Mordercza gumowa kaczka

Mordercza gumowa kaczka. Jak toksyczne środki, którymi się na co dzień stykamy, wpływają na nasze zdrowie.
Rick Smith, Bruce Lourie
Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2010

Żyjemy, zwłaszcza jeżeli chodzi o mieszkańców krajów wysoko rozwiniętych, w warunkach luksusu i obfitości, które nigdy nie były tak powszechne. Jednak postęp i wygoda mają swoją drugą, mniej przyjazną stronę medalu – zdają się mówić autorzy tej książki, kanadyjscy biolodzy i zarazem aktywni działacze w sferze ochrony środowiska. Ta druga strona to nieprawdopodobna rozmaitość związków chemicznych pochodzenia przemysłowego, z którymi stykamy się na co dzień, i to w sposób nieunikniony – co, niestety, nie jest obojętne dla naszego zdrowia.

Mordercza gumowa kaczka (tytuł ostrzejszy niż oryginalny Slow Death by Rubber Duck) to przystępnie napisany raport o wybranych spośród dziesiątek, siedmiu grupach substancji – od ftalanów, poprzez rtęć i teflon, aż po bisfenol (BPA) – przedstawiający ich rozpowszechnienie w przedmiotach codziennego użytku, kosmetykach, zabawkach (patrz tytuł), pokarmach, wodzie, a nawet powietrzu, oraz ich negatywnym, udowodnionym przez badaczy, wpływie na nasze organizmy. Oto cena, jaką płacimy za życie w higienicznym otoczeniu, gotowe dania za sklepów, atrakcyjne pachnidła itp.

Smith i Lourie nie pozwalają czytelnikowi się nudzić. Przez ponad 350 stron wspólnie z nimi śledzimy m.in. opisywane nie bez poczucia humoru eksperymenty, jakimi poddawali się osobiście, aby określić stopień narażenia w codziennym życiu na ryzyko wchłonięcia rozmaitych toksyn, zwieńczone skrupulatnymi badaniami krwi i innych płynów ustrojowych, dowiadując się przy tym o drogach, którymi prezentowane substancje dostają się do naszych ciał. Autorzy prezentują też kampanie naukowe i społeczno-polityczne podejmowane (często z sukcesami) w Północnej Ameryce w celu wyeliminowania lub przynajmniej ograniczenia produkcji i handlu ryzykownymi towarami. Przy okazji stykamy się z postaciami zaprzedanych Wielkiej Chemii naukowców, lobbystów i propagandystów, w obronie korzystnego dla nich status quo stosujących nieraz chwyty poniżej pasa. Godny uwagi jest zwłaszcza rozdział Bakteriofobia, sygnalizujący wszechobecną w nowoczesnym społeczeństwie szamotaninę pomiędzy zagrożeniem ze strony drobnoustrojów (co jest od dawna znanym faktem), a ryzykiem nadużywania substancji bakteriobójczych (co dopiero ostatnio niektórzy zaczęli sobie uświadamiać). Najbardziej praktyczna okazuje się końcowa sekwencja Detoks, instruująca, co należy uczynić, aby ograniczyć narażenie się na kontakt z toksynami w naszym otoczeniu oraz tym, co zjadamy i wypijamy (dotyczy to zwłaszcza dzieci, których organizmy reagują na nie znacznie silniej).

Praca Kanadyjczyków świetnie wypełnia lukę pomiędzy hermetycznymi pracami naukowymi i opasłymi podręcznikami toksykologii, a rozproszonymi informacjami o chemicznym ryzyku, jakie docierają do nas poprzez telewizję, publikacje prasowe czy internetowe, okazyjne ulotki i broszury. Szkoda tylko, że polski wydawca (któremu zresztą należą się gratulacje, podobnie jak grafikowi, za przewrotnie dowcipną okładkę) nie zamieścił aneksu przedstawiającego stan zagrożenia ze strony wymienionych substancji oraz prowadzonych w tej sferze badań na rodzimym podwórku. A może będzie to dobry temat na odrębną książkę?

Recenzja: Nieznany Świat 11/2011

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.