Port wewnętrznego spokoju

Anna Ostrzycka
Marek Rymuszko

Aby w nim zacumować, niekiedy trzeba wcześniej odbyć dalekie podróże. I zyskać pewność, że najważniejsze jest to, co kreujemy w sobie z myślą o innych.

Proszę spojrzeć, jak tu pięknie. I tylko żal, że tak niewiele osób może to piękno podziwiać.

Stoimy na skraju rozległego uroczyska przytulonego do malowniczego jeziora. Wszystko wokół skrzy się w słońcu, a las i wrzosowisko toną w barwach nadciągającej właśnie jesieni. W pobliżu biegnie pięć turystycznych szlaków, które Ryszard Kornacki przez kilka lat mozolnie, dzień po dniu, wytyczał i znaczył na drzewach farbami. Zaprezentował je – wraz z całą okolicą – w  znakomitym, wypełnionym przyrodniczymi, ezoterycznymi i historycznymi ciekawostkami, a przy tym napisanym ze znawstwem i werwą bedekerze, którego póki co nikt nie chce wydać.

Główne działy bedekera Ryszarda Kornackiego to: przyroda, klimat, zwyczaje,wierzenia, ważniejsze wsie, język kaszubski,kuchnia kaszubska, pozytywne moce natury, pogoda i ważniejsze telefony. W książce znajdują się m.in. opisy wielu miast i wsi ujęte w postaci dziesięciu tras samochodowych nie tylko dla Kaszub, ale i Kociewia oraz Warmii. W części turystycznej czytelnik znajdzie między innymi opis pięciu tras spacerowych po Szemudzkim Parku Przyrodniczym, wszystkie atrakcje Trójmiasta, włącznie z wyjątkowo interesującą historią Gdańska, oraz opisy takich ciekawostek, jak fokarium w Helu, ruchome wydmy w Łebie, zamek krzyżacki w Malborku, kaszubski skansen we Wdzydzach, megalityczne kręgi w Odrach, akwedukt będący skrzyżowaniem dwóch cieków wodnych we Fojutowie, domek stojący do „góry nogami" w Szymbarku, czy też nowo odkryte miejsce grobu Mikołaja Kopernika we
fromborskiej katerze i dziesiątki innych najciekawszych miejsc tego regionu Polski.

Bo turyści i wczasowicze wolą podobno nieodległe morze.
Bo się nie opłaca.
Bo w gminie i w gronie potencjalnych edytorów brak zainteresowania tą inicjatywą.

Jesteśmy nad Jeziorem Czarnym w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, na obrzeżach Szemudu. Miejsce nosi nazwę Lesôki, a na leżąca do emerytowanego kapitana żeglugi wielkiej Ryszarda Kornackiego i i jego życiowej partnerki Elżbiety Bieńko-Kornackiej posiadłość – w konkursie "Piękna wieś 2000" w kategorii posesji nierolniczej została uhonorowana pierwszym miejscem w gminie Szemud i powiecie wejherowskim oraz czwartym w całym województwie pomorskim.

Na liczącym 3 tysiące metrów kwadratowych terenie stoi piękny dom, a tuż obok przeznaczona dla turystów kaszubska chata, zwana checzą, z kominkiem i tarasem. W bogato iluminowanym ogrodzie przyciąga wzrok piramida zdrowia, w której można się zrelaksować i doładować energetycznie, a nieopodal gospodarze zbudowali kamienny krąg mocy. Całości dopełnia galeria obrazów Elżbiety Bieńko-Kornackiej z ich przykuwającymi uwagę duchowymi przesłaniami.
I jest coś jeszcze: pięknie wyrzeźbione życie dwojga ludzi, których połączyła duchowość oraz zakodowana w nich od zawsze tęsknota do Natury.

