Nad rzeką Moskwą w stolicy Rosji stoi olbrzymi kompleks mieszkalny, który otacza aura grozy oraz tajemnicy. Wielu jego mieszkańców zostało aresztowanych i rozstrzelanych na rozkaz Józefa Stalina. Straszą tam podobno duchy ofiar komunistycznych represji i zdarzają się niewyjaśnione zjawiska paranormalne. Jest to jeden z najsłynniejszych nawiedzonych budynków w całej Federacji Rosyjskiej
Jego współcześni mieszkańcy narzekają na przygniatającą i mroczną atmosferę. Opowiadają o dziwnych dźwiękach, które dobiegają nie wiadomo skąd. Słyszą nieraz jakieś tajemnicze kroki, skrzypienie drzwi, płacz, szepty i krzyki, widzą półprzezroczyste, mgliste sylwetki, majaczące gdzieś w korytarzach. Powiadają, że w tym domu same zatrzymują się zegary, windy same jeżdżą, i nie wiadomo skąd rozlega się muzyka, przeważnie stare szlagiery z lat 30. XX w. Kiedyś jedną z lokatorek prześladował poltergeist. Gdy zbadano dzieje jej mieszkania, okazało się, że w czasach stalinowskich rozstrzelano wszystkich mieszkańców tego lokalu. Być może pokutują tam ich dusze?
Idealne miejsce do życia?
Chodzi o Dom na Nabrzeżu przy ul. Sierafimowicza 2, na Wyspie Błotnej na rzece Moskwie. Stoi on naprzeciwko Kremla. Jest to olbrzymi, wielopiętrowy kompleks mieszkalny zbudowany specjalnie dla bolszewickiej elity w latach 1927–1933, według projektu Borysa Jofana, ulubionego architekta Stalina.
Całość wraz z wewnętrznymi podwórzami zajmuje powierzchnię około 3,3 ha. Do połowy lat 50. XX w. był to najwyższy budynek mieszkalny w Moskwie. Składa się z ośmiu części o różnej liczbie pięter (od 8 do 10), jest tam 25 klatek schodowych i 505 mieszkań różnej wielkości. Zgodnie z utopijnym pomysłem bolszewików budynek ten miał być idealnym, wzorcowym miejscem do mieszkania w całym ZSRR.

Mieszkańcy Moskwy wiedzieli jednak od wieków, że nie jest to dobre miejsce do życia. W dawnych czasach ta okolica była uważana za przeklętą. Budziła strach i grozę. Wierzono, że można tam spotkać różne duchy i demony. Niegdyś było to miejsce kaźni pospolitych przestępców i rozbójników. Za cara Iwana Groźnego właśnie tam stał dom przywódcy opryczników (carskiej gwardii, pierwowzoru policji politycznej) Maluty Skuratowa, którego pseudonim wziął się stąd, że bardzo lubił obdzierać ludzi ze skóry. W piwnicach jego siedziby znajdowały się pomieszczenia dla więźniów oraz izby tortur. Powiadają, że w tym miejscu od wieków ukazywały się duchy zamęczonych przez niego ludzi, a także zjawa samego Maluty, który wprawdzie zginął w czasie wojny w Inflantach, ale podobno powraca na miejsce swoich zbrodni.
Legenda miejska mówi, że do budowy fundamentów tego domu użyto płyt nagrobnych ze znajdującego się w pobliżu cmentarza przy cerkwi świętego Mikołaja Cudotwórcy i że to też ma wpływ na panującą tam aurę grozy. Cały kompleks zasiedlono w początkach lat 30. XX w. Z początku zamieszkali tam wysocy urzędnicy cywilni i wojskowi oraz członkowie partii, zasłużeni weterani wojny domowej, a także gwiazdy literatury, teatru, kina czy estrady. Stało się tak dlatego, że po rewolucji październikowej władze ZSRR przeniosły stolicę kraju z Piotrogrodu do Moskwy. Przeprowadziła się tu także elita władzy, potrzebująca luksusowych mieszkań. A lokale w tym budynku zaprojektowano ogromne, z wysokimi sufitami, gipsowymi stiukami oraz dębowymi parkietami. Było tam centralne ogrzewanie, zimna i ciepła woda, gaz, elektryczność, telefony, trzy rodzaje wind, a także łazienki (z oknami!). Budynek funkcjonował na zasadzie hotelu, gdyż lokatorzy otrzymywali całe wyposażenie mieszkań, łącznie z pościelą, ręcznikami i nakryciami stołowymi. Bardziej zasłużonym mieszkańcom przydzielano również służącą, będącą na etacie NKWD, która donosiła na swoich chlebodawców. W kompleksie znajdowały się poczta, przychodnia lekarska, biblioteka, żłobek, przedszkole, pralnia, stołówka, sklep, kort tenisowy, kasa oszczędnościowa i kinoteatr.





