Od radiestety do psychoenergoterapeuty

Spis treści

Żyj i daj żyć innym

Stan zdrowia stanowi wypadkową sposobu naszego myślenia, traktowania siebie i innych ludzi, patrzenia na świat.

Żyj i daj żyć. Innym będzie z nami dobrze, jeśli my poczujemy się dobrze z samym sobą – przekonuje terapeuta.
Praprzyczyna zostanie zlikwidowana bez względu na czas, w którym powstała, ale do tego potrzebne jest przebaczenie na poziomie emocji, a nie umysłu. Bo, gdy zrozumiemy, nie mamy przecież czego przebaczać.

Na psychoenergoterapię do Józka Jedlickiego zgłaszają się zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Przychodzą do niego, bo czują, że tracą sens życia, poczucie wartości. Czasami są to bardzo młode osoby, które już na początku drogi nie radzą sobie ze sobą i z własną egzystencją.
Podczas jednego z takich procesów główną bohaterką była kobieta, u której w rodzinie totalnie negowano rolę mężczyzny. Nie mieli oni na co dzień nic do powiedzenia, rządziły niewiasty. Prawa część ciała, jak wiadomo, to pierwiastek męski, lewa – żeński. Podczas ustawienia ktoś wstał i zaczął mówić, że zdrętwiała mu lewa
ręka. Po chwili następna osoba poskarżyła się, że nie czuje lewej ręki. Gdy wreszcie trzeci uczestnik sesji począł odczuwać to samo, kobieta, która była główną postacią procesu, podniosła rękaw i pokazała, że zamiast lewej ręki ma protezę. Nikt z biorących udział w spotkaniu o tym nie wiedział. W jej przypadku doszło do zanegowania kobiecości na poziomie energetycznym, genetycznym i komórkowym. Nastąpił przekaz genetyczny negacji mężczyzny. Właśnie dlatego od wielu lat kolejne kobiety w tej rodzinie przejmowały rolę mężczyzn. Natomiast odczucia osób biorących udział w procesie Uzdrawiania Relacji są dowodem na to, że w jego trakcie wszyscy uczestnicy zostają "podłączeni" do pola morfogenetycznego.
Te procesy to czysta fizyka kwantowa. Ale nie to interesuje Józka Jedlickiego. Dla niego liczy się fakt, iż konkretny człowiek uzyskał pomoc, a uzdrowienie następuje na poziomie energetycznym i komórkowym. Wszystko dzieje się w sferze emocji tej osoby, a nie dlatego, że ktoś jej narzuca gotowe rozwiązania.

Trzeba to poprowadzić tak, żeby ona sama do tego doszła i podjęła decyzję. Ludzie spotykają się, by czegoś się od siebie nauczyć. Pragną odnaleźć swoje miejsce – tu i teraz. Nie chcą powielać nieudanych związków, więc rozwiązujemy problemy pokoleniowo. Wtedy w naturalny sposób oczyszcza się relacja – uważa terapeuta.
Po czym dodaje:
Podczas Architektury Osobowości dzieje się to, co dana osoba jest gotowa zaakceptować. Ja nie mówię, co ona ma zrobić, bo jeśli jest to jej decyzja, stanowi ona wyraz jej emocji. Tak naprawdę nie mamy pojęcia, jak nasza podświadomość okazuje się konsekwentna w dążeniu do zrealizowania w każdy możliwy sposób tego, czego pragniemy lub czego brakuje nam na poziomie emocji. Niekiedy odbywa się to nawet w sposób toksyczny, co wynika z faktu, że dla podświadomości nie istnieją pojęcia dobra i zła. Ona jest niejako wyłącznie wykonawcą naszych pragnień – i to wykonawcą „za wszelką cenę”.

Przykładem może być pewna 50-letnia kobieta. Gdy miała naście lat, zakochała się w chłopaku swojej starszej siostry, która była postrzegana w rodzinie jako ta lepsza. I zrobiła wszystko, by go jej odebrać. Chciała sobie w taki sposób udowodnić, że jednak góruje nad siostrą. Wyszła za tego mężczyznę za mąż i choć była z nim nieszczęśliwa, ich związek trwał wiele lat. Decydując się na wspomniane postępowanie, równoważyła własne braki emocjonalne, czyniąc to w bardzo toksyczny sposób.
Tego rodzaju problemy wychodzą na światło dzienne podczas terapii nazywanej Architekturą Osobowości. W jej trakcie obca osoba przyjmuje rolę naszego wewnętrznego dziecka. Siada obok i mówi o pewnych faktach z naszego życia, których nie ma prawa znać. Informuje, jak się czuje jako wewnętrzne dziecko – czy zostało ono odrzucone. Terapia ta tak naprawdę pokazuje, że nie potrafimy rozmawiać ze swoim wewnętrznym dzieckiem, czyli z sobą samym. Jesteśmy głusi na własne potrzeby.