*

Poznaliśmy się - i zaprzyjaźniliśmy - dzięki ogłoszeniom zamieszczanym od wielu lat w Nieznanym Świecie, w których zachęcają
do odwiedzenia Lesôków i oferowanej przybyszom checzy. W krótkim i z natury rzeczy zwartym inseracie nie mogą przekazać nawet setnej części tego, co by chcieli. Więcej informacji można znaleźć na ich stronie internetowej www.lesoki.pl oraz folderach, gdzie czytamy m.in. Nikt nie jest w stanie przesądzić, która z pór roku okazuje się tu najpiękniejsza. Czy zielona wiosna rozbrzmiewająca śpiewem ptaków i nocnymi koncertami żab, czy gorące lato pełne motyli, świetlików i soczystych jagód.  Kolorowa jesień barwiąca się leśną tęczą liści, a może cicha zima ze skrzypiącym śniegiem i trzaskającym kominkiem. Aby jednak w pełni zrozumieć, o czym mówimy, trzeba do Lesôków pojechać; zobaczyć to wszystko na własne oczy. I poznać Ryszarda Kornackiego oraz Elżbietę Bieńko-Kornacką osobiście. Dopiero wówczas bowiem pojmiemy, z jak niezwykłymi ludźmi mamy do czynienia.

Po zawinięciu do portu

Ryszard KornackiON: dziś 75-latek, urodzony w Bydgoszczy. Ojciec - inżynier budowy parowozów, poeta i krytyk teatralny, matka – polonistka.
Od najwcześniejszych lat zadbali o duchowy rozwój syna, obwożąc go po całej Polsce. Część II wojny światowej spędzili na Uralu, a później w Karsznicach koło Sieradza, gdzie ojciec był maszynistą kolejowym. Po wojnie - już jako wysoki urzędnik kolejowy - nadal dbał o należyte wykształcenie syna, który ukończył Wydział Nawigacyjny Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni. Został kapitanem żeglugi wielkiej, obejmując dowódcze stanowiska na bardzo wielu polskich i zagranicznych statkach. Poznał 96 państw świata (w niektórych bywał ponad 100 razy), co skrupulatnie wykorzystywał w codziennych zapiskach dotyczących wiedzy na  temat religii, kultury, ciekawostek geograficznych i przyrodniczych, jakie prowadził z myślą o swoich załogach. Po przejściu na emeryturę zamieszkał w lesie na kaszubskich Lesôkach przy Jeziorze Czarnym koło wsi Szemud w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, gdzie po dokładnym zapoznaniu się z historią i ciekawostkami tego regionu postanowił wszystko to spisać w bedekerze przeznaczonym nie tylko dla turystów, ale również mieszkańców, a zwłaszcza bibliotek szkolnych.

Elżbieta Bieńko-KornackaONA: z zamiłowania naturoterapeutka (masażystka ze specjalizacją – masaż polinezyjski Ma-uri Oranui), z wykształcenia magister ekonomii po Uniwersytecie Gdańskim. Obecnie studiuje w Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Specjalizuje się w malarstwie "energetycznym", stosując własną technikę kodowania energii kosmicznej. Energia promieniująca z jej obrazów
to głównie biel, indygo, niebieski, fiolet, a więc kolory radiestezyjne mające największą wartość leczniczą. Uprawia jogę i qigong. Maluje techniką akwareli, pastelami, akrylem i olejem na płycie lub na płótnie. Prowadzi również warsztaty malarskie na Uniwersytecie Trzeciego Wieku w Rumi i w Wejherowie. Odrębną dziedziną jej twórczości jest ludowe malarstwo na szkle. Ulubiony motyw prac stanowią Madonny z Dzieciątkiem. Stworzyła własną postać Pani Lesôków - Madonny Lesôckiej. Miała kilkadziesiąt wystaw zbiorowych i sześć indywidualnych w Gdyni, Wejherowie i Rumi. Od wielu lat pisze poezje; w 2008 roku wydała tomik
Między Niebem a Ziemią.

