Rozwój ważniejszy od życia? Rozwijasz się, czy żyjesz? Zabawne pytania, prawda?
Otóż odpowiedź na nie wcale nie jest oczywista. W czasach, w których duchowe samodoskonalenie ma coraz więcej zwolenników/wyznawców, wiele osób szuka drogi rozwoju, korzystając z różnych dostępnych form i ofert, zatracając niejednokrotnie kontakt z realnym życiem. Mnogość kursów, warsztatów, praktyk i uzdrowicieli może przyprawić o zawrót głowy. Niektórzy biegają od jednej ceremonii do drugiej, nierzadko bez podstawowej refleksji: Po co właściwie to robię? Jaki jest mój cel? Co to ma mi przynieść?
Te pytania są ważne, ponieważ ścieżka wzrostu duchowego nie powinna odrzucać zwyczajnej ludzkiej egzystencji ani traktować jej jako czegoś gorszego.
Warto więc siebie zapytać: Czy mój rozwój służy mojemu życiu, czy mnie od niego oddala?
Czy potrafię rozmawiać z ludźmi, którzy się nie rozwijają?
Czy naprawdę lubię swoje życie, czy raczej uciekam od niego w duchowość?
Takie pytania pozwalają sprawdzić, jak podchodzimy do naszej świadomości, do jej kształtowania, czy pielęgnujemy nie tylko ducha, ale też umysł i ciało.
Niewątpliwie rozwój sam w sobie może być fascynujący. Zgłębianie wiedzy bywa przyjemnością, a nawet pasją. Zdarza się jednak, że przysłania nam to rzeczywistość, oddziela nas od ludzi, wzmacnia nadmierną krytykę siebie lub staje się formą uzależnienia.
W tym artykule nie krytykuję powyższych zachowań, lecz próbuję zwrócić uwagę na zjawiska całkowicie naturalne, powszechne, nierzadko stanowiące część drogi wiodącej do mądrości. Pragnę też pobudzić Czytelnika do refleksji i otworzyć przestrzeń do osobistej interpretacji, bez jakichkolwiek sugestii.
Jak powiedział Eckhart Tolle: Jeśli praktyki duchowe stają się sposobem na uniknięcie życia, na ignorowanie emocji i relacji, to nie prowadzą do prawdziwej wolności.
Przesłona rzeczywistości
Ucieczka od odpowiedzialności za własne życie może przybrać maskę pracy nad sobą. W miejsce decyzji pojawia się niekończąca się analiza, poszukiwanie przyczyn w poprzednich wcieleniach, traumach czy ukrytych energiach. Przeżywanie trudnych emocji zastępuje uzdrawianie tych stanów, a rozwiązywanie konfliktów i problemów w relacjach – ucinanie toksycznych ludzi, zwanych też wampirami energetycznymi. Nie oznacza to, iż ktoś nie ma szkodliwego wpływu na nasze życie bądź nie przekracza naszych granic, a raczej to, że nie każdy trud jest problemem duchowym. Czasem jest po prostu częścią ludzkiej kondycji. Codzienną okolicznością, która ma prawo się wydarzyć. Nie każde przykre zdarzenie jest lekcją i nie każda relacja ma nam służyć. Nie musimy znać metafizycznego powodu pojawienia się danego doświadczenia, by podjąć decyzję, jak chcemy się do niego ustosunkować.
Dalsza treść jest płatna
Czytaj bez ograniczeń
Odblokuj treści(najczęściej zadawane pytania). Jeśli dokonałeś już doładowania, kliknij w przycisk „Wykup dostęp” i potwierdź odblokowanie artykułu.



