Między energią i psychiką

Maria Rojek

ImageJest mistrzem bioterapii i radiestezji, do niedawna zaś był także… bankowcem. Pomógł wielu chorym, a jego życzliwość dla cierpiącego człowieka sprawia, że Waldemara Wodzyńskiego z Warszawy niektórzy nazywają lekarzem ciała i duszy.

Należy do grupy zapaleńców, którzy zainteresowali się bioterapią i innymi metodami medycyny niekonwencjonalnej już pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku.
Wraz z Robertem Więckowskim, Ryszardem Ulmanem, Janem Mackiewiczem, Markiem Pilkiewiczem studiował trudno dostępną wówczas literaturę, dzieląc się z innymi doświadczeniami i spostrzeżeniami. Ta właśnie grupa nestorów bioterapii, skupiona w Stowarzyszeniu BIOPOL wprowadziła czytelne kryterium sukcesu i swego rodzaju „marki” uzdrowiciela. Sformułowano m.in. wymóg potwierdzenia w dokumentacji medycznej faktu powrotu do zdrowia lub znacznej poprawy stanu chorego. W myśl wspomnianych kryteriów należy przedstawić co najmniej pięć takich przypadków. Tylko po spełnieniu tego warunku Stowarzyszenie Bioterapeutów BIOPOL nadaje swojemu członkowi tytuł bioterapeuty dyplomowanego i udziela mu rekomendacji. Jak nietrudno się domyślić, Waldemar Wodzyński taką rekomendację posiada.

Piękna karta bioterapii

Od lutego 1991 r. przez cztery lata grupa bioterapeutów w składzie: Jan Mackiewicz, Ewa Mikołajczyk, Witold Spionek i Waldemar Wodzyński pomagała charytatywnie dzieciom w Ośrodku Pomocy Społecznej przy ul. Przemyskiej na warszawskiej Ochocie. Spotkania odbywały się pod kontrolą lekarza. Młodzi pacjenci cierpiący na porażenie mózgowe, z niedorozwojem, autyzmem, Zespołem Downa w wyniku kontaktu z healerami stawali się spokojniejsi, mniej agresywni, lepiej przesypiali noce. I choć nie odnotowano żadnego cudownego uzdrowienia – rodzicom dzieci specjalnej troski bardzo zależało na sesjach z uzdrowicielami.

Doszło też wówczas do przypadeku, gdy sukces znalazł się niemal w zasięgu ręki. Autystyczny chłopiec, całkowicie zamknięty na otaczającą go rzeczywistość, po powrocie do domu zaznaczył w kalendarzu datę następnego spotkania z Wodzyńskim. Liczył dni między seansami, czekając niecierpliwie na kolejne spotkanie, a podczas ostatniego z nich bioenergoterapeuta zauważył w jego oczach figlarne ogniki. Wyglądało to tak, jakby dziecko zaczęło odzyskiwać duszę. Było na dobrej drodze, aby stać się normalnym człowiekiem, nie uzależnionym od opieki matki. Niestety, wkrótce potem spotkań zaniechano (komuś przeszkadzały?).

Zdaniem Waldemara Wodzyńskiego autyzm występuje wówczas, gdy dusza nie akceptuje ciała, w którym się znalazła. Natomiast szamanizm określa tę chorobę jako kradzież duszy. I w jednym i w drugim ujęciu nie przebywa ona w ciele, które zostało jej przeznaczone. Medycyna akademicka, zajmująca się człowiekiem na poziomie ciała fizycznego, nie jest w stanie pomóc pacjentom dotkniętym autyzmem. W tym przypadku do akcji musi wkroczyć lekarz duszy. Wodzyński zajmuje się m.in. właśnie uzdrawianiem dusz.

Dystrofia Agnieszki

Uzdrawianie ciała i duszy. Waldemar Wodzyński podczas zabieguDziesięcioletnia dziewczynka zapadła na bardzo rzadką chorobę: odruchową dystrofię współczulną. Zaczęło się od silnych, napadowych bólów prawej ręki, a następnie prawej nogi. Dolegliwościom towarzyszyły obrzęki i wykwity skórne o charakterze wybroczyn. Leczenie hormonalne na krótko przyniosło ulgę, po czym wystąpił czynnościowy niedowład połowiczy prawostronny z bólem i wykwitami skórnymi w obrębie uda i prawego stawu kolanowego. Ograniczenie ruchomości stawów uniemożliwiło poruszanie się o własnych siłach. Dziecko musiało posłużyć się kulami podłokciowymi.