Piramida zdrowiaZ tekstu folderu-zaproszenia na wieczór autorski Elżbiety Bieńko-Kornackiej: Jako mała dziewczynka śniła o dziwnych, latających maszynach i przemieszczała się nimi (…) w przestrzeniach nieba. Rysując portrety znajomych i nieznanych jej osób na podstawie fotografii Mamy wyciągniętych ze starego kuferka, nigdy nie przypuszczała, że nazwą ją "malarką Duszy". Dzisiaj w swoich ezoterycznych obrazach szybuje marzeniami w przestrzeniach Kosmosu. A droga do spełnienia bywa długa i trudna. Przebrnęła przez wszystkie etapy żony i matki: szkoła, studia, zupełnie nie o tym kierunku, jaki pragnęła, urodzenie i wychowanie dzieci w mieście… Aż przyszedł czas ponownych narodzin. Zaczęła życie od nowa – w lesie, z przyrodą wdzierającą się do zgłodniałego serca i umysłu. Po licznych kursach i nauki pracy z energiami zaczęła je czuć i zapragnęła namalować…, pokazać świat energii nieznanej, niewidzialnej, ale dotykalnej – jakże pięknej w swojej tajemnicy. Gdy masowała pacjentów, czyniąc to z miłością, intuicyjnie czuła siły opiekuńcze, anielskie – i takie właśnie chciała oddać w obrazach. Czuła też, że dotyka istoty boskości i tajemnicy życia. Stąd na jej obrazach Chrystus Kosmiczny i Madonny o pięknych obliczach, Madonny z Dzieciątkiem, macierzyństwo – od poczęcia do urodzenia oraz poszukiwanie tajemnicy życia i śmierci nieodwołalnie wpisanej w los każdego człowieka.

Kamienny krąg mocy w LesokachONI: portret zbiorowy. Poznali się, gdy Ryszard Kornacki w latach dziewięćdziesiątych zszedł już na ląd i zaczął pracować w biurze Polskich Linii Oceanicznych, gdzie Elżbieta była ekonomistką. Szybko odkryli w sobie bliźniacze dusze, a po ślubie zaczęli szukać portu, do którego będą mogli zawinąć, by wspólnie budować zręby dalszego życia.
Tak trafili na polanę w Lesôkach nad Jeziorem Czarnym, gdzie przez kilka lat wznosili dom i urządzali własną magiczną posiadłość, w której duchowość harmonijnie koegzystuje z materią uosabianą przez Naturę ze wszystkimi jej barwami i metafizycznymi kodami.
Aha, jest coś jeszcze, co ich połączyło. Oboje byli Czytelnikami Nieznanego Świata. Od lat, nieomal od początku, bo tematyka poruszana na łamach naszego miesięcznika od zawsze ich pasjonowała.

Od popołudniówki nr 21 do pełni życia

Kapitan Kornacki dysponował sprawnym piórem. Zdolność tę, zapewne odziedziczoną po matce, wykorzystywał już wtedy, kiedy pływał po morzach i oceanach, zawiadując wielkimi statkami należącymi do PLO. W opatrzonym datą 22 lipca 1989 r. biuletynie Głos marynarza, wydrukowanym na Atlantyku na wysokości równika (dodatkowa adnotacja stanowiąca część winiety: Popołudniówka, nr 21 (ostatnia), wydanie specjalne, zapisał: M/S Gdańsk II, ro-rowiec, jeden z największych statków Polskich Linii Oceanicznych zaliczony do tzw. "wielkiej czwórki PLO" kończy swoją 25 podróż z Europy do Australii i z powrotem. To jednocześnie setna podróż statków ro-ro, a zarazem ostatnia "Gdańska II", bowiem wszystkie cztery statki zostały odsprzedane. Tak więc po sześciu latach sześciu miesiącach i dwóch tygodniach pływania pod polską banderą MS „Gdańsk II” po otrzymaniu nowego imienia "Jolly Roso" zmieni banderę przypuszczalnie na włoską.

