Metoda Lecieja, czyli leczyć skutecznie

Spis treści

Arsenał uzdrowiciela

W stoczni pracował do czerwca 1989 r. W tym czasie pomagał już ludziom i pracował nad sobą.

Nie ciągnęła mnie polityka, osiągałem spokój wewnętrzny... Nie chciałem, ale wybrali mnie reprezentantem związkowym. Zaangażowałem się w politykę i straciłem w duchowości. Wiele złego zobaczyłem wtedy. W 1991 roku definitywnie z tym skończyłem.

Zawodowo dzisiaj pracuje na swoim, przy samochodach. Ale coraz mniej ma na to czasu. Tylu ludzi potrzebuje pomocy...
Jego nauczyciele byli niczym drogowskazy. Gromadził zdobytą wiedzę i zaczął ją wykorzystywać, kiedy uznał, że jest gotowy.
W 1986 r. zetknął się z profesorem Władysławem Brudzińskim. Dopiero od niedawna wie, że to mason wysokiego stopnia. Jaką on miał wiedzę! Otrzymał w darze jego wiersze z dedykacją: Mojemu najbardziej dociekliwemu uczniowi. Profesor mówił wtedy, że komunizm upadnie, że to jest zaplanowane. Nikt mu nie wierzył.
Najważniejszym nauczycielem jest dla niego Jezus.

Od niego taki przekaz idzie, że to niesamowite – mówi Eugeniusz. – Myślą można zrobić wszystko, nie ma ograniczeń, tylko człowiek musi to zrozumieć. Pismo święte to bardzo mądra i symboliczna księga.

Cały "arsenał" uzdrowiciela mieści się w teczce. Wahadła do diagnostyki. Do usuwania złych energii. Wahadła ze snu... Różdżka. I najnowszy nabytek: wahadło, które pracuje wieloma kolorami i mocno "bije"... Kolejne służy do wyrównania strumienia energii na kręgosłupie.
Kiedyś pracował wyłącznie rękoma, ale wahadła bardzo pomagają w diagnostyce. Dzięki temu szybciej uzyskuje informację. Są jak anteny, wzmacniają sygnał.
Ale bez tego wszystkiego też byłbym silny i skuteczny – przekonuje.
Mówi, że pracuje metodą Lecieja.

Jak ktoś ma predyspozycje, można mu tylko pomóc w rozwinięciu talentu. Ja miałem szczęście, że to wypłynęło ze mnie, z głębokiego współczucia. Kiedy zaczynam z kimś pracować, dostaję od razu przekaz co się dzieje i gdzie mam dotykać. Każde zdarzenie trzeba zresetować, żeby nie przyciągało kolejnych. Bo wibracja, która się kiedyś przydarzyła, przyciąga do siebie podobne. Jeśli usunie się pierwotną wibrację – wszystko znika.

W sierpniu 2011 roku pracował z 40-latką z Torunia, która bardzo chce mieć dziecko. Lekarze są bezradni. Już w trakcie pierwszej rozmowy Leciej zauważył blokadę na macicy. Trzeba ją po prostu zdjąć. Bo – jak mówi – kiedy macica jest schłodzona, ciąży nie będzie. A gdy temperatura okazuje się właściwa, wszystko musi być dobrze.
Wielokrotnie spotykał się z przychylnością lekarzy, ale bywało też odwrotnie. Swoich pacjentów nie pyta o badania, nie potrzebuje ich.
Prześwietla organizm i wszystko widzi. Sprawdza, jak układają się pierwiastki i wie, gdzie jest źródło choroby. Nowotwór uwidacznia się w pierwiastkach. Sygnalizuje go niedobór magnezu, złota i rtęci, a nadmiar srebra i chromu.

Potem go jedynie lokalizuję i odczytuję, jaka myśl spowodowała ten stan – tłumaczy healer. – Jeśli zagnieździ się w płucach, oznacza to żal... Trzeba go temu człowiekowi wytrzepać z głowy. Jeśli w głowie, są to jakieś negatywne myśli, które należy odwrócić. Pierś u kobiety: konflikt. Ta sytuacja musi zostać wyczyszczona. Bez zabiegu. Rak wówczas płynnie zniknie.
Kiedyś miał wykład o bioenergoterapii. Mówił, że przyczyną chorób jest grzech. Oburzyła się na to obecna tam lekarz pediatra z Akademii Medycznej. Bo skąd grzech u małych dzieci? Zapytał ją wtedy: a czy małe dzieci nie mają emocji? A czy pani doktor zapytała matkę chorego dziecka, z jakimi emocjami chodziła w ciąży w pierwszym trymestrze? Co działo się wtedy, kiedy kształtuje się mózg? To zasadne pytania, kiedy choruje dwu- albo pięciolatek.
Kiedy spotkali się po jakimś czasie, pani doktor przyznała mu rację. Zaczęła przepytywać matki...
Wiele razy udało mu się wyleczyć ludzi z nowotworów.
W 2009 r. pomagał pewnej nauczycielce. Rak zaczął się od macicy, później nastąpił przerzut na wątrobę. Pierwszy zabieg nie był ciężki, drugi natomiast trwał prawie trzy godziny.

