Uzdrowienie przychodzi z serca

Renata Kamińska

ImageMłody bioterapeuta z Łodzi Ingwar Nowicki leczy ludzi, rozbudzając w nich miłość do samego siebie.

Bioterapia ewoluuje. Najstarszą i nadal najpopularniejszą techniką jest nakładanie rąk przez healera połączone z przesyłaniem energii.. Był czas na czyszczenie czakramów i aury. Potem – wraz z amerykańskim New Age – Polskę zalała era uzdrawiania przy medytacji. Dziś ludziom żyjącym w ciągłym stresie już to nie wystarcza. Młodsze pokolenie oczekuje metody, która zadziała jak cudowna pigułka – szybko i skutecznie.

Rzeczywiście większość moich pacjentów cierpi na problemy emocjonalne – przyznaje Ingwar Nowicki . – Ci, którzy szukają u mnie pomocy, mają od 30 do 50 lat. Oferuję im metodę, która w prosty sposób uczy harmonii.

Nowicki rozpoczyna pracę z pacjentem od rozbudzania miłości do siebie - Całym moim sercem kocham moje serce – mówi.
Jeśli poddamy się słowom bioterapeuty, poczujemy, jak rośnie i rozkwita czakram serca, a nasze mięśnie robią się miękkie, lekkie. Po chwili znika strach. Zastępuje go spokój, który przepełnia wszystkie komórki ciała. To nie żadna sugestia: dwa skierowane do serca i wypowiedziane miękko, łagodnie oraz z czułością słowa: Kocham siebie,

potrafią zdziałać cuda.

ImageWiększość kobiet ma problemy ze sferą intymną. Zablokowana macica, torbiele na jajnikach, zmiany w śluzówce macicy – wylicza Nowicki. – To efekt „kodów”, którymi są one karmione od pokoleń już we wczesnym dzieciństwie. Konsekwencja tematów uważanych za swoiste wstydliwe tabu.

Jedna z jego pacjentek wybierała się na operację usunięcia torbieli, która miała nastąpić za kilka tygodni. 40-letnia pielęgniarka zgodziła się i wykorzystała ten czas na intensywną pracę ze sobą.

Gdy mówiłam: kocham moją macicę, kocham mój prawy jajnik, kocham mój lewy jajnik, czułam wręcz, jak „rozkwitają” – relacjonuje dzisiaj. – Namacalnie odbierałam w ciele ruch.

Gdy pacjentka stawiła się w umówionym terminie w szpitalu, lekarz zrezygnował z operacji. Nie było już takiej potrzeby.

W słowach wypowiadanych z miłością jest ogromna moc. Puszczają blokady i powraca prawidłowy przepływ energii. Pacjent zdrowieje – wyjaśnia Ingwar. Po czym dodaje, że nie oczekuje, iż pacjent mu zaufa. – Oczekuję, że zaufa sobie. Jeśli jednak nie ma tej ufności, pracujemy nad nią.

Zza drzwi gabinetu słychać: - Ufam sobie. Wierzę w siebie. Całym moim sercem kocham moje serce. Tak rozpoczyna się praca z każdym, kto zjawia się w gabinecie Nowickiego. – Mówimy do serca i poprzez serce. Wtedy słowa zyskują moc.
Dożyliśmy czasów, gdy sposobem na odzyskanie radości jest wyprawa na zakupy lub wypad do modnej restauracji na obiad. Pustkę w życiu zastępujemy kolejnymi przedmiotami. Coraz rzadziej mówimy o partnerstwie i bezwarunkowej miłości aż po grób.

Poszukiwanie partnera lub chęć odnalezienia miłości w istniejącym od lat związku to problemy kolejnej grupy pacjentów – mówi Nowicki. – Jak mają nas pokochać inni, skoro sami siebie nie kochamy. Pora to sobie uświadomić. Na początek trzeba popracować z sercem. Własnym sercem.

Jedno z przykazań mówi: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego.  

To wskazówka, że powinniśmy siebie kochać. Bliźni to ktoś blisko nas. Gdy oddala się, czujemy chłód, pustkę i dystans. Jedynym skutecznym lekarstwem dla człowieka jest pokochać siebie. Wszystkie swoje aspekty. Wtedy przetransformujemy negatywne emocje w te, które mówią o miłości do nas. Gdy będziemy kochać siebie, pokochają nas też inni.
Podczas porozumiewania się ze sobą poprzez serce docierająca do nas wiązka energii robi się szersza, a sama energia bardziej skoncentrowana.