Magiczne uroczysko nad Jeziorem CzarnymA dalej następują już oszałamiające liczby pobudzające wyobraźnię. Długość jednostki z opuszczoną rampą: 238 metrów, zanurzenie 9,5 m, powierzchnia ładunkowa czterech pokładów 12.400 m kwadratowych (sic!), ładowność 1400 kontenerów
+ 110 samochodów + 1000 ton ładunku płynnego, moc silnika głównego (7 cylindrów) 23.450 KM, średnie zużycie na dobę
słodkiej wody 18 ton, załoga: 35 osób (to tylko kilka wybranych parametrów spośród ich długiej listy). W trakcie 25 podróży MS Gdańsk II zużył 105.876 ton paliwa (pojemność 2.117 cystern kolejowych, czyli 42,3 pociągu), śruba kolejowa obróciła się 263 miliony 727 tysięcy razy, wyprodukowano 44.020.000 kilowatogodzin energii elektrycznej (co wystarczyłoby dla gospodarstw domowych 20-tysięcznego miasta w przeciągu 5 lat), wymieniono ponad 12 tysięcy przepalonych żarówek i świetlówek, zużyto 42.862 tony (857 cystern kolejowych - 17 pociągów) słodkiej wody, zjedzono ok. 56 ton mięsa i jego przetworów, drobiu oraz ryb, 63,5 tony ziemniaków, makaronu, ryżu i kaszy, prawie 100 ton warzyw i owoców oraz 167 tysięcy 400 jaj, wypito 153 tony soków, piwa, pepsi, kompotów, mleka i wody mineralnej. Statek zawijał do 28 portów 403 razy, 45 razy przepłynął Kanałem Sueskim, 5 razy okrążał Afrykę w rejonie Przylądka Dobrej Nadziei. W samym Melbourne był 44 razy, a łącznie przebył jeden
milion 225 tysięcy 304 km, czyli – jak obliczył kapitan Kornacki – pokonał odległość równą trzydziestokrotnemu obiegnięciu Ziemi na równiku. Jego najdłuższa podróż trwała 107, a najkrótsza 78 dni. Przewoził w tym czasie ładunki odpowiadające ponad 25 tysiącom wagonom, czyli przeciętnie 506 pociągom (po 50 wagonów każdy) o łącznej długości 408,7 km, a więc tyle, ile wynosi odległość z Gdyni do Częstochowy w linii prostej. W tym czasie na statku udzielono 4520 razy pomocy lekarskiej i wysłano ok. 6750 telegramów oraz teleksów. Jednostka była wyposażona w dwa radary i tylko w 6 komputerów oraz mikroprocesorów do prowadzenia nawigacji (pamiętajmy, o jakich latach mówimy; era komputerów była dopiero przed nami), a wszystkie te fantazyjne dane ilustrują historyczne zdjęcia statku.

Jak pan to wszystko obliczył i ile to zabrało czasu? – pytamy nie bez oszołomienia Ryszarda Kornackiego.
Na morzu czas płynie inaczej – odpowiada. – To dobra okazja do różnego rodzaju podsumowań i refleksji.

Magiczne uroczysko nad Jeziorem CzarnymW imponującej, jeśli chodzi o jej gabaryty, edycji opatrzonej tytułem Polskie Linie Oceaniczne – Album Floty 1951-2011 (kredowy papier, mnóstwo archiwalnych zdjęć, autorzy: Krzysztof Adamczyk, Jerzy Drzemczewski, Bogdan Huras, wydawca: Porta Mare – Pomorska Oficyna Wydawniczo-Reklamowa), w której nazwisko dzisiejszego gospodarza Lesôków przewija się wielokrotnie, widnieje dedykacja: Panu Kapitanowi Ryszardowi Kornackiemu – jednemu z głównych twórców potęgi wielkich (do 1985 r.) Polskich Linii Oceanicznych z najlepszymi życzeniami…

W ich do domowym sztambuchu jedna z osób podziwiających obrazy Elżbiety Bieńko-Kornackiej napisała: To piękne i poruszające, co Pani tworzy. Trudno od tych fas cynujących prac oderwać wzrok. W swoich zapiskach na temat okolicy, która stała się dla niego w życiu portem docelowym, Kornacki zanotował: Chcąc to niezwykłe uroczysko przybliżyć przybyszom, przemierzałem je (i oswajałem) dwa lata. Ciągle też nie tracę nadziei, że uda mi się przekazać innym jego mistykę. Elżbieta Bieńko-Kornacka w wierszu Kim jestem?, który znalazł się w wydanym przez nią własnym sumptem tomie Między Niebem a Ziemią:

