Bayer, pani Bronia i my

z rozstrzelanymi przez ministra środowiska bażantami i zakamuflowaną opcją niemiecką w tle.


Marek Rymuszko

Zostaliśmy zdemaskowani. Wydaje nas BAYER, z tym, że nie jest do końca jasne, czy chodzi o koncern produkujący aspirynę, czy klub sportowy z Monachium. W ostatnim przypadku zgubiłaby się wprawdzie gdzieś ostatnia literka (Bayer/n), ale to w sumie przecież detal. Najważniejsze, że wyszło wreszcie szydło z worka.

Tak w każdym razie twierdzi pani Małgorzata Kołczykowska (nie wiemy bliżej, kto zacz), która po opublikowaniu na kilku portalach internetowych i Facebooku fragmentów mojego artykułu z nr. 6 Rzeź zasad o duchowym patronie myśliwych, ministrze profesorze Janie Feliksie Szyszce, który strzela w lesie do wszystkiego, co się rusza, a wiosną urządził masakrę wypuszczonych z klatek i podprowadzonych mu pod lufę bażantów, skomentowała całą rzecz na naszym FB, przede wszystkim podjęła zaś działania uświadamiająco-wychowawcze w stosunku do swojej znajomej, czytelniczki NŚ pani Broni. Uczyniła to w taki sposób, że wyjęła jej z ręki egzemplarz Nieznanego Świata i pokazała na odwrocie, że właścicielem czasopisma jest BAYER właśnie, dzięki czemu Pani Broni natychmiast otworzyły się oczy, a jednocześnie poszerzyła świadomość. Na zwróconą przez innych uwagę, że Nieznany Świat od początku, tj. od 27 lat firmuje polski wydawca (którym jesteśmy my sami), pani Małgosia z urazą odrzekła: A to ciekawe, że znalazłam w szpalcie tę nazwę… czyżby kolejne kłamstwo. Jak będę u p. Broni zrobię zdjęcie i Wam pokażę jako dowód, bo sama myślałam, że to Axel Springer. Dodam, że zapis wymiany rzeczonych refleksji zamieszczamy na str. 27 w ramce pod koniec tekstu, a niepoprawianie błędów ortograficznych tudzież innych wypowiedzi pani Małgosi nie jest zemstą z naszej strony, lecz stanowi konsekwencję medialnej zasady, zgodnie z którą redakcja nie ingeruje w formę komentarzy, jakie ukazały się bezpośrednio na FB (zobacz oryginalny post*).

To jest rozrywka marginesu społecznego. Ustawiane polowanie, czyli zabijanie hodowanych, zdezorientowanych zwierząt jest dobitnym dowodem na troglodytyzm myśliwych, którzy uzależnieni są od przyjemności samego zabijania i uzależniają od tego swoje dzieci. (Prof. Andrzej Elżanowski, zoolog i bioetyk z Uniwersytetu Warszawskiego)

Ważniejsze okazuje się coś innego. Pani Bronia pokazała pani Małgosi Nieznany Świat, którym była zachwycona, ale już zachwycona nie jest, bo zobaczyła na własne oczy na odwrocie, że wydaje nas niemiecki BAYER. To, że żaden BAYER nas nie wydaje i nigdy nie wydawał, a rzeczonej informacji o edytorze w piśmie nie było i być nie mogło, nie jest istotne, bo pani Małgosia widziała tę informację na własne oczy i, jak będzie u pani Broni, zrobi stosowne zdjęcie, a następnie pokaże je jako dowód. Nieprzyjemnie zaskoczona reakcją innych osób na wyssaną z palca informację, zadaje też, nie bez urazy, pytanie: Czyżby kolejne kłamstwo?, przy czym nie do końca wiadomo, do kogo je adresuje: do redakcji, czytelników czy do siebie. Najważniejsze, że zrobi zdjęcie, dzięki czemu nasze wiarołomstwo zostanie udokumentowane. Niewykluczone, że odezwie się też pani Bronia, przyznając, iż notę o Bayerze jako wydawcy NŚ początkowo przeoczyła i dopiero pani Małgosia wyprowadziła ją ze stanu nieświadomości.

Czy warto zajmować się takimi bzdurami? Otóż warto, gdyż uświadamiają one, jak łatwo wypuścić w sieć idiotyczny fake news, czyniąc to bez żadnej odpowiedzialności za słowo i wmawiając komuś, że jest wielbłądem, a jego zaprzeczenie traktując jako kolejną manipulację. Wygląda też na to, że w przypadku niektórych użytkowników Internetu takie nakręcanie spirali absurdu stało się metodą poprawy własnego samopoczucia i budowania patriotycznej tożsamości.

