Niektóre zdarzenia wracają po latach z siłą, której wcześniej nie sposób było przewidzieć. Dotyczy to chociażby historii, zainicjowanej przez artystkę Agnieszkę Kurant. W 2008 r. realizowała projekt, którego osią był fikcyjny egzemplarz gazety The New York Times – numer z przyszłości z datą 29 czerwca 2020 r.
Gazeta zdawała się być normalną płachtą zadrukowanego papieru, ale druk w niej był specjalny. Znikał pod wpływem ciepła dłoni, a powracał, gdy temperatura otoczenia stawała się niższa. Można powiedzieć, że słowa, zdania, ilustracje ujawniały się i gasły. Jakby sama rzeczywistość była warunkowa, zależna od perspektywy i temperatury… spojrzenia.
Na potrzeby tego artystycznego projektu pani Agnieszka poprosiła mnie o wizję przyszłości. Zgodziłem się. Skupiłem się i mówiłem to, co pojawiało się w mojej głowie. W pewnym momencie padły słowa: Kojarzy pani katastrofę generała Sikorskiego w Gibraltarze? Dojdzie do podobnego wypadku. Zginie cały rząd. Brzmiało to jak political fiction lub scenariusz sensacyjnej powieści. I zdanie to zostało włączone do owej gazety, jako jeden z elementów numeru z przyszłości.
Dwa lata później wydarzyła się katastrofa w Smoleńsku. Zginął urzędujący prezydent Lech Kaczyński z małżonką, najwyżsi dowódcy wojskowi, przedstawiciele elit państwa, a także ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. Państwo doznało wstrząsu, który do dziś pozostaje bolesnym punktem w zbiorowej pamięci.
Kiedy szok minął, kilka osób wróciło do słów, które wypowiedziałem na potrzeby projektu pani Kurant. Czy coś zostało przewidziane? A może raczej odczytane z warstwy rzeczywistości, której na co dzień nie dostrzegamy?
Nie twierdzę z niezachwianą pewnością, że człowiek może swobodnie zaglądać w przyszłość. Jednak coraz częściej mam poczucie, że czas nie jest prostą linią, lecz rodzajem skomplikowanej struktury. Być może przypomina krajobraz – rozległą przestrzeń, po której poruszamy się krok po kroku. Widzimy tylko fragment drogi, a przecież cała trasa to również zakręty, przepaście i punkty kulminacyjne. Ale my ich nie dostrzegamy, nie jesteśmy w stanie, gdyż natura świata jest taka, iż są one dla nas przesłonięte.
Filozofia od dawna mierzy się z problemem determinizmu. Jeśli każde zdarzenie ma przyczynę, to czy istnieje przypadek? Współczesna fizyka pokazuje, że materia w ogromnej części jest pustką, a to, co uznajemy za trwałość, to konfiguracja energii i informacji. Jeśli informacja stanowi fundament świata, to może przyszłość jest jednym z jej stanów – jeszcze nieodsłoniętym, lecz obecnym w strukturze całości?
Projekt pani Kurant miał wymowną symbolikę. Druk znikał pod wpływem dotyku. To tak, jakby przyszłość nie pozwalała się uchwycić. Gdy próbujemy, rozpływa się. A jednak czasem coś prześwituje – w przeczuciu, w obrazie, w wypowiedzianym mimochodem zdaniu.
Wielokrotnie ostrzegałem ludzi przed zdarzeniami, które nadchodziły. Bywali przygotowani, a mimo to wchodzili w doświadczenie, jakby było ono nie do ominięcia. To nauczyło mnie prawdziwej pokory. Być może życie nie polega na unikaniu wydarzeń, lecz na ich przeżywaniu. To tak, jakby każdy z nas miał do zrealizowania pewien zakres doświadczeń, które kształtują świadomość.
Nie chodzi o karę czy nagrodę. Raczej o proces dojrzewania. Katastrofy, spotkania, utraty i sukcesy tworzą strukturę sensu, choć my widzimy jedynie jej fragment. Z perspektywy jednostki coś może wydawać się absurdem. Z perspektywy wyższej może być elementem koniecznym.
Historia z gazetą nie jest dla mnie dowodem ani powodem do triumfu, ale pytaniem. Jeśli fikcja potrafi dotknąć realnych zdarzeń, to może wyobraźnia nie jest ucieczką od świata, lecz jednym z narzędzi jego poznania? Może przeczucie to moment, w którym świadomość styka się z zapisem, który już istnieje?
Nie wiem, czy przyszłość została zapisana w sposób absolutny. Wiem jednak, że świat rzadko sprawia wrażenie, iż rządzi nim czysty przypadek. Zbyt wiele zdarzeń splata się w kompozycję przypominającą scenariusz. A my jesteśmy w nim nie tylko aktorami, lecz także współtwórcami tonów, intencji i postaw.
Może właśnie to jest klucz: nie pytanie, czy wszystko zostało ustalone, lecz jaką świadomość wnosimy w to, co i tak musi się wydarzyć. Jeśli świat to scenariuszowy zapis, nasze życie jest sposobem jego odczytywania. I tylko czasem, w szczególnych okolicznościach, możemy zajrzeć o kilka stron dalej.