Maleńka kropeczka we Wszechświecie,
Okruszek, drobinka,
Miotana przeciwnościami losu,
Zdana na łaskę żywiołów.
To ja.
Dlaczego nic nie wiem, nic nie rozumiem?
Dlaczego ciągle ciskam się, walczę?
Mars z Plutonem milczy?
Wenus uśmiecha się zdradziecko!
Coś nie gra,
Struny gitary drżą niemelodyjnie.
Boże, spójrz i popraw,
Proszę!

Domownicy z okolicy

Lucidreams? Jeden z trójki czworonożnych domowników. W tle obraz Elżbiety Bieńko-KornackiejWażne miejsce w ich życiu zajmują, jakże by inaczej, zwierzaki. Wszystkie przygarnięte, kochane - i odwzajemniające okazywaną im miłość. Koteczka Fifi, głucha i ślepa starowinka, trafiła pod dach Kornackich w 1995 roku, przyniesiona o 7-ej rano przez mocno podchmielonego dekarza (jak mówi kapitan: – Do dzisiaj nie wiem, czy on był jeszcze podpity, czy już był "w stanie wskazującym").

Sunię Wiki wzięli z gdyńskiego Ciapkowa (jak nazywane jest tamtejsze schronisko). Było to pierwszego stycznia przed czterema laty, kiedy Elżbieta Kornacka doszła do wniosku, że skoro od śmierci ich ukochanej złotej cocker-spanielki minęło pół roku, można uznać to za koniec żałoby (Wikunia jest niezwykle wdzięczną i bardzo zdyscyplinowaną sunią).

Natomiast Koteczek pojawił się Lesôkach przed trzema laty, meldując się w checzy u agroturystów. Gospodarze nawet myśleli początkowo, że z nimi przyjechał.
Oni jednak zmieniali się, a on pozostał. Do domu wejść nie chciał, sypiając w kartonie pod dachem drewutni. Dopiero, gdy
ostatni goście wyjechali we wrześniu, krok po kroku, za pomocą kawałków mięsa i miski mleka udało się go zwabić do środka.
Przy okazji – podczas wizyty u wejherowskiego weterynarza – okazało się, że jest to koteczka, która jednak nadal pozostała
Koteczkiem. – To klasyczna powsinoga – objaśnia kapitan Kornacki. – Chodzi ze mną i Wiki na leśne spacery, natomiast późnym
wieczorem szybko reaguje na moje wołanie z tarasu i wraca na nocleg do domu.

Z różdżką i wahadłem na bezkresnych oceanach

Litania
Do Matki Boskiej Lesôckiej - Królowej Leśnej Ciszy
Chroń las przed nawałnicą i niszczycielską dłonią
– Matko Boska Lesôcka.
Chroń też przed ogniem zamieszkałe gniazdka, dziuple i norki
– Królowo Leśnej Ciszy.
Dbaj o wodę w ruczajach i o wiewiórcze orzeszki
– Matko Boska Lesôcka.
Darz ludzi tu pracujących i modlących się za innych
– Królowo Leśnej Ciszy.
Naprowadź zbierające dzieci na leśne runo
– Matko Boska Lesôcka.
A te zbłąkane wyprowadż z kniei do domu
– Królowo Leśnej Ciszy.
Naucz wszystkich kochać miodny zapach wrzosów
– Matko Boska Lesôcka.
I pięknookie sarny, stukające dzięcioły i kolorowe zięby
– Królowo Leśnej Ciszy.
Naucz każdego miłować puchate sowy i migające świetliki
– Matko Boska Lesôcka.
I głośno modlące się kosy, czerwoną jarzębinę i spadające szyszki
– Królowo Leśnej Ciszy.
Naucz wszystkich cenić wszelkie motylki i pierzchające jaszczurki
– Matko Boska Lesôcka.
I wschody słońca i wieczorne mgły zwiastujące porę modłów do Ciebie
– O Pani! Królowo Leśnej Ciszy.
(Dolinka i Źródełko ŚWIĘTEJ RODZINY w meandrach Gościciny
na kaszubskich Lesôkach k/Szemudu)
Autor: Ryszard Kornacki

