Tytuł czasopisma Nieznany Świat rozumiem jako kwintesencję odpowiedzi na pytanie, gdzie leżą granice rzeczywistości
Między słowami: nieznany i świat dostrzegam pozorną sprzeczność, która prowokuje do myślenia. Zacznijmy od świata. Czym jest? Na pierwszy rzut oka odpowiedź jest oczywista: Rozejrzyj się! To, co widzisz, to jest właśnie świat. Ten stół, te drzewa na horyzoncie, te gwiazdy… Czy trzeba komukolwiek tłumaczyć, czym on jest? W takim razie, co znaczy nieznany? Czy nie przeczy ono tej definicji? Skoro nieznany, to rozglądamy się i tego czegoś nie dostrzegamy. Czy mamy do czynienia z oksymoronem? Dla mnie raczej z zachętą do poszerzenia granic świata i zawarcia w ich obrębie tego, co większość zalicza do fikcji. Słowem, chodzi o korektę granic poznania, o przesunięcie ich tak, jak to robimy przy każdej wyprawie. Mam na myśli tych, co lubią podróże i przygodę. Czy dotrzemy do tej granicy? To chyba byłby początek najnudniejszego rozdziału w historii ludzkości.
Wszystko to, co napisałem, układa się w mojej głowie we względnie spójny obraz. Chcemy poszerzyć granice rzeczywistości? Super! Naukowcy też to robią. A właściwie w większym lub mniejszym stopniu wszyscy to robimy. Predestynuje nas do tego
olbrzymi płat czołowy
w naszym mózgu. Ale też rodzi się we mnie pytanie: co to są te granice? Czy one istnieją naprawdę? A jeżeli tak, to jak one wyglądają? Najbardziej intryguje mnie, jakiej są one szerokości. Czy jest to cieniutka linia, jak nakreślona ołówkiem? A może jest ona tak rozległa, że w ogóle granicy nie przypomina. Moja intuicja podpowiada, że to drugie jest bliższe prawdy. Jak to rozumiem bez szczególnych narzędzi badawczych czy filozoficznych?
Oto kilka argumentów:
Mam wrażenie, że gdyby ta granica była cienka, nie miałaby żadnej wartości poznawczej, bo albo leżałaby poza naszym zasięgiem, a wówczas szukanie jej mogłoby zakończyć się jedynie porażką, albo jest w naszym zasięgu. No, ale wtedy wszyscy bylibyśmy zgodni co do jej położenia i natury. A zatem nie istniałby nieznany świat.
Doświadczenie pokazuje nam trzecią alternatywę: w rzeczywistości
ta granica przypomina tęczę
której istnieniu nikt nie zaprzecza, dotknąć jej jednak nie sposób. Ale czy to znaczy, że nie warto wyruszać w poszukiwaniu źródeł tęczy? Czy nie warto marzyć o skarbach tam ukrytych? Czy nie warto poświęcić trochę swojego życia na takie wyprawy? Gdyby nie było warto, nie powstałyby ani baśnie, ani legendy, ani mity, nie przekazywalibyśmy sobie niczego ważniejszego niż: zielony ręcznik leży na górnej półce, słowem – nie bylibyśmy sobą. Nie oglądalibyśmy filmów, nie czytalibyśmy książek, najprawdopodobniej nawet nie potrafilibyśmy marzyć. A to, jacy jesteśmy, nasza natura, z pewnością mieści się w granicach rzeczywistości. Czy zatem znajdowanie tych granic nie ma sensu, ale poszukiwanie ich jak najbardziej? Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, to jest dokładnie to, co ja o tym wszystkim myślę.
Do tej pory pisałem człowiek albo my, ale jak się dobrze zastanowić, to bardzo grube uogólnienie. Zdaje mi się, że każdy z nas ma jakieś inne predyspozycje, nic nie dzieje się też bez powodu. Ja na przykład zostałem wychowany na pragmatyka i racjonalistę. Za długo to trwało, żeby w mojej głowie dało się zagospodarować wolne miejsca na takie pojęcia, jak bóg czy dusza. Ale szczęśliwie, przynajmniej dla mnie, nasze mózgi są elastyczne. Sądzę, że znalazłem sposób na to, aby te pojęcia gdzieś jednak upchnąć, nie wyrzucając przy tym niczego, co nauczono mnie szanować jako oczywistą prawdę. Pierwszy krok ku temu dokonał się, kiedy zacząłem się zastanawiać, jak to możliwe, że niektórzy przez całe życie próbują rysować i nic im nie wychodzi, a ja potrafiłem to już mając kilka lat. Jak się dobrze zastanowić, jaki jest problem w tym, żeby poprowadzić kreskę tam, gdzie ona powinna biec, aby rysunek coś przedstawiał? Czy ja mam sprawniejsze ręce niż inni? Wcale nie. Predyspozycje do rysowania leżą gdzie indziej niż wiedza o tym, którędy powinna biec kreska. Najprawdopodobniej wynikają z mnóstwa innych drobnych umiejętności, które u jednych sumują się na talent rysowniczy, a u innych nie. Zatem, czy nie mogą istnieć predyspozycje do tego, by
dostrzegać rzeczywistość szerzej niż inni?
Dlaczego zatem prawda musi leżeć po stronie większości statystycznej? Nie powinno być dokładnie odwrotnie? Czyż bohaterem baśni nie jest ten, który wbrew przekonaniu większości śmiało wyrusza na wyprawę do źródeł tęczy?
Mamy wrażenie, że powyższy felieton to prawdziwa intelektualna przygoda – zaproszenie do badania granic rzeczywistości, ale nie w rozumieniu czy coś istnieje, tylko w sensie tego, co jesteśmy w stanie poznać, przeżyć, wyobrazić sobie. Autor nie podważa istnienia realnego świata, ale z wdziękiem pyta: jak daleko sięga nasza percepcja i nasza wyobraźnia?
Szczególnie urzeka metafora granicy jako strefy przejściowej, a nie ostrej linii. To podejście bliskie koncepcjom liminalności francuskiego etnologa Arnolda van Gennepa i brytyjskiego antropologa Victora Turnera, znawców rytuałów przejścia czy pogranicza poznawczego w filozofii nauki.
Porównanie granicy do tęczy budzi szacunek: tęcza jest realna, a jednocześnie nie da się jej posiąść. Wskazuje też na relacyjność – istnieje tylko w interakcji obserwatora ze światem. Subtelnie sugeruje również, że granica nie tyle jest, co się wydarza.
Zachwycają też fragmenty o baśniach, mitach i opowieściach. To naprawdę mocny punkt tekstu. Autor pokazuje, że bez narracji symbolicznej człowiek traci zdolność do rozumienia samego siebie. Myśl ta rezonuje z ideami Ernsta Cassirera, Carla Gustava Junga czy Mircei Eliadego. Mity nie są pytaniem o prawdę, lecz o funkcję egzystencjalną i poznawczą, co daje felietonowi nie tylko lekkość, ale także intelektualną uczciwość.
Interesująco wpleciony został wątek różnic indywidualnych – ludzi, którzy widzą więcej i poszerzają mapę rzeczywistości. Autor nie gloryfikuje takich jednostek, tylko pokazuje, że różnorodność sposobów postrzegania świata jest wartością samą w sobie.
To tekst, który bawi, inspiruje i prowokuje do refleksji, stając się fascynującym spacerem po granicach poznania, w których rzeczywistość i wyobraźnia spotykają się w najciekawszy możliwy sposób dla każdego Czytelnika ciekawego filozofii, mitologii czy psychologii symboli.
Redakcja





