Bez ogłuszania

Nie ma i nie może być zgody na praktyki okrutne, naruszające zasady humanitaryzmu tylko dlatego, że odbywają się one pod hasłem respektowania swobód i wolności religijnych. Dlatego ubojowi rytualnemu, na który zezwolono w polskich rzeźniach, musi natychmiast zostać położony kres. Natomiast minister rolnictwa, Sawicki, za tolerowanie działań sprzecznych z prawem i bezprzykładnie aroganckie, a de facto pogardliwe słowa wypowiedziane publicznie pod adresem tych, którzy przeciwko temu protestują, powinien stracić swoją funkcję wcześniej, niż doszło do tego z powodu osławionych PSL-owskich taśm prawdy

Stało się tak, że w odstępie zaledwie miesiąca jestem zmuszony podjąć ponownie wątek okrucieństwa wobec naszych braci mniejszych, zwłaszcza że tym razem jego skala jest wręcz porażająca. Cała sprawa ma charakter systemowy, a jej źródłem stało się nadużycie prawne, jakiego dopuszczają się organy państwa. Chodzi o ubój rytualny dokonywany od co najmniej ośmiu lat w polskich rzeźniach na podstawie ministerialnego rozporządzenia, które jest sprzeczne z przepisami znowelizowanej ustawy o ochronie zwierząt z 21 sierpnia 1997.
Afera - bo to jest bez wątpienia afera właśnie - została ujawniona dzięki działaniom organizacji broniących praw zwierząt, na które notabene wywierana jest presja, by całą rzecz odpuściły w imię interesów gospodarczych. Co więcej - ludzi, którzy w tej sprawie głośno protestują, oskarża się o rasizm i religijną nietolerancję. To niesłychane wręcz nadużycie i zarazem bezprzykładna obłuda, które muszą zostać tak nazwane bez owijania słów w bawełnę - w imię elementarnych zasad moralnych i etycznych.

Ubój rytualny, na jaki zezwolono w Polsce i niektórych państwach europejskich, dotyczy przede wszystkim dwóch wyznań: islamu i judaizmu, które - powołując się na przesłanki religijne - wymagają, by spożywane przez przedstawicieli tych religii mięso podchodziło od zwierząt pozbawionych życia w taki sposób, że podrzyna im się gardła bez uprzedniego ogłuszenia, co naraża je na niewysłowione cierpienia. Odbiorcami "produktu" pochodzącego z uboju rytualnego, a następnie eksportowanego zagranicę są przede wszystkim Izrael oraz państwa muzułmańskie, przy czym szacuje się, że w taki sposób zabija się w Polsce corocznie kilkaset tysięcy sztuk bydła. Interes kręci się na całego, gdyż przynosi rzeźniom intratne dochody, a irytacja i pogarda, z jaką traktowane są protesty w tej sprawie, świadczy o bezprzykładnym lekceważeniu zasad humanitaryzmu oraz reguł państwa prawnego.

Jak odbywa się ubój rytualny, można przeczytać w wielu tekstach w internecie, a także artykule opublikowanym przed kilkoma miesiącami w tygodniku Polityka (nr 12, Agnieszka Sowa Horror na eksport). Autorka tak o tym pisze (przy czym ostrzegam, że osoby o słabych nerwach powinny cytowany fragment pominąć):

Najpierw, poganiane elektrycznym pastuchem, wchodzą pojedynczo do stalowej komory w kształcie walca. Walec zamyka się, krowa musi wystawić głowę przez jedyny otwór. Stalowe pudło obraca się o 180 stopni, krowa leży w klatce do góry nogami, pneumatyczny chwytak unieruchamia jej głowę, wyginając szyję do tyłu. Rzezak wypowiadając słowa modlitwy podrzyna zwierzęciu gardło. Krew chlusta do góry. Walec wykonuje następne pół obrotu, krew leje się już zgodnie z prawami fizyki. Walec otwiera się i krowa wypada na stalową kratownicę. Co któraś wychodzi o własnych siłach, wierzga i rzuca głową, czasem wstaje i – mimo że wszystko jest śliskie od krwi – próbuje uciec. Agonia trwa około dwóch minut. Wszystko w rytm łomoczącej maszynerii. Czasem rzeźnik od razu podwiesza zwierzę za nogę do góry na łańcuchu. Krowa, jeszcze żywa, pręży się i próbuje uwolnić. Następna, już w klatce, widzi konającą poprzedniczkę. Tak wygląda ubój rytualny. W ten sposób w tym roku w Polsce zostanie ubitych kilkaset tysięcy sztuk bydła. Większość, jako mięso halal (które mogą jadać muzułmanie) i koszerne, dozwolone dla ortodoksyjnych Żydów, pójdzie na eksport.

