Złota Mira

Spis treści

Destrukcyjna moc słowa

Czasami w chwili złości czy zdenerwowania siarczyście kogoś przeklinamy i życzymy mu wszystkiego, co najgorsze.

Przeważnie nie zdajemy sobie sprawy, że, dając upust swoim emocjom, wyzwalamy negatywną energię – tłumaczy Mira Tomaszewska. – Każdy z nas, nawet w myślach, może wytworzyć niszczycielską siłę, jaką jest klątwa. Złorzeczenie pod adresem innych po pewnym czasie zaczyna zakłócać jego życie.

Choć wydaje nam się to niemożliwe, zdarzają się przypadki, gdy ktoś emituje negatywne energie przeciwko konkretnej osobie celowo i z premedytacją. Skumulowane - potrafią z czasem urosnąć właśnie do rangi klątwy.
Sprowadza się to do tego, że zła energia, przesłana naszą siłą woli, przyczepia się do biopola innego człowieka, gdzie oczekuje na moment, gdy osłabnie warstwa ochronna, by następnie – przenikając przez nią – zawładnąć jego życiem. Ludzie obłożeni klątwami mogą ich doświadczać długo i ciężko. Jak? Zaczynają im się dziwnie komplikować różne sytuacje życiowe, pojawiają się kłopoty zdrowotne i finansowe. Życie staje się pasmem niepowodzeń.

Niestety, takich przypadków w życiu spotkałam wiele – przyznaje Mira. – Należy przy tym pamiętać, że wcześniej czy później klątwy wracają do osób, które je rzuciły. Mogą nawet wrócić wzmocnione.

Każdy z nas otoczony jest polem energetycznym, którego wielkość zależy od naszego charakteru, możliwości umysłu, zdrowia, diety. Może być ono silne albo słabe. W tej ostatniej sytuacji zło przenika szybciej.

Zdarzają się przypadki występowania kilku klątw jednocześnie, bywają też klątwy pokoleniowe i rodowe – wyjaśnia healerka. – Są też i demoniczne. Aby je zdjąć, trzeba wykonać egzorcyzmy.

Zdejmowanie klątw służy usunięciu przyczyny problemu, a nie jego skutków. Po takim zabiegu kłopoty powinny ustępować. Zaczynają pojawiać się większe możliwości działania, a zainteresowany odzyskuje kontrolę nad sobą i tym, co robi. Poprawa życia po zdjęciu klątwy może nastąpić od razu, a może też rozłożyć się w czasie.

Nie będę zdradzać szczegółów. Modlę się, spalam złą energię na lekarstwo dla Matki Ziemi – stwierdza moja rozmówczyni. – Czasem konieczny jest zabieg bioenergoterapeutyczny, ponieważ człowiek naładowany dobrą energią jest silniejszy, łatwiej przeciwstawia się złu.

W jej ogrodzie stoi kilka rzeźb Michała Anioła. Kto tu się od kogo ładuje? :)Nie ma uniwersalnego środka, by ustrzec się przed złymi mocami. Ale…

Bądźmy zawsze pełni miłości dla siebie i do bliźnich, życzliwie nastawieni do człowieka. Nie zazdrośćmy innym, nie oszukujmy, życzmy im wszystkiego dobrego, w naszych sercach niech zagoszczą uśmiech i radość. To zawsze procentuje – radzi terapeutka.

Każde kłamstwo zanieczyszcza centrum energetyczne Uniwersum.

Nie tylko siebie nim zanieczyszczamy, ale całą jedność, z której się wywodzimy – tłumaczy Mira. – Im wyższy etap świadomości, tym mniej negatywnych energii i czynów.

Według Tomaszewskiej należy myśleć tylko pozytywnie.

Myśl jest twórcza. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo zaśmiecają swoje biopole i umysł, tworząc negatywne myślokształty – wyjaśnia. – Ja cały czas się modlę. Za wszystkich i za wszystko.

Poznanie różnych wiar i obrzędów doprowadziło do tego, że nie jest zamknięta na inne religie. Bóg Ojciec, czyli Jedność Kosmiczna towarzyszy jej każdego dnia. Prowadzi także medytacje katolickie, buddyjskie, hinduskie, arabskie...
Gdy idzie ulicą lub jedzie autobusem i widzi chorą osobę, modli się za nią. Nierzadko siedzącej obok kobiecie lub stojącemu przed nią mężczyźnie wykonuje zabiegi. A oni nawet nie wiedzą, że właśnie są uzdrawiani. Co im przekazuje? Energię czystej miłości.

Codziennie modlę się za dzieci leżące na oddziałach paliatywnych – przyznaje.

Relacja druga: Monika

Nasłuchałam się od mamy o Mirze, ale jej nie widziałam. Była w naszym domu jak wyrocznia. Co powiedziała, to się sprawdzało – opowiada Monika.
Terapeutkę poznała dopiero wtedy, gdy jej tata dostał zawału. Leżał w szpitalu. Był nieprzytomny, w śpiączce.
Miał świetną opiekę lekarską, ale nie dawali mu szans na przeżycie – wspomina córka. – Wtedy poszłyśmy z mamą do Miry. Ona też przyznała otwarcie, że chyba z tego nie wyjdzie. Ale jednocześnie – będąc przecież dla nas osobą obcą – powiedziała o naszych relacjach, że byłam oczkiem w głowie tatusia. Poinformowała nawet jak był ubrany w chwili zawału, gdzie to się stało, jak leżał. Przeżyłam szok.
Mira przekazała rodzinie, że tata odejdzie, gdy wszystkie sprawy finansowe zostaną załatwione.
Mówiła, że ja też muszę być na to przygotowana – relacjonuje Monika. – I tak się stało. Mama sfinalizowała wszystkie sprawy finansowe, a były dość skomplikowane, ja zaś się z tym pogodziłam. I wówczas nastąpiła śmierć taty. Mira uprzedziła nas o tym kilka dni wcześniej.
Monika ponownie zapukała do Miry, gdy była w pierwszych tygodniach ciąży.
Jakby miała rentgen w oczach. Oznajmiła, że będzie duże dziecko, a dokładnie syn, i że okaże się bardzo ruchliwy – opowiada szczęśliwa mama. – I urodził się Olek. Ważył 4,37 kg i miał 57 cm wzrostu. A ruchliwy jest tak bardzo, że za nim nie nadążam.

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.