Na terenie Bliskiego Wschodu znajdują się góry, które pamiętają odwieczną ciszę, lecz jednocześnie nurzają się w zgiełku broni i dźwięczą echem śmiercionośnych eksplozji. To Góry Libanu – ich pasmo rozciąga się wzdłuż wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego na długości ok. 160–170 km, osiągając wysokość 3 088 m
To dzięki nim Liban zawdzięcza swoją nazwę, która oznacza dosłownie biały kraj. Została mu ona nadana prawdopodobnie przez plemiona semickie, migrujące z głębi Azji. Na widok ośnieżonych szczytów, nieznanych w pustynnych rejonach kontynentu, koczownicy skojarzyli je z tym, co było dla nich podstawą pożywienia – mlekiem.
Hermon – góra święta i przeklęta
Od zarania dziejów pasmo gór Liban porastały bujne lasy cedrowe, wspominane wielokrotnie w Biblii. Na skutek prowadzonej przez wieki rabunkowej gospodarki zostały ich jedynie resztki, objęte ochroną w kilku rezerwatach. Z ich zboczy widać mieniące się w słońcu wody Morza Śródziemnego i żyzne, czekoladowe ziemie Doliny Bekaa, odgrodzonej od reszty kontynentu łańcuchem gór Antylibanu.
Nad południowymi krańcami obu tych masywów wznosi się niezwykła, tajemnicza i wzbudzająca grozę Góra Hermon. Geograficznie należy ona do Antylibanu jako jego najwyższy szczyt. Ze względu na swoją wysokość (2 814 m n.p.m.) i położenie na granicy trzech państw – Izraela, Syrii i Libanu – ma strategiczne znaczenie militarne, dlatego jest polem napięć między tymi krajami.
Góra Hermon była ośrodkiem kultu od wczesnej starożytności. Jej nazwa pochodzi prawdopodobnie od semickiego słowa oznaczającego coś świętego i niedostępnego. Fenicjanie uważali, że ich główny bóg Baal miał na niej swój tron, z którego rządził światem. Ruiny licznych świątyń, pozostałości po cywilizacjach, które tu kwitły, świadczą religijny charakter regionu.