Znaczącym instrumentem poznawania rzeczywistości w życiu kapitana Kornackiego okazała się radiestezja.

Zaprzyjaźnił się z nią o wiele wcześniej, nim zszedł na ląd. Czytał poświęconą tej dziedzinie wiedzy literaturę, później zaczął uczęszczać na kursy i wykłady w Gdańskim Towarzystwie Radiestetów. Gdy okazało się, że ma wrażliwość radiestezyjną, za czął własne doświadczenia i eksperymenty na tym polu, a w 2008 r. wydał (podobnie jak jego małżonka również własnym sumptem) broszurę Zarys radiestezji w praktyce (stosowanie różdżki i wahadła). Dzieli się w niej osobistymi przemyśleniami i spostrzeżeniami, które wykorzystał m.in. przy wyznaczaniu w ogrodzie miejsca pod piramidę zdrowia i kamienny kromlech – krąg mocy. Do końcowej części tej pracy załączył fragmenty zamieszczonego przed laty w Nieznanym Świecie artykułu księdza Arcybiskupa Bolesława
Pylaka Moje hobby – radiestezja i bioenergoterapia oraz późniejszego wywiadu z księdzem Arcybiskupem w naszym miesięczniku zatytułowanego Niewiedza jest niebezpieczna ( nr 1 z 2008 r.). Sam – a było to na Południowym Oceanie Indyjskim 19 sierpnia 1985 r. – zanotował:
Nie należy przeceniać własnych zdolności i umiejętności – dobre wyniki pojawiają się dopiero po kilku latach ćwiczeń

  • W radiestezji nieznane są pojęcia „musi”i „na pewno” – zamiast nich należy używać „chyba” i „być może”
  • Trzeba zawsze pamiętać o częstym (prawie ciągłym) odpromieniowywaniu różdżki, wahadła, biometru, mapy i siebie
  • Nie należy innej osobie udostępniać swoich instrumentów radiestezyjnych – obce promieniowanie zakłóca pracę wskazań
  • Wahadło nie powinno dotykać żelaza
  • Każde mentalne pytanie lub polecenie musi zawsze być krótko, ale dokładnie sprecyzowane. To nie jest jakieś magiczne zaklęcie, lecz (…) wewnętrzne nastawienie się na wybraną częstotliwość promieniowania i może być ono dowolne, ale wyrażone z rozmysłem,a nie klepane jak formułka
  • Mentalne nastawienie się należy ponawiać raz po raz, bowiem przy małej wprawie dość często ono ulatuje i nie osiąga się oczekiwanych rezultatów
  • Przed i po pracy radiestezyjnej (czasami nawet w czasie jej trwania)powinniśmy uzupełniać brakujące wibracje przez doładowanie się
  • Unikajmy pracy zielenią ujemną ze względu na jej wyjątkową szkodliwość
  • Specjaliści twierdzą, że bez przesz kody dla zdrowia można pracować tylko 10 minut dziennie
  • Alkohol, kawa, zdenerwowanie, zimno i napięte mięśnie całkowicie utrudniają lub wręcz uniemożliwiają otrzymanie zadowalających wyników.

Więc – z jednej strony – bezkres oceanów i przemierzającego wzdłuż i wszerz chłodnicowce,drobnicowce, pojazdowce, bananowce, kontenerowce i semikontenerowce, jakimi do wodził,a z drugiej – pochylony nad mapami kapitan żeglugi wielkiej z różdżką i wahadełkiem, za pomocą których poznał świat niewidzialnych energii. Szczególna, jedyna w swoim rodzaju koniunkcja, którą, rzec można, idealnie pointuje taka oto myśl Thomasa Lewisa: Jedyna prawda naukowa, do której jestem absolutnie przekonany, to to, że cała nasza wiedza o naturze jest głęboką niewiedzą.