Im głębiej sięgamy do naszego serca, tym intensywniej rozwijamy się duchowo – tłumaczy healer. – Proszę mi wierzyć:

serce jest jak studnia bez dna, jak otchłań miłości.

ImageGdy to zrozumiemy, zaczną puszczać blokady w ciele i duszy. Zdrowiejemy. Uspokajamy się. Przeobrażają się nasze relacje z otoczeniem. Widać zmianę w nas, ale i zmienia się świat wokół.

Miłość to świadomość „jestem” – uważa Ingwar. – Jeśli jest w nas, musi być zauważalna przez innych.

Młodzi ludzi nie idą dziś do bioterapeuty, jeśli ich coś boli, lecz gdy chcą zmienić swoje życie. Świadomość społeczeństwa ewoluuje.

Padają pytania o biznes, pieniądze, interesy – przyznaje bioterapeuta. – O to, dlaczego zawodzi ich intuicja, z jakiego powodu sobie nie radzą i czym jest pech w ich życiu. I znów zaczynamy pracę od: „Kocham siebie. Ufam sobie. Wierzę w siebie”.
38-letni przedsiębiorca Marcin w gabinecie Ingwara pojawił się kilka miesięcy temu. Zastanawiał się, czy poradzi sobie z jednoczesnym prowadzeniem dwóch firm naraz.

Chciał zmienić swoje życie, więc mu pomogłem – śmieje się Nowicki. – Obecnie wiedzie mu się coraz lepiej, jest „na fali”. Spada z niej, gdy dopadają go chwile zwątpienia. Wtedy na moment traci intuicję, bo górę bierze umysł. Ale potrafi już wrócić na właściwie obraną drogę. Daję ludziom do ręki metodę, z którą można pracować w domu, bo nie chcę nikogo od siebie uzależniać.
Rozmowę z własnym sercem można prowadzić wszędzie. Nikt – poza nami – nie słyszy tego i nie widzi. Tylko my. Możemy ze sobą „gadać” jadąc samochodem, autobusem, a nawet stojąc w kolejce do kasy w supermarkecie. Rozwojowi duchowemu warto poświęcać czas nawet podczas oglądania w telewizji ulubionego serialu.

Wchodząc na scenę czy też występując przed szerszą publicznością np. z wykładem, wystarczy powiedzieć do swojego serca: Kocham siebie. Jestem bezpieczny a wówczas ciężar, jaki czujemy gdzieś w okolicach karku, nagle znika. To działa również, gdy odpowiadamy przy tablicy, na egzaminie. Zesztywniałe ramiona i barki łagodnie opadają – nawet o 10 centymetrów.

Wykorzystałem tę metodę do pracy z ludźmi po przeszczepach – uchyla rąbka tajemnicy Ingwar Nowicki. – Mimo iż wiemy, że przeszczepiona nerka, wątroba czy serce ratuje nam życie, nie zawsze potrafimy pogodzić się z tym, że nosimy w sobie obcy organ.

ImageDlatego trzeba ten narząd pokochać. Mówić do swojego serca z miłością: Kocham moją nerkę. Kocham moją wątrobę. Kocham moje serce.
Po takich słowach przestaje boleć przeszczepiony organ i zostaje przyjęty przez organizm – zapewnia healer.
Nie zaskoczyła bioterapeuty 50-letnia Grażyna S., która przyszła do niego ze słowami: Do końca roku potrzebuję 20.000 zł, bo chcę otworzyć firmę.
Powiedział mi, że sama przecież nie wierzę w to, że się uda, wobec czego zacznijmy od 4 tysięcy zł. Był listopad. Pomyślałam: dobre i to – opowiada Grażyna.
W ciągu dwóch tygodni na jej konto wpłynęły 4 tysiące.
Wypłaciła je firma ubezpieczeniowa, gdyż inny kierowca otarł lekko swoim samochodem mój zderzak. Zdziwiłam się – wspomina.
Jeszcze bardziej była zaskoczona, gdy w styczniu dostała dotację na otwarcie firmy z unijnych funduszy.
Ktoś mi podsunął pomysł, pomógł napisać biznesplan i... za kilka dni otrzymałam 21 tysięcy zł na rozruszanie biznesu. Wszystko potoczyło się jak w filmie. Szybko i ze szczęśliwym zakończeniem – dodaje śmiejąc się. – Teraz pracuję nad tym, by moje miesięczne zarobki oscylowały wokół 7.000 zł. To po prostu dzieje się samo.
Gdy pracujemy z sercem, wszystko jest możliwe. Nie tylko odzyskujemy zdrowie, poprawiamy przepływ energii, ale zmieniamy również swoje życie – tłumaczy bioterapeuta.
Poważne choroby często są związane ze złością i niepogodzeniem się z sytuacjami, jakim trudno stawić czoła.
To, co przychodzi do nas i z nas wypływa, potem w nas uderza – przestrzega łódzki healer. – Zaobserwowałem, że jeżeli myśli są pełne złości i krytycznych słów, powodują uszkadzanie tkanek. Jedynym ratunkiem jest wtedy „naprostowanie” systemów. Trzeba sprawić, by

energia znów popłynęła swoimi drogami.