Na ubój rytualny zezwala rozporządzenie ministra rolnictwa z 2004 r. podpisane przez Wojciecha Olejniczaka z SLD. Praktyka ta była akceptowana przez wszystkie kolejne ekipy rządzące, z PiS-owską włącznie, szczególnie "twórczo" zaś została rozwinięta obecnie za kadencji PSL-owskiego szefa resortu, Marka Sawickiego. Dzieje się tak, mimo że od kilku miesięcy w Polsce obowiązuje nowa (znowelizowana) ustawa zakazująca w swoich przepisach jakichkolwiek praktyk, które wiązałyby się z zadawaniem zabijanym zwierzętom niepotrzebnego bólu i cierpienia. Prawo unijne wprawdzie (co skądinąd samo w sobie jest kuriozalne) z powodów religijnych takie praktyki dopuszcza, jednak pozostawia tę kwestię do uznania (tj. prawnego uregulowania) państwom członkowskim bez nałożenia na nie obowiązku, by wspomnianą regułę respektować. Dodajmy, że w wielu krajach - także europejskich - w imię elementarnych zasad humanitaryzmu rytualny ubój zwierząt (tj. dokonywany bez ich uprzedniego ogłuszenia) jest bezwzględnie zakazany. Tak dzieje się np. w Australii, Szwajcarii, Szwecji i na Islandii. Inne państwa dopuszczają go w ograniczonym zakresie i pod licznymi warunkami (Niemcy, Austria, Dania, Hiszpania czy Włochy), przy czym część z nich pod naciskiem opinii społecznej z wolna wycofuje się z tej pseudotolerancyjnej praktyki na rzecz statuowania całkowitego zakazu szechity i halalu.

W Polsce - przeciwnie, ów proceder wręcz kwitnie i ma tendencję rosnącą (szacunki organizacji ekologicznych i prozwierzęcych mówią obecnie o funkcjonowaniu w naszym kraju nie 20, jak napisała Polityka, lecz 90 rzeźni, gdzie ubój rytualny jest stosowany). Dzieje się tak, mimo że według danych GUS w Polsce żyje zaledwie ok. 4 tysięcy wyznawców islamu i judaizmu (dane z lat 2006-2008), a cały proceder odbywa się przy czynnym wsparciu resortu rolnictwa i rozwoju wsi kierowanego przez PSL-owskiego ministra Sawickiego, który niedawno dał przykład bezprecedensowej arogancji, oświadczając publicznie, że humanitaryzm jest dla humanistów. Za tę skandaliczną wypowiedź, przede wszystkim zaś za łamanie prawa (żadne rozporządzenie i oparta na nim praktyka nie mogą naruszać przepisów aktu wyższego rzędu, jakim jest ustawa - w tym przypadku o ochronie zwierząt) Sawicki powinien zostać natychmiast zdymisjonowany, zwłaszcza że w odniesieniu do tego rodzaju daje wyraz swojemu lekceważeniu oraz arogancji nie po raz pierwszy. Wystarczy przypomnieć jego postawę przed kilku laty, gdy próbował rugać media za nagłaśnianie skandalicznych często warunków, w jakich odbywa się handel zwierzętami na targowiskach przy biernej postawie nadzorujących je lekarzy weterynarii. Jeszcze wcześniej partia, której Sawicki jest jednym z liderów i która delegowała go na tę posadę, niczym niepodległości broniła praktyk polegających na sztucznym tuczu gęsi, co wiązało się z obroną interesów ekonomicznych części jej elektoratu. To postępowanie żałosne i żenujące, któremu należy przeciwstawić się z całą mocą i determinacją.

