Od radiestety do psychoenergoterapeuty

Spis treści

Renata Kamińska

Józef Jedlicki-MalkowMiędzy linią życia, uzdraw­ian­iem relacji i architek­turą osobowości.

Józef Jedlicki-​Malkow to dyplo­mowany psy­chotronik o spec­jal­ności: biotron­ika i bioenergoterapia.

Oby­d­wiema tymi dziedz­i­nami zaj­muje się ponad 30 lat. Jest wykład­owcą w szkołach psy­chotron­icznych oraz w Cechu Bioen­er­goter­apeutów i Radi­estetów. Kon­cen­truje się na pracy z podświado­moś­cią, aurą i cza­krami oraz usuwa­niu blokad na poziomie emocjon­al­nym i ener­gety­cznym (całość nosi nazwę psy­choen­er­goter­apii).
Jego zain­tere­sowanie para­psy­chologią zaczęło się w cza­sach pop­u­larności słyn­nego jas­nowidza i zielarza – ojca
Czesława Klimuszki. Inspiracją dla niego był również ksiądz Kil­janek – jas­nowidz, z którym miał kon­takt. Jako raczku­jący radi­esteta zapisał się do Wielkopol­skiego Sto­warzyszenia Radi­estetów, później rozwi­jał te umiejęt­ności w Łodzi, gdzie orga­ni­zował kursy i spotka­nia. Przez kilka lat odwiedzał z różdżką domy i mieszka­nia, po to, by odna­jdy­wać miejsca promieniowa­nia cieków i neu­tral­i­zować ich szkodliwy wpływ.

Najpierw byłem zafas­cynowany geot­ron­iką, czyli badaniem radi­estezyjnym mieszkań i szukaniem studni – wspom­ina początki swo­jej pracy Józef Jedlicki-​Malkow. – Potem zająłem się biotron­iką, czyli tym, jaki wpływ na nasz orga­nizm i psy­chikę ma otocze­nie. Na przykład: rośliny, ksz­tałty, przed­mioty, kolory… To była moja następna fas­cy­nacja. Z tamtego okresu pamię­tam pac­jen­tkę, która miała ogromne kłopoty ze skórą. Nie było wiadomo,
co jest tego przy­czyną, a lekarze rozkładali ręce. Na początku również nie wiedzi­ałem, dlaczego nic na nią nie dzi­ała. Aż odkryłem, że w pokoju przy łóżku kobi­eta hoduje w don­iczce różę chińską. Poprosiłem, by ją usunęła. Po trzech tygod­ni­ach dolegli­wości skórne zaczęły ustępować.

Kole­jna z pac­jen­tek cier­pi­ała na bóle głowy. Okazało się, że ma w domu modny wów­czas met­alowy abażur o ksz­tał­cie półkuli.

Taki ksz­tałt emi­tuje silne promieniowanie tak zwanej zie­leni ujem­nej – opowiada healer. – Gdy poprosiłem, by usunęła umiejs­cowioną nad jej głową lampkę ze wspom­ni­anym abażurem, ból po paru tygod­ni­ach trwale ustąpił. To kole­jny dowód na to, że musimy zwracać uwagę na miejsce, w którym śpimy. Pod­czas snu otwier­amy się na dopły­wa­jące do nas różnego rodzaju energie, ponieważ nie dzi­ałają wtedy żadne świadome mech­a­nizmy obronne.

Fas­cy­nacja bioter­apią i spotkanie z podświadomością

Jako radi­esteta czuł, że potrze­buje jeszcze jed­nego narzędzia, by skuteczniej poma­gać ludziom. Tak rozpoczęło się jego spotkanie z bioterapią.

Miałem cud­owną nauczy­cielkę z Poz­na­nia, Teresę Barełkiewicz. Rok zab­ie­gałem o to, aby zech­ci­ała w ogóle mnie
uczyć. Wresz­cie zgodz­iła się i rozpoczęła się moja nauka, która wyglą­dała trochę inaczej niż się dzisiaj prak­tykuje. Do rozwiąza­nia każdego zada­nia musi­ałem w 90 pro­cen­tach dochodzić sam. Nie dostawałem gotowej „recepty” na dłoni.

Była połowa lat siedemdziesią­tych. Bioter­apia dzi­ałała wtedy poniekąd w podziemiu, mimo że psy­chotron­ika była bardzo modna. Na wykłady poświę­cone tej tem­atyce przy­chodz­iło w Łodzi 600700 osób. Jedlicki wyna­j­mował na te spotka­nia kino przy ulicy Kasprzaka. Jego wid­ow­nia zawsze była pełna.

Usil­nie pracuj nad sobą. Im więcej przepracu­jesz swoich prob­lemów na każdym poziomie, tym będziesz skuteczniejszy w poma­ganiu innemu człowiekowi – to motto towarzyszy Jedlick­iemu na co dzień.

Zawsze dużo się uczyłem i nadal się uczę. Może właśnie dlat­ego w pewnym momen­cie zacząłem dostrze­gać, że kon­wencjon­alna bioter­apia bywa często, moim zdaniem, tylko lekiem prze­ci­w­bólowym – dzieli się reflek­sją. – Jeśli obiek­ty­wnie spo­jrzymy na to, co się z nami dzieje, stwierdz­imy, że wszys­tko zaczyna się w głowie, a tym samym w naszej aurze. Zauważyłem, że nieważny jest rodzaj choroby, lecz przy­czyna, która ją wywołała i która rodzi się właśnie w naszej psy­chice, ener­getyce. Gdy lik­widu­jemy przy­czynę – znika skutek, czyli choroba (ener­gety­czna
dyshar­mo­nia). Właśnie dlat­ego obec­nie najchęt­niej zaj­muję się psy­choen­er­goter­apią, czyli lik­wid­owaniem blokad
tworzą­cych się na poziomie emocji i ener­getyki człowieka.

Wielu ludzi pod­daje się modzie grze­ba­nia w poprzed­nich wcie­le­ni­ach. Mają nadzieję, że dzięki temu zna­jdą rozwiązanie swoich prob­lemów. Tacy ludzie często przy­chodzą do Józka Jedlick­iego. Chcą poz­nać
swe wcześniejsze inkar­nacje. Często są jed­nak zaskoczeni, gdyż healer pro­ponuje im na początek pracę z tym, co spotkało ich w tym życiu. Dlaczego? Bo o tym, jak będzie prze­b­ie­gało nasze życie, decy­duje to, co przeżyliśmy w sen­sie emocjon­al­nym w okre­sie od momentu poczę­cia do 56 roku. Zna­j­duje to pełne odzwier­ciedle­nie w ener­getyce orga­nizmu. Przez pier­wszych 6 lat ksz­tał­tuje się bowiem ciało emocjon­alne i men­talne w aurze człowieka.

Niestety na temat podświado­mości w sen­sie ener­gety­cznym wiemy bardzo mało – zauważa Jedlicki. – Dlat­ego powinno się propagować wiedzę doty­czącą wpływu podświado­mości na nasze życie. Mówi się, że czas goi rany. To nieprawda, bo czas je tylko wyp­iera i „przyk­lepuje”. Podświado­mość jest jak mag­neto­fon. Włącza się, gdy przy­chodz­imy na świat, a wyłącza, gdy umier­amy. Zapisana w niej zostaje każda sekunda naszego życia – tłumaczy.

W sprzedaży





Strona korzysta z plików cook­ies w celu real­iza­cji usług i zgod­nie z Poli­tyką pry­wat­ności. Możesz określić warunki prze­chowywa­nia lub dostępu do plików cook­ies w Two­jej przeglądarce.