Posłuchać głosu wewnętrznego dziecka

Wewnętrzne dziecko pyta nas, czego konkretnie chcemy, a my nie umiemy prawidłowo sformułować nawet prostej odpowiedzi. Dlatego w Architekturze Osobowości tak ważne jest, by wewnętrznego dziecka nauczyć się słuchać.
Dowodem skuteczności tej terapii są relacje pacjentów. Np. Ala zdecydowała się na proces Uzdrawiania Relacji,
gdyż chciała zmienić swoje stosunki z rodzicami.

Uświadomiłam sobie, że mam blokady, których nie znam. Gdy je poznałam i zlikwidowałam, nie tylko poprawiły
mi się relacje z rodzicami, ale znalazłam nowe, cudowne partnerstwo – opowiada. – Minęło trochę czasu i mój mężczyzna zaczął mnie irytować. Powód? Był za mało samodzielny. Denerwowało mnie, że to ja musiałam mu mówić, co ma robić. Znów więc wzięłam udział w takim procesie, ale już jako jego uczestnik, nie główny bohater. I dostałam rolę, która mi uświadomiła, że swojego partnera kocham, i to właśnie miłość jest najważniejsza w naszym związku. Od tego momentu relacje są lepsze. I – co ciekawsze – coraz rzadziej muszę podejmować
decyzje za niego. To się samo powoli zmienia.

Wojtek miał nadopiekuńczą matkę, która żałowała, że nie urodziła córeczki. Ponieważ był dobrym dzieckiem i pragnął
spełniać matczyne oczekiwania, "wyhodował" sobie raka jądra. A przecież tylko chciał zasłużyć na jej akceptację.

Przeszedłem operację, a potem spędziłem wiele godzin u psychologów i psychiatrów, aż pewnego dnia trafiłem do Józka. Od tamtej pory dużo lepiej radzę sobie w życiu. Udało mi się wreszcie zbudować udany związek z kobietą i nie dość, że jestem zdrowy, to jeszcze szczęśliwy. A matka? Potrafię już żyć bez pretensji do niej. Odciąłem pępowinę – opowiada młody człowiek.

Małgosia przeszła terapię nazywaną Architekturą Osobowości.
Mam dopiero 29 lat, a problemy takie, jakbym przeżyła całe życie – mówi. – Rozmawiałam z moim wewnętrznym dzieckiem. To było niesamowite przeżycie, bo obca osoba, której powierzono jego rolę, mówiła o moich tajemnicach, kłopotach z chłopakami i rodzicami. Teraz, po terapii widzę wszystko inaczej, gdyż oceniam swoje problemy przez pryzmat serca i emocji. Rodzice bardzo się zdziwili, gdy po raz pierwszy od 29 lat zaczęłam głośno wyrażać swoje opinie. Ale ja teraz wiem, że mam do tego prawo. Odzyskałam poczucie własnej wartości, a głos w środku to głos mojej intuicji – wewnętrznego dziecka. Najpiękniejsze jest zaś, że zaczęłam żyć własnym życiem i przestałam spełniać oczekiwania innych.

Józef Jedlicki nie poprzestaje na swoich terapiach. Ciągle się uczy; ostatnio np. pochłonął go chiński masaż Tui Na, który stosowany jest od 4 tysięcy lat. Pobudza całą energię człowieka i niesamowicie odblokowuje. Doprowadza do pełnej harmonii w przepływie energii Qi przez organizm.

– Nigdy nie ustanę w poszukiwaniu nowych dróg i rozwiązań, które mogą przynieść ludziom konkretną pomoc – zapowiada na zakończenie naszego spotkania łódzki terapeuta.

Kontakt z Józefem Jedlickim-Malkowem.

Nieznany Świat 8/2009

Zdjęcia autorki.

W sprzedaży



Newsletter

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.