Kompromitująca deklaracja Sawickiego (humanitaryzm dla humanistów) wystawiająca obecnemu szefowi resortu jednoznaczne świadectwo braku elementarnej wrażliwości (o duchowości w ogóle nie ma tu co mówić) jest i tak drobiazgiem w porównaniu z niedorzecznościami, jakie rozpowszechniają na ten temat ortodoksyjni przedstawiciele mniejszości wyznaniowych w naszym kraju, domagający się respektowania prawa do uboju rytualnego pod pretekstem ochrony wolności religijnych. Najlepszym tego przykładem są brednie, jakimi uraczył polską opinię publiczną w wywiadzie dla Rzeczpospolitej z 18 maja br. pan Selim Chazbijewicz - były przewodniczący Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Gdańsku (zapis tej rozmowy można znaleźć w internecie na http://www.rp.pl/artykul/877960-Uwalnianie-zwierzecej-duszy.html). Objaśniając ubój rytualny jako tradycję pochodzącą od Abrahama, stosowaną zarówno w islamie, jak i judaizmie, i polegającą na uwalnianiu zwierzęcej duszy, pan Chazbijewicz powiada ni mniej ni więcej: Według teologii islamskiej zwierzęta także mają duszę, a „dusza mieszka we krwi". Przed spożyciem mięsa należy więc krew spuścić, inaczej byłaby to praktyka niegodziwa. Przecież zwierzęta będą nas oskarżać lub bronić na sądzie ostatecznym. A na pytanie dziennikarza, Czy zabijanie przez podrzynanie gardła nie jest zbyt brutalne? islamski ortodoks stwierdza: Każde zabicie zwierzęcia jest brutalne. Czy praktyka ogłuszania jest bardziej wskazana? Zwierzę czuje w każdym wypadku, że idzie na śmierć, i to moim zdaniem jest największym cierpieniem.

Takich "złotych myśli", wspartych oskarżeniami o nietolerancję (w przypadku zakazu praktykowania wspomnianego zwyczaju religijnego) jest w cytowanym wywiadzie więcej. W podobnym tonie była zresztą utrzymana niedawna wypowiedź w telewizji jakiegoś żydowskiego rabina (piszę: jakiegoś, bo nie zanotowałem jego nazwiska), który - powołując się na obowiązek respektowania wolności religijnej - również użalał się na obecną akcję protestów.

W obliczu tych i podobnych enuncjacji chciałoby się powiedzieć - jak dalece twardo brzmiałyby te słowa: przestańcie, panowie, zawracać głowę. Jeśli swoją swobodę religijną pojmujecie w taki właśnie sposób, róbcie to w swoich krajach, gdzie jest ona dozwolona i aprobowana (oazą niezmierzonej wręcz tolerancji religijnej jest np. Arabia Saudyjska i parę innych ortodoksyjnych państw muzułmańskich, gdzie nie wolno budować chrześcijańskich kościołów, a za wyznawanie religii katolickiej grozi więzienie). Natomiast w państwie, w którym żyjecie, macie obowiązek szanowania jego wielowiekowej tradycji prawnej i kulturowej, tej zaś praktyki, o jakich mowa, są obce. I nie ma ani jednego powodu, by z niej rezygnować w imię religijnych reguł, które z moralnego i humanitarnego punktu widzenia okazują się dla nas nie do zaakceptowania. A już oskarżanie z tego powodu innych o rasizm i nietolerancję to po prostu zwyczajne zagłuszanie (bo nie ogłuszanie przecież) bardzo istotnego z punktu widzenia humanitarnego problemu.

Posłużmy się pierwszym z brzegu przykładem. Czy, jeśli w niektórych państwach prawo dopuszcza kamienowanie niewiernych żon, my także mamy na to zezwalać? Czy jeśli immanentną część rytuałów religijnych jakiegoś afrykańskiego plemienia stanowi spożywanie ludzi - gdy jego paru przedstawicieli osiedli się na stałe w Polsce, powinniśmy się zgodzić na takie praktyki? Czy wzorem niektórych muzułmańskich systemów prawnych powinniśmy złodziejom obcinać ręce?

