
