Moje seanse z Leonorą Piper

Moje seanse z Leonorą Piper
Richard Hodgson
Oficyna Wydawnicza RIVAIL, Warszawa 2015

Historia, o której opowiada ta książka, wydarzyła się w czasach, gdy zainteresowanie zjawiskami parapsychicznymi (obserwowanymi głównie w kontekście rozwijającego się ruchu spirytystycznego), sięgnęło swego apogeum. Fakt ten zaowocował powołaniem naukowego stowarzyszenia, które postawiło sobie ambitne zadanie zbadania fenomenów, z jakimi dotąd stykano się głównie podczas nieformalnych spotkań na salonach towarzyskich.

W 1882 r. Henry Sidgwick, Frederic Myers, Edmund Gurney oraz Arthur i Gerald Balfour założyli w Anglii Society for Psychical Research. Byli to szanowani uczeni z Cambridge (filozof, filolog klasyczny, psycholog oraz robiący karierę w polityce bracia, z których jeden miał zostać w przyszłości premierem). Pracę Towarzystwa charakteryzował intelektualny rygor, stosowanie podczas badań metod naukowych oraz publicznie deklarowany sceptycyzm. Wkrótce (1885) za oceanem powstał amerykański odpowiednik tej organizacji, której prezesem został znany psycholog i filozof William James.

I to właśnie ten naukowiec (a mówiąc ściślej – jego teściowa) odkrył medium, które w literaturze przedmiotu do dziś uchodzi za jedno z najwybitniejszych w całej historii parapsychologii. Leonor Piper, bo o niej mowa, dysponowała talentem, który objawiał się uzyskiwaniem bardzo konkretnych informacji od osób zmarłych. Profesor James H. Hyslop, który pojawiał się na jej seansach w masce ukrywającej twarz, zdołał porozumieć się z czwórką swych nieżyjących krewnych, co przekonało go do prawdziwości teorii spirytystycznej. Podsumowując własne przemyślenia na ten temat, stwierdził: Dowody zmuszają nas do uznania daru pani Piper. Muszę wierzyć, że faktycznie rozmawiałem ze zmarłymi krewnymi, bo takie wyjaśnienie jest najprostsze.

James, pragnąc rzetelnie zbadać przypadek amerykańskiego medium, poprosił o pomoc Richarda Hodgsona, który w tym czasie zasłynął jako demaskator oszukańczych działań Heleny Bławatskiej w Adyar w Indiach. Zastosowane przez niego środki kontroli jeszcze dziś wywołują wrażenie. Na panią Piper nakładano areszt domowy, sprawdzano jej prywatną korespondencję, a wynajęci przez Hodgsona detektywi śledzili ją dzień i noc. Podobno Richard potrafił przez wiele godzin stać na ulicy w śnieżycy i obserwować okna jej domu – Leonor i jej niezwykły dar stały się jego obsesją.

W 1889 roku Amerykanka przybyła do Europy, gdzie w brytyjskim SPR poddano ją jeszcze dokładniejszym testom. Co istotne, nikt nigdy nie przyłapał jej na kłamstwie czy oszustwie. Przyparty do muru Hodgson ostatecznie wyznał, że po raz pierwszy w swej karierze musi skapitulować: najwyraźniej pani Piper jest autentycznym medium i nie da się podważyć jej wiarygodności!

Książka Moje seanse z Leonorą Piper to reprint wydania z 1897 roku. Tom opatrzył wstępem znawca tematu, autor pracy Duchy czy nieznana siła?, Marcin Stachelski. Dostajemy zatem do rąk pozycję zawierającą opis trwających wiele lat badań jednego z najzdolniejszych mediów w historii, które – co jest niezwykle rzadkie – nawet nie upierało się, że faktycznie utrzymuje kontakt z duchami. W wielu wypowiedziach Piper podkreślała, iż równie prawdopodobnym wyjaśnieniem jej casusu mogłoby okazać się paranormalne wnikanie do umysłów innych ludzi, czyli telepatia. Fascynująca historia z zaskakującą puentą, której rozmyślnie tu nie zdradzimy.

Recenzja: Nieznany Świat 10/2016

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.