
Okultysta, tarocista, jogin, teozof i autor książek o tematyce ezoterycznej. Jedna z najbardziej tajemniczych postaci australijskiego okultyzmu. Człowiek znany głównie pod literackim pseudonimem, o nieznanym życiorysie i tożsamości. Naprawdę zaś był polskim emigrantem, a koleje jego losu były niezwykłe
W połowie XX w. na przedmieściach Melbourne w Australii zamieszkał samotny starszy dżentelmen, który organizował spotkania towarzyskie dla osób zainteresowanych ezoteryką i filozofią indyjską. Założył grupę Arunachala, której nazwa nawiązywała do świętej góry w Indiach. To właśnie w jej pobliżu znajduje się aszram, stworzony przez uczniów wielkiego indyjskiego guru Sri Ramana Maharishiego.
– W naszej grupie nie ma oficjalnego członkostwa, opłat ani składek. Nie podejmujemy żadnych prób „nawracania”. Nie ma tu też przywództwa. Każdy uczestnik może poprowadzić spotkanie, jeśli ma na to ochotę. Na każdym spotkaniu jest obecny znany autor, okultysta, podróżnik i wielbiciel Maharishiego, który odpowiada na zadawane mu pytania – takie anonse można było przeczytać w latach 50. i 60. ub.w. w australijskiej prasie na temat Grupy Arunachala, której członkowie poznawali sekrety wschodnich praktyk duchowych.
Organizatora tych spotkań zwano Mouni Sadhu, co w sanskrycie znaczy milczący mnich lub milczący święty. To był jego pseudonim, pod którym wydawał pisane po angielsku książki na temat tarota, okultyzmu, medytacji i koncentracji. Najważniejszą z nich jest In Days of Great Peace – At the Feet of Sri Ramana Maharishi: Diary Leaves from India, czyli pamiętnik z pobytu autora w Indiach, gdzie przeżył przemianę duchową.
Nikt ze znajomych nie znał jego prawdziwego nazwiska ani nawet narodowości. Niektórzy sądzili, że jest Hindusem. Inni podejrzewali, że może pochodzić z Europy Wschodniej, na co wskazywałaby jego doskonała znajomość języka rosyjskiego. Uczniowie uważali go za wielkiego białego maga, jednego z tych, którzy jako pierwsi szerzyli indyjską myśl filozoficzną w świecie Zachodu. Najważniejszym ćwiczeniem, jakiego uczył, było samobadanie, czyli umiejętność skupiania uwagi na wewnętrznej świadomości swego ja. Aby je właściwie wykonać, trzeba wcześniej oczyścić umysł ze wszystkich myśli.

Umarł i ożył
Raz w roku Mouni Sadhu na parę tygodni wyjeżdżał z Melbourne do Sydney, gdzie wygłaszał wykłady w Towarzystwie Teozoficznym1, wróżył z kart i spotykał się ze znajomymi. W tych wyjazdach często towarzyszyły mu różne młode kobiety. Jedną z nich była mieszkająca w Australii czeska nauczycielka jogi Vera Rundus. Przy całym swoim zainteresowaniu okultyzmem Mouni Sadhu do końca życia pozostał praktykującym katolikiem. Pisał listy do amerykańskiego mnicha trapisty Thomasa Mertona, autora książek z dziedziny duchowości. Chciał budować mosty pomiędzy tradycją chrześcijańską i hinduską. Twierdził, że jego indyjski mistrz, Ramana Maharishi, nie zalecał nawracania się z jednej religii na drugą, lecz postulował przejście od ignorancji do mądrości.
Dalsza treść jest płatna
Czytaj bez ograniczeń
Odblokuj treści(najczęściej zadawane pytania). Jeśli dokonałeś już doładowania, kliknij w przycisk „Wykup dostęp” i potwierdź odblokowanie artykułu.