Głową w mur

Penetrując dzień po dniu region, w którym osiadł, odwiedzając liczne archiwa i biblioteki, zgromadził unikatowe materiały, jakie zawarł w swojej książce Kaszubskie Lesôki i okolice – bedeker. Faktologiczne bogactwo tej edycji, która od 11 lat szuka wydawcy, uzupełniają informacje dotyczące pozytywnych mocy Natury oraz tego, jak czerpać z jej zasobów. Także cenne porady zdrowotne wykorzystujące rady i wskazówki renomowanych autorów różnych książek (cytowane za ich wiedzą i zgodą). Całość tworzy niepowtarzalny przewodnik, który dla turystów mógłby stanowić bezcenne źródło wiedzy. Nie bez racji profesor Jerzy Tarasiewicz z amerykańskiej Florydy po zapoznaniu się z efektami pracy Ryszarda Kornackiego napisał: …to wyjątkowa książka. NIC DODAĆ, A TYM SAMYM UJĄĆ.

Źródełko Świętej Rodziny w meandrach Gościciny. Obok krzyża zainstalowana przez Ryszarda Kornackiego tabliczka z litanią do Matki Boskiej Lesockiej - królowej Leśnej CiszyNiestety, trudno oprzeć się wrażeniu, że wysiłek autora, podobnie jak wcześniej wytyczone przez niego szlaki i własnoręcznie ustawione w szczególnie urokliwych miejscach szemudzkiego uroczyska ławeczki, nie obchodzą tych, którzy powinni ów trud wesprzeć i docenić. Wprawdzie były wójt gminy Szemud, wielki entuzjasta turystyki, zadeklarował finansową pomoc w wydaniu bedekera, ale nie zdążył już tego uczynić, gdyż urząd objął ktoś inny, a nowe władze nie są sprawą zainteresowane. Na dorocznym zebraniu mieszkańców Szemudu przekazano informację, że zarząd gminy wydał w 2009 r. na cele turystycznej promocji 300 (słownie: trzysta złotych), a Kornacki, który zrzekł się za swoje dzieło honorarium autorskiego, traktując własną pracę w kategoriach misji, w liście do kolejnego potencjalnego wydawcy bedekera napisał z goryczą: Kiedy wytyczyłem i oznakowałem pięć szlaków wiodących przez najpiękniejsze okolice Szemudu, ustawiłem ławeczki z kaszubskimi napisami „Szemudzki Park Przyrodniczy – Urząd Gminy Szemud”, mimo pisemnego zaproszenia na otwarcie, wójt nie zjawił się na grillu zorganizowanym w sobotni wieczór w moim ogrodzie. I tak to toczy się do dziś.

Spełnienie

Mimo gorzkich niekiedy doświadczeń Elżbieta i Ryszard Kornaccy są ludźmi spełnionymi. Dzięki Lesôkom i temu, co dziś robią, uważają, że ich obecne życie nabrało nowego, głębokiego sensu. A nam, gdy przed opuszczeniem Lesôków po raz kolejny z nimi rozmawiamy, przychodzą na myśl słowa Andrzeja Szmilichowskiego: Im człowiek starszy, bardziej utwierdza się w przekonaniu, że tym, co naprawdę w nim przetrwało, są marzenia.

Zdjęcia: Marek Rymuszko

Kontakt z Ryszardem i Elzbieta Kornackimi: 84-217 Szemud, ul. Czarna Dabrowa 15
tel./fax: 58 676-16-97, kom. 698-038-332, www.lesoki.pl, mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Obrazy Elzbiety Bienko-Kornackiej mozna obejrzec wchodzac na:
www.youtube.com/watch?v=UTWQk63gEgw (cz.5)

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.