Cwał, szelest, ból i trauma

Zdaję sobie sprawę, że ten tekst nie wszystkim się spodoba. Nic na to nie poradzę.


Marek Rymuszko

Dwunastego kwietnia „przypadkowo” (słowo to piszę w cudzysłowie, gdyż na gruncie metafizyki w takich sytuacjach mówi się o zjawisku synchroniczności, a kto chce zgłębić ów wątek, polecam lekturę artykułu Krystyny Kruczyńskiej Trzecie oko kota Schrödingera w nr. 10 z ubr. oraz książkę Kirby’ego Surprise’a Efekt synchroniczności, wydaną w 2013 r. przez białostockie Illuminatio), w odstępie godziny, na dwóch różnych kanałach telewizyjnych wyemitowano reportaże, w których główną rolę zagrały konie należące, by tak rzec, do krańcowo odmiennych światów.

Pierwszy z nich w bloku TVN Czarno na białym nakręcił Wojciech Bojanowski, który pojechał z kamerą nie tylko stadnin koni arabskich w Janowie Podlaskim i Michałowie, lecz także najdroższych stajni świata (Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska, Katar). Drugi, zaprezentowany w TVP w cyklu Ekspres Reporterów był dziełem Aleksandry Grabowieckiej i pokazał codzienność Przystani Ocalenie w Ćwiklicach pod Pszczyną, którą prowadzi dobrze znany Czytelnikom , jako że placówce tej od kilkunastu lat patronujemy medialnie, Dominik Nawa.

W Stadninie Al Aryam Arabians w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich biegający po bieżni, która okala plac wybiegowy dla koni, facet szeleści torbami z folii. Robi tak - jak objaśnia - po to, by straszyć araby, gdyż je to pobudza, a im bardziej są pobudzone, tym lepiej się poruszają.

W przytulisku w Ćwiklicach pokazany obiektywem kamery stary, straszliwie wyniszczony koń Urban, który trafił tam pod koniec zeszłego roku, z trudem stawia nogi, tak ma je powykręcane od wieloletniej ciężkiej pracy.

Gwiazda aukcji koni arabskich, warta 2,6 miliona złotych klacz Pistoria Źródło: www.pdireofpoland.plW arabskich stadninach, o których jakże zajmująco opowiada menedżerka jednej z nich, Miriam Wichmann, udzielająca wywiadu na tle widocznych na horyzoncie i wyrastających wprost z pustynnego piasku luksusowych wieżowców, ważniejszy od szelestu foliowych toreb jest szelest pieniędzy. Mamy tu bowiem do czynienia z nieprawdopodobnie dochodowym biznesem, w którym konie są środkiem pozyskiwania i pomnażania fortun. Spośród powszechnie zachwalanych na świecie polskich arabów pan Michael van Den Eisken ze stadniny Al Zobair Stud kupił np. klacz Pistorię za 2,6 miliona złotych, a należąca do Shirley Watts 16-letnia klacz Amra, która padła 2 kwietnia, była warta półtora miliona złotych; o połowę mniej niż Preria, jaka pożegnała się z życiem, w połowie marca. Ona również należała do żony perkusisty Rolling Stonsów, Charliego Wattsa. Na szczęście obie były wysoko ubezpieczone. Mimo to Watts zapowiedziała wystąpienie przeciwko stadninie w Michałowie z pozwem, usprawiedliwiając się, że To nie jest kwestia pieniędzy, tylko zasad. Natomiast wartość Pianissimy, która nieoczekiwanie padła w ubiegłym roku (co, jak wiadomo, było jedną z przyczyn odwołania w atmosferze skandalu dyrektorów stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie), szacowano na 12 milionów złotych.

Ile warta jest kilkunastoletnia klacz Tina, pasąca się na łące w Przystani Ocalenie, nie wiadomo, gdyż nikomu nigdy nie przyszło do głowy, by ją wycenić. Gdy trafiła do przytuliska, gdzie spędziła – i nadal spędza – swoje najlepsze, szczęśliwe lata, miała skręcony kark.

Arabom z bliskowschodnich stadnin systematycznie wykonuje się zabiegi kosmetyczne uwydatniające ich urodę. M.in., jak objaśnił w reportażu TVN, filmowany podczas tego rodzaju czynności specjalista, aby oczy sprawiały wrażenie większych, ich okolice są podgalane maszynką. – Musimy robić tak, by wyglądało naturalnie - wytłumaczył dziennikarzowi, z dumą prezentując efekt swojej pracy.

Arbiter z Przystani Ocalenie, uratowany pod koniec 2002, jest ogierem angloarabem, który z powodu niedowładu tylnych kończyn został potraktowanym jako „odpad hodowlany”. Jego długotrwałe leczenie było możliwe dzięki ofiarom zebranym od ludzi dobrej woli. Żyje do dziś, a kalectwo nie przeszkodziło mu w wieloletnim radosnym bytowaniu w przytulisku, gdzie zaprzyjaźnił się z niewidomym Arlanem.

