
Witold Gombrowicz powiedział w jednym z wywiadów, a ja zawsze uważnie czytam, co mówi Gombrowicz, że nie wie, co to jest JA, ale określa to sobie jako wolę bycia tym, kim jest. Nie wiem jak komu, ale mnie to leży
Moje pisanie jest bardziej stwierdzeniami niż poszukiwaniami i tak już pewnie pozostanie. Dręczy mnie trochę bezsens tego, co robię. Tęskniłbym – gdyby to było możliwe – do pisania inaczej i o czym innym, gdyż tak, jak jest, to trochę kamieniołomy.
Można by próbować opisać, co się dzieje naprawdę. Można, ale jakby się człowiek nie wysilał, będzie to zawsze dowolne i mało prawdziwe. Spoglądamy zawsze w kierunku końca, chcemy wiedzieć, jak się skończy. Gdybym zaprzestał kierowania się tym motywem i wiedział od razu, uniknąłbym wielu przykrości, ale życie stałoby się wtedy pogodną i nudną obojętnością.
W Boga można wierzyć tylko wtedy, kiedy nie żąda się od niego gwarancji, że istnieje. Właściwie można wierzyć i nie wierzyć jednocześnie. Nie chcieć niczego, nie oczekiwać żadnych gwarancji, żadnej umowy lojalności, w ogóle niczego. Myślę sobie, że to mogłoby być najbliższe prawdy o Bogu. Gdyby mi się udało przeprowadzić taką operację niechcenia niczego, czy byłbym szczęśliwy? Nie wiem, ale szczęśliwy nie jest tu szczęśliwie dobranym słowem.
Życie rozgrywa się właściwie tylko w ludzkiej pamięci. W splocie połączeń, w chaotycznym kłębowisku impulsów i bezodblaskowych mikroelementów. Jesteśmy zależni od sprawności maszyny mózgowej, czym więc są nasze rozpacze, szczęścia, nostalgie, euforie, jeśli nie pobłyskami wśród niezliczonych anonimowych połączeń?
Potrafię pozbywać się siebie. Ale tylko na jakiś czas, na krótką chwilę. Całkowicie dobrowolnie przestawiam zwrotnicę i nie jestem już nigdzie popychany ani do niczego namawiany, bo nie jestem. To tylko chwile, nie zawsze miłe, ale niezapomniane.
Takie duchowe przebieżki cieszą mnie dziś nie tak jak kiedyś. Jestem bardziej umiarkowany i niejedno bawi mnie już mniej niż wprzódy, jednak daję sobie jakoś radę. Niestety gorzej mi idzie z zagospodarowaniem tradycyjnych prawd. Dochodzi wówczas do buntu, co kończy się niekoniecznie kontrolowanym dryfowaniem.
Powraca też, co przyjmuję z umiarkowanym ukontentowaniem, myślenie metafizyczne. Nie cieszy, bowiem jest możliwe, że ja, ja-dusza, mogę być tylko lustrem, w którym odbija się wszystko, co fizyczne, co materialne, a to nie brzmi dobrze.
Pomimo wszystko, mimo kłopotów i zniechęceń, zajmujących i mniej ciekawych historii, wszystko to w sumie daje poczucie, iż jeszcze można żyć, że się chce żyć, i tym optymistycznym… zakończę szeroko znanym, pokrętnym pytaniem: Jeśli Bóg stworzył wszystko, kto stworzył Boga? Odpowiem równie pokrętnie: Nikt! Bóg jest istnieniem!
Zaprawdę powiadam wam, Jego nieokreślona tajemniczość to najprawdziwszy z prawdziwych akt sztuki.
Kabuki
Potrzeba oczyszczenia: szklanka herbaty: kalejdoskop chcenia: sosny, wrzosy, piaski: zachód słońca nad Nacka: niesnaski
Gdyby Grekiem był, czciłby stare drzewa. Pielgrzymowałby do świętych dębów i wróżył z szelestu liści, co ma się stać i jak ma postępować, by życiu się poszczęściło, choć wiedział, że stanie się, jak stać się ma, i będzie, jak ma być. Gdzie podział się chłopiec? Wyruszył za wcześnie po przygodę i przekroczył granice. Które granice? Wszystkie.
Blisko naznaczone szlaki: splot krzyżowych dróg: był tym, co wszystko może: co wysyła znaki wprzód: skąd przybyć: co brać: przyjezdnym gorzej.
Młodzieńcem napisał wiersz Smutek drzew, ale nie zapamiętał nic, prócz smutku. Racje nie były mu problemem, czuł bowiem pogodę ducha i znał intensywność chwili. Ech, co tam, nic nie jest naprawdę, tylko księżycowe fantasmagorie budzą się, trudzą, nudzą.
Umiejętności: potencje: odczuwanie możliwości: życie wyzbyte z nudy: długa droga wprzódy: proszę z nami: ucztowanie z łotrami: przecinanie losowi drogi: za wysokie progi: teatr chorej dekadencji: rezonans tkanek nerwowych: spektakl słabej frekwencji: usiłowanie dążenia do jedności: policzenie stanów osobowych gości.
Ocalenie z obłędu: wartości cudzysłowem pisane: pęknięcia czystości nad ranem: nieprzejrzystość brudu: oczekiwanie cudu: mitologia bezkompromisowości: tęsknota za tęsknotą: kwit za kwitem: dość ci.
Z niczego nic nie będzie: los sam się przędzie: wina i kara: imponująca para.
dPN
andrzej.szmilichowski@gmail.com