Wyniki badań neurologicznych (dotyczące przewodzenia w odcinkach dystalnych i proksymalnych włókien ruchowych i czuciowych nerwu pośrodkowego, strzałkowego i łydkowego) okazały się w normie. Również parametry gospodarki wapniowo fosforanowej w płynach fizjologicznych utrzymywały się w granicach normy. Czyli – pozornie wszystko było w porządku, a dziewczynka bardzo cierpiała. Leczenie w Centrum Zdrowia Dziecka, a później w Klinice Medycznej w Hamburgu nie przyniosło trwałej poprawy. Matka nie wierzyła, że córka wyzdrowieje. Chciała tylko zmniejszyć jej cierpienia.

Waldemara Wodzyńskiego poznała na gruncie towarzyskim. Healer na podstawie fotografii stwierdził, że prawa strona ciała dziewczynki nie funkcjonuje normalnie. Praca ze zdjęciem, które wtedy otrzymał, przyniosła wymierny skutek: dziecko stało się spokojniejsze, bardziej zrównoważone. W tej sytuacji rodzice zdecydowali się poddać Agnieszkę bioterapii.

Po każdym kolejnym seansie stan dziewczynki poprawiał się, aż wreszcie oświadczyła, że chce być i będzie zdrowa. I rzeczywiście tak się stało. Agnieszka nie tylko wyzdrowiała, lecz również z bardzo dobrymi wynikami ukończyła szkołę podstawową, średnią, a następnie studia. Natomiast czworo innych dzieci, chorych na odruchową dystrofię współczulną, nie pokonało choroby.

Studiując dokumentację medyczną przypadku Agnieszki zwróciłam uwagę na to, ze nawroty choroby wiązały się zawsze ze stresującymi sytuacjami w szkole. Warszawski bioterapeuta nie tylko przekazywał Agnieszce energię, lecz także wzmocnił psychikę dziewczynki, uodpornił ją na stres.

SOS dla niemowlaka

W jednej z łódzkich klinik przebywało 8-tygodniowe niemowlę z kolejnym nawrotem zapalenia płuc. Jego stan był tak ciężki, że lekarze sami zwrócili się o pomoc do bioenergoterapeuty Ryszarda Ulmana, który powierzył ten przypadek pieczy Wodzyńskiego i Mackiewicza.
W ciągu miesiąca odbyły się trzy sesje z udziałem terapeutów, po których dziecko w dobrym stanie wypisano ze szpitala. Maleństwo było pod opieką warszawskiego healera jeszcze przez pół roku i żadne choroby go się nie imały.

W tym przypadku nie można mówić o sugestii: mamy tu do czynienia z bioterapią w czystym, klasycznym wydaniu. Innych niezbitych dowodów skuteczności tej metody dostarczyły zwierzęta – czworonożni ulubieńcy przyjaciół pana Waldemara. Np. jamnik znajomych pozbył się kłopotów z kręgosłupem, a u innych piesków szybko wygoiły się rany pooperacyjne.

Na rany i odleżyny

Choroby skóry, trudno gojące się rany i odleżyny także stanowią domenę Waldemara Wodzyńskiego. Jego wujek wskutek długotrwałej hospitalizacji miał w okolicach kości ogonowej ranę odleżynową wielkości spodka. Chirurg nie był w stanie mu pomóc. Wtedy wkroczył do akcji warszawski healer-bankowiec. Trzy tygodnie później po ranie nie pozostał nawet ślad.

Pani Iwona, pracująca w sekretariacie jednej ze szkół na Ochocie, cierpiała na rumień liszajowaty nieznanego pochodzenia. Przez siedem lat jej twarz szpeciły czerwone plamy, a nos i policzki kobiety pokrywał zrogowaciały naskórek. Waldemar Wodzyński przeprowadzał zabiegi przez ponad pół roku. Po ośmiu spotkaniach skóra wyraźnie się wygładziła, a zrogowaciały naskórek zaczął się złuszczać. Natomiast po 16 zabiegach twarz odzyskała zdrowy wygląd. Po długotrwałej chorobie pozostały tylko nieznaczne ślady.

Warto dodać, że podczas pierwszych oddziaływań bioenergoterapeuty chora w zmienionych chorobowo partiach skóry odczuwała szczypanie. Później pojawiło się swędzenie. Natomiast w trakcie ostatnich spotkań nie miała już takich doznań.

Alinę K., z zawodu nauczycielkę, przez 20 lat prześladowały uporczywe bóle pięt. Czasem nasilały się tak bardzo, że wiele prac musiała wykonywać w pozycji klęczącej. Dolegliwości bólowe w łydce zmniejszało jej bandażowanie. Po kilku spotkaniach z terapeutą bóle ustąpiły i już nie powróciły.
Z pomocy warszawskiego healera skorzystał też mąż Aliny K., cierpiący na silne bóle w okolicy żołądka. Wodzyński stwierdził, że w żołądku jest rana, której istnienie potwierdziło później badanie gastroskopowe. Po spotkaniach z terapeutą dolegliwości ustąpiły.