11 lat temu Ingwar Nowicki przeczytał w gazecie artykuł o metodzie Silvy. Najpierw kupił książkę, potem ukończył kurs. Ponieważ czuł niedosyt, zapisał się na kurs bioterapii. Spotkał na nim jasnowidza Ireneusza Wojciechowskiego, którego interpretacje potwierdzały jego własne przeczucia.

Otrzymał dyplom, ale nie chciał powielać tradycyjnych sposobów uzdrawiania. Przez kolejne lata poprzez głębokie medytacje rozwijał swoją metodę. Pewnego dnia otrzymał przekaz, który zrewolucjonizował jego podejście do bioterapii.
Chodzi o połączenie umysłu i serca, o to, by umysł był "uczniem serca" – tłumaczy.

Mnie Ingwar odzwyczaił palić. I to w ciągu dwóch tygodni. Wystarczyło, że kazał powtarzać: Kocham moje płuca. Kocham prawe i lewe płuco. Kocham moje oskrzela. W rezultacie w naturalny sposób, bez stresów pozbyłam się nałogu. Nie wraca nawet na widok paczki papierosów.

Komentarz Ingwara Nowickiego dotyczący tego przypadku.
Palenie ma głębsze podłoże. Najczęściej papierosem zastępujemy potrzebę miłości. Gdy zaczyna działać magiczna moc słów „Kocham siebie”, nie potrzebujemy już erzatzu, jakim jest papieros. Natomiast praca z płucami i oskrzelami przyspiesza terapię i oczyszcza organizm.
ImageDo jego drzwi coraz częściej pukają ludzie z pytaniem o sens życia. Szukają drogowskazu, kierunku, w jakim powinni podążyć.
Ich życie wygląda tak, jakby urodzili się tylko po to, by budować firmę, robić karierę, zarabiać pieniądze. A tak naprawdę celem są oni. Muszę im to uświadamiać. Budując harmonijnie wewnętrzną miłość, osiąga się cel zewnętrzny, czyli powodzenie, karierę, bogactwo.

Dla osób pragnących przyspieszyć podróż do własnego serca Nowicki organizuje dwudniowe warsztaty. Urządza je najczęściej w Iławie, gdzie współpracuje z nauczycielami jogi.
Choć na warsztatach zajęcia odbywają się w grupie, Nowicki z każdym pracuje indywidualnie. Celem jest osiągniecie w naturalny sposób stanu otwartego serca.

Nie ma się czego bać, bo jeśli cokolwiek wpłynie do czakr z zewnątrz, serce momentalnie to dekoduje – tłumaczy. – W stanie otwartości człowiek staje się bardziej wrażliwy, gdyż ustępują blokady na bardzo subtelnych poziomach. To jest praca z „Jam Jest”. Można wówczas doświadczać odmiennych stanów świadomości, innych wymiarów.

Uczestnicy warsztatów pracują również z symbolami energetycznymi, które aktywizują czakramy, a przez to wpływają intensywnie na wszystkie aspekty naszego życia.
Kolejną formą rozwoju jest

praca z wewnętrzną gwiazdą

umiejscowioną między sercem, a czakrą splotu słonecznego. Doświadczając jej energii i mocy, działamy poprzez otwarte serce. Aktywujemy wewnętrzny umysł, który tak naprawdę okazuje się myśleniem przez serce.

Dopiero w takim stanie uświadamiamy sobie, że nie ma ego. Jesteśmy tylko my (ja) i droga (jestem), co oznacza „Jam jest”. Nie ma przeciwnika. Ego stanowi twór myśli, skazujący nas na wieczną walkę – mówi Nowicki.
Gdy zrozumiemy, że ego nie istnieje, uwalniamy energię, którą poświęcaliśmy ego i walce z nim. W ten sposób odzyskujemy jedność, scalamy się i doświadczamy prawdziwego siebie.

Energia zna drogi, którymi powinna płynąć w nas – słyszę na zakończeniu. – Wystarczy, by popłynęła z serca. Wtedy jej nie zatrzymamy.

Kontakt z Ingwarem Nowickim.

Nieznany Świat 2/2009

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.