Nawiasem mówiąc, warto wiedzieć, o czym tak naprawdę mówimy, zwłaszcza że nawet w kwestii pryncypiów tworzących podwaliny poszczególnych religii (co notabene ma nas prawo nie obchodzić) w odniesieniu do sygnalizowanych problemów nie ma zgody. Jak czytamy w obszernym opracowaniu sporządzonym przez Fundację Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt - Viva!: Słowa Wielkiego Rabina dr Leopolda Steina świadczą o tym, że już w XIX w. istniały rozbieżności odnośnie uboju koszernego. Pisał on: „W mojżeszowym prawie religijnym nie znajduje się żadna wypowiedź, według której zabijanie zwierzęcia przeznaczonego na spożycie musiałoby odbywać się przez przecięcie szyi zgodnie z surowymi regułami szechity (uboju rytualnego), lub też zabronione byłoby spożywanie zwierzęcia, na którym tej czynności nie dokonano”. Był on prekursorem judaizmu reformowanego, który wraz ze swoimi odłamami zrzesza obecnie ok. 80% wyznawców judaizmu w Stanach Zjednoczonych. Natomiast Mohamed El-Mouelhy, przewodniczący Biura Certyfikacji Halal w Australii, twierdzi, że „zasady halal zezwalają na ogłuszanie przed ubojem.” Na terenie Australii ubój bez ogłuszenia jest zabroniony, a w przypadku uboju halal stosowane jest odwracalne oszołomienie zwierząt. Jak widać więc dyskusja na temat słuszności przeprowadzania uboju rytualnego bez ogłuszenia trwa nawet wewnątrz samych związków wyznaniowych. Wyznawcy tej samej religii potrafią prezentować całkowite odmienne podejście do tej kwestii. Niektórzy trzymają się kurczowo ustanowionych przez tradycję, a nie przez nakazy boskie, metod uboju, a inni wolą podążać za boskimi przykazaniami miłosierdzia wobec zwierząt.

Trzeba wyrazić szacunek i uznanie Prokuratorowi Generalnemu RP Andrzejowi Seremetowi (w kwestiach dotyczących okrutnego traktowania zwierząt wykazuje, nie po raz pierwszy wrażliwość i konsekwencję, m.in. poprzez formułowanie w tego typu przypadkach wytycznych pod adresem podległych prokuratorów) za to, że ministerialne rozporządzenie zezwalające na ubój rytualny, ze względu na jego niezgodność z obowiązującą ustawą, zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego. Nasze pełne poparcie wyrażamy również tym wszystkim organizacjom ochrony zwierząt, które zaalarmowały opinię publiczną, ujawniając, co dzieje się w polskich rzeźniach. I żadne oskarżanie o nietolerancję religijną nie jest w stanie tego stanowiska zmienić. To bowiem fundamentalna kwestia sumienia - któremu prawo ma obowiązek udzielać pomocy. Tym zaś, którzy próbują całą rzecz zwekslować na tory rzekomych prześladowań religijnych, warto przypomnieć postawę znanego żydowskiego pisarza i laureata Nagrody Nobla, Isaaca Bashevisa Singera (1902-1991), który, przyrównując los zabijanych i torturowanych przez człowieka zwierząt do Wiecznej Treblinki, całe życie przeciwstawiał się niehumanitarnemu ich traktowaniu, w tym także okrucieństwu rytualnego uboju, dla którego - jak uważał - żadna religia nie może stanowić usprawiedliwienia.

PS. Ze względu na wagę poruszonych w tej publikacji spraw wyjątkowo odstępujemy od wymogu uzyskania zgody redakcji na przedrukowywanie tekstów zamieszczonych w i zezwalamy na jej wykorzystanie przez media, a zwłaszcza inne tytuły prasowe, a także osoby, organizacje i rozmaite podmioty życia publicznego, które podejmują działania, mające na celu doprowadzenie do zakazu stosowania w Polsce uboju rytualnego. Przy okazji zaś polecamy uwadze kapitalny artykuł Jerzego Szygiela Ubój rytualny. Jak się ma polskie bydło zamieszczony na http://www.bibula.com/?p=57983. Koniecznie przeczytajcie tę publikację!

Marek Rymuszko
Nieznany Świat 9/2012

Numer bieżący



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.