Energią w emocje

Pokonać ból, przełamać lękWodzyński często powtarza, że bioterapeuta jest lekarzem duszy. Jego zdaniem, samo operowanie energią to za mało. Aby skuteczniej pomagać chorym, zgłębił tajniki psychoterapii. Genezą wielu schorzeń jest bowiem lęk. W takich przypadkach leczenie farmakologiczne bywa nieskuteczne, czego doświadczyła m.in. Maria M. Mimo przyjmowania przepisanych leków dokuczały jej uporczywe bóle w klatce piersiowej, nasilające się po wyjściu na powietrze. Dopiero po kilku wizytach u healera pozbyła się dolegliwości. Opuścił ją też paraliżujący strach, przestały trapić zawroty głowy.

W wielu przypadkach zabieg bioterapeutyczny wymaga więc wsparcia psychoterapii. Tylko bowiem w ten sposób można sprawić, by chory pozbył się lęku, który spowodowała np. diagnoza lekarska. Lekarz jest zobowiązany informować rzetelnie o rokowaniach, choćby były niepomyślne. Natomiast bioterapeuta może wlać w serce otuchę. Ma czas, żeby wysłuchać chorego, pozwolić mu się wygadać. Podczas zabiegu klient powinien być jedynym obiektem zainteresowania healera, wszystkie inne sprawy schodzą na drugi plan. Wszak energia podąża za myślą!

Wodzyński dba o to, aby chory tworzył myślokształty dobrego samopoczucia, pełni zdrowia i sił. I choć bioenergia działa także na „niedowiarków”, jednak zaufanie do uzdrowiciela i bliska, serdeczna więź, jaka nawiązuje się między chorym i naturalnym terapeutą, przyspiesza uzyskanie pożądanych efektów.
U kobiet wywołane przez emocje zaburzenia energetyczne kumulują się w piersiach i organach rodnych, a objawiają w postaci guzków, torbieli, a niekiedy także nowotworów. Warto więc dodać, że niezłośliwe guzki mastopatyczne bardzo szybko poddają się oddziaływaniu biopola warszawskiego healera. Przekonała się o tym m.in. 35-letnia Elżbieta, której duży guzek w lewej piersi znikł w ciągu trzech tygodni, co potwierdzono badaniem USG.

Pogotowie radiestezyjne

Według Waldemara Wodzyńskiego, powrót do zdrowia opóźniają w znacznym stopniu zaburzenia promieniowania geopatycznego zwane potocznie ciekami wodnymi jak  również w wyjątkowych przypadkach wysoki poziom promieniowania elektromagnetycznego.
W związku z powyższym, w czasie zabiegu bioterapeutycznego każdorazowo na podstawie narysowanych planów pomieszczeń dokonuje ekspertyzy radiestezyjnej ze szczególnym uwzględnieniem miejsc częstego przebywania, a w szczególności miejsca spania.
Skarżenie się klienta na stałe złe samopoczucie, zmęczenie poranne, trudności w zasypianiu, rozdrażnienie bez wyraźnego powodu, trudności z powrotem do zdrowia mimo opieki medycznej – świadczyć może o przebywaniu w miejscu wzmożonego promieniowania geopatycznego (cieków wodnych).

W takich przypadkach zaleca bądź sam dokonuje ekspertyzy radiestezyjnej, która polega na radiestezyjnym sprawdzeniu mieszkania, domu bądź biura i w razie potrzeby założenia ekranu radiestezyjnego. Od kilkunastu lat używa renomowanych ekranów radiestezyjnych typu „RET”. Położenie i właściwe dostrojenie jednego ekranu przez doświadczonego radiestetę znakomicie zabezpiecza pomieszczenia przed wzmożonym promieniowaniem geopatycznym.

W sprawach usług radiestezyjnych współpracuje z lekarzami i uznanymi bioterapeutami. Przez ostatnie 20 lat współpracował z nieżyjącym od 2 lat doc.dr Markiem Pilkiewiczem.
Ten uznany bioterapeuta o 30-letnim stażu, psycholog,  przyjaciel od wielu lat, uważał, że „zabieg bioterapii nie daje oczekiwanych skutków jeżeli klient wraca do stałego przebywania w promieniowaniu cieków wodnych”.

Kontakt z Waldemarem Wodzyńskim.

Nieznany Świat 12/2007

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.