Jednak cała rzecz nie sprowadza się tylko do didaskaliów, gdyż inny z czytelników zwrócił z kolei uwagę, że w parlamentarnej debacie nad wnioskiem o odwołanie Jana Szyszki (nazywanego nie bez racji ministrem dewastacji środowiska) broniąca go pani premier Beata Szydło bezpardonowo zaatakowała wszystkich krytykujących profesora myśliwego (a więc także pośrednio i nas), nazywając ich postępowanie działaniem nieodpowiedzialnym i hucpiarskim. Natomiast podczas konferencji, jaka odbyła się w Toruniu pod auspicjami Radia Maryja z udziałem kilku tysięcy leśników oraz myśliwych pod hasłem Jeszcze Polska nie zginęła – wieś zabierający w jej trakcie głos ksiądz profesor Tadeusz Guz z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego nazwał ekologów zielonymi nazistami (sic!), zaś dyrektor Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski (cytat za Wirtualną Polską) uświadomił, że Filary, na których opiera się suwerenność naszej ojczyzny – Kościół, leśnictwo, rolnictwo i łowiectwo pozostają zintegrowane, a wszelkie próby rozbrojenia tych filarów skończą się tragicznie. Można by co prawda zastanawiać się, w co i w jakim celu uzbraja się filary w postaci Kościoła, leśnictwa i rolnictwa (bo myśliwi są uzbrojeni z natury rzeczy), jednak znów nie czepiajmy się detali. Najważniejsze, by przeciwnicy myślistwa na zawsze stulili pysk, a najlepiej zostali położeni pokotem.

- Tradycje łowieckie mam wyssane w mleku matki; - Polowanie to najbardziej humanitarny sposób pozyskiwania pożywienia pochodzenia zwierzęcego. (Z oświadczeń ministra środowiska, myśliwego, prof. nauk leśnych Jana Feliksa Szyszki)

Ale i to nie wszystko Ale i to nie wszystko, gdyż internetowy serwis informacyjny Oko.press przytacza słowa duszpasterza leśników (zatrudnionego etatowo przez Lasy Państwowe), księdza Tomasza Duszkiewicza, który miał powiedzieć, że osoby krytykujące myślistwo nie są Polakami. Jeśli taka wypowiedź rzeczywiście miała miejsce, zaskoczenie faktem, że jakiś ksiądz nie tylko błogosławi na co dzień myśliwych, lecz, jak słychać (w co nie chce się nam wierzyć), sam jest jednym z nich, wydaje się przejawem głębokiej naiwności.

Tak oto materializują się światy równoległe, zupełnie inne niż te, o których pisaliśmy niedawno w pasjonującym trzyodcinkowym cyklu Piotra Cielebiasia ( nr 9-11 z 2016 r.). Światy antynomiczne względem siebie, na stylu których fakty zmagają się z urojeniami, prawda ściera się raz po raz z kłamstwem, a myśliwi – jak dowiedzieliśmy się przy okazji Dnia Ziemi – są największymi obrońcami przyrody, a zwłaszcza zwierząt i autentycznymi, nie jedynie farbowanymi ekologami. Nieprzypadkowo więc to oni właśnie zdominowali ostatnie obchody Dnia Ziemi na warszawskim Polu Mokotowskim, co stało się przyczyną zbojkotowania tej imprezy przez niektóre organizacje obrony praw zwierząt.

Prawo łowieckie nie zabrania polowania na zwierzęta wypuszczone z klatek, to samo zbiór zasad etyki opracowany przez Polski Związek Łowiecki. (Diana Piotrowska, rzeczniczka PZŁ)

Puszcza Białowieska natomiast – o czym usłyszeliśmy ostatnio od wykładowcy firmowanej przez Radio Maryja Wyższej Szkoły Komunikacji Społecznej w Toruniu, profesora Jana Feliksa Szyszki – na listę Dziedzictwa Przyrodniczego UNESCO została wpisana podstępnie i w sposób pozaprawny, o czym powiadomiono już organy ścigania. Mnie zaś nie pozostaje w tej sytuacji nic innego, niż odwołanie się po raz kolejny do sentencji, którą swego czasu podzieliłem się z czytelnikami Nieznanego Świata: Niektórym wydaje się, że mówią, podczas gdy w rzeczywistości wydają z siebie tylko dźwięki.


Artykuł ukazał się w numerze 9/2017 (321)

* Z przykrością informujemy, że pani Kołczykowska, w reakcji na krytykę jej słów przez innych komentujących, zniknęła z naszych stron na Facebooku, usuwając swoje wpisy o Bayerze. Zarchiwizowaliśmy je jednak dla potomności.

W sprzedaży



Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Więcej informacji w Polityce prywatności.