem, gdyż już do mnie nie przyszedł.

Bronisława Kacprzycka przyjmuje w gabinecie.

Nieznany Świat 06/2010

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.