Wyrwałem z niej dwadzieścia trzy duchy – opowiada Leciej. – Tarcze zostały zresetowane i zaczął się proces gojenia. Było też wspomaganie witaminą C i pyłkiem pszczelim, a także pestkami moreli. Wszystko to daje piękny efekt. Wykonałem jej 14 zabiegów. Dałem również wskazówki na dalsze życie...

25-latek cierpiał na astmę. Eugeniusz odwiedzał go raz w tygodniu przez pół roku. Przy ostatnim doładowaniu chory dostał torsji i choroba ustąpiła. Od tamtej pory zaczął normalnie oddychać, mógł wyjść z domu.
8-letni Pawełek miał rozszczep kręgosłupa. Po leczeniu, kiedy healer dłońmi przekazywał strumienie energii, zaczął biegać. Spotkali się niedawno. Wielki dryblas ściskał Eugeniusza i pytał, czy go pamięta. Matka mu zawsze powtarzała, że gdyby nie pan Leciej, byłby kaleką.
Zdarzyło się, że nie dokończył leczenia, bo chory nie chciał. Tak było z kolegą ze stoczni, który zachorował na raka płuc. Już go z tego wyprowadził. Ale prywatne sprawy, złość, niechęć do przyznania się do winy, sprawiły, że ten człowiek zrezygnował z terapii. Ta silna emocja go zabiła.
Kiedyś Lecieja zaproszono do Akademii Medycznej. Mężczyzna, jakiego mu przedstawiono, był chory na raka płuc. Leciej pracował z nim tylko rękoma. Potrzebnych okazało się 14 zabiegów. Lekarze byli w szoku, rak obumarł. Dziś pacjent cieszy się życiem. Wyzdrowiały wtedy jeszcze dwie osoby, które leżały na tej samej sali. Stało się tak tylko dzięki obecności Lecieja. Nie dotykał ich.

Rodzina tego mężczyzny poprosiła o pomoc u kolejnego chorego. Eugeniusz czuł silną blokadę, widział, że pacjent nie wchłania energii. Postanowił działać.
Emerytowany sierżant leżał w szpitalu nogami do wyjścia, przy lustrze. Kazał to zmienić. Położyli go twarzą do okna. Wtedy go doładował. Następnego dnia chory, przedtem zachowujący się jak roślina, zaczął dawać oznaki życia. Uzdrowiciel pracował wahadłem i rękoma, a chory wchłaniał energię. Kiedy Leciej pojawił się na czwarty zabieg, sierżant zaczął go popędzać, spieszył się do pracy w ogrodzie. Łącznie bioterapeuta wykonał 11 zabiegów, mężczyzna żyje i jest w dobrej formie.
Kiedyś, jeszcze w 1989 r., o północy zadzwoniła matka, żeby ratował jej dziecko. Jego namiary od dostała koleżanki, której 4-letnią córkę wyciągnął z paraliżu. Płakała, bo profesor z Centrum Zdrowia Dziecka powiedział, że jej syn nie będzie żył. Dzieciakowi, bez żadnego uderzenia, nagle zapadła się czaszka.

Zacząłem pracować, zadzwoniłem do kolegi z prośbą, by sporządził horoskop, bo chciałem znaleźć przyczynę tego, co się stało. Miał dwie sugestie: albo w trzecim roku życia dziecko upadło na głowę, albo chodziło o materiał radioaktywny. Okazało się, że faktycznie skądś spadł, ale nic mu się wtedy nie stało. Pozornie, bo nagle, gdy był już w siódmej klasie... Wyciągnąłem chłopaka raz dwa. Profesor w Warszawie biegał ponoć wokół biurka i mówił, że to czary!

Pewna kobieta po cesarce dostała gronkowca. Podziałał bioenergią, ranę zasypał utartym węglem (węgiel drzewny absorbuje wszystkie toksyny; wtedy jeszcze nie znał srebra koloidalnego). Podczas drugiej wizyty asystował mu lekarz, jakby był profesorem. Dostał od niego później koniak – z wdzięczności, że wyprowadził pacjentkę. Zapytał też: – Jak wy to robicie?
Uzdrawianie często idzie w parze z egzorcyzmami. Bo – jak uważa Leciej – to demony powodują, że jesteśmy chorzy. Lekarze np. walczą z infekcją, a tymczasem trzeba zamknąć to, co dzieje się w głowie.

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.