Pokazy koni arabskich, co rejestruje beznamiętnie obiektyw kamery, obserwują spoceni z emocji szejkowie i sekundujący im zachodni milionerzy, dla których są one źródłem pomnażania niewyobrażalnych majątków.

Przystań Ocalenie: wykupiona od właściciela, który ją bił i przeznaczył na rzeź, IskierkaW Ćwiklicach pod Pszczyną każdą złotówkę, jaka wpływa na konto Fundacji, liczą z drżeniem serca, a jednocześnie nadzieją, czekając na coroczny bilans 1 procenta, uwzględnionego w PIT-ach.

Koszt podróży araba, który ma zostać wystawiony na aukcji, nierzadko sięga 100 tysięcy złotych.

Konie z Ćwiklic, uratowane z transportów śmierci często w ostatniej chwili, przewożone są do przystani bukmanką, ciągniętą przez wysłużony i często psujący się samochód, który po polskich wyboistych drogach prowadzi Dominik, gdyż tylko on ma do tego uprawnienia.

Ludzie zajmujący się końmi arabskimi - tu, tam, wszędzie - tworzą funkcjonujący z dawien dawna zwarty biznesowy układ. Dyrektorzy stadnin sprawują kierownicze funkcje w międzynarodowych organizacjach, a także pełnią rolę sędziów w trakcie odbywających się na całym świecie pokazów, wymieniając się rolami.

Dominik Nawa i jego współpracownicy nie pozwalają dosiadać koni, którymi się opiekują. Często zresztą nie byłoby to w ogóle możliwe wskutek ich długotrwałego wyniszczenia pracą i fizycznej niesprawności.

W bliskowschodnich stadninach oprócz facetów biegających w kółko z szeleszczącymi foliowymi torbami po to, by ogiery i klacze bały się, a przez to lepiej poruszały (cytat dosłowny), nie ma prawa przebywać żadne inne zwierzę.

W Przystani Ocalenie oprócz koni są psy, koty, lisy, krowy oraz inne domowe stworzenia odebrane właścicielom wskutek okrutnego traktowania, albo uratowane w następstwie dramatycznych wydarzeń. Radosna suczka Swietka, poruszająca się za pomocą wózeczka, straciła tylne łapy podczas działań wojennych na Ukrainie, a Łapa trafiła do Ćwiklic po amputacji tylnej nogi w schronisku dla bezdomnych zwierząt, gdzie została pogryziona przez inne psy. W jaki natomiast sposób stracił część pyska biały psiak Kobang, nie udało się ustalić. Prawdopodobnie stało się tak wskutek wybuchu rzuconej ludzką ręką petardy.

Na konferencji prasowej aktualny nominat polityczny skierowany na posadę ministra rolnictwa, który skompromitował się wcześniej prowadzoną po amatorsku i na oślep wymianą kadr w polskich stadninach, sugeruje, że do śmierci arabskich klaczy mogły przyczynić się osoby trzecie (co później okaże się brednią). W tym czasie w przytulisku w Ćwiklicach, VIVIE i innych organizacjach prozwierzęcych próbują zbilansować efekty interwencji na osławionych targowiskach w Skaryszewie i Bodzentynie, gdzie handlarzom brutalnie traktującym konie oraz bydło nie przeszkadzają nawet telewizyjne kamery, ani obecność "osób trzecich".

Klacze ze stadnin arabskich otoczone są pieczołowitą opieką weterynarzy, a zwłaszcza końskich położników. Pobiera się od nich corocznie cztery zarodki, a rozmnażanie zazwyczaj odbywa się metodą in vitro. Źrebaki często rodzą surogatki, podczas gdy biologiczne matki są nadal eksploatowane na wybiegach. Wszystko ma tu swoją cenę: liczy się wygląd głowy, szyi, tułowia oraz nóg, a także sposób, w jaki koń się porusza.

W Przystani Ocalenie, gdzie - włącznie z finansowanymi przez nią pensjonatami - przebywa ok. 400 zwierząt, opiekunowie z każdego udanego porodu cieszą się jak dzieci. Tak było np., gdy w marcu ub.r. w przytulisku przyszła na świat pokazana w telewizyjnym reportażu kobyłka Lilli.

W arabskich stadninach - co w telewizyjnym reportażu jeden z rozmówców powiedział wprost - niczego nie powierza się naturze.

W Przytulisku pod Pszczyną okupiona często niewysłowionym cierpieniem i bólem, podeptana przez człowieka i matrix Natura odzyskuje swój etyczny wymiar.


 

Artykuł pojawił się w numerze 7/2016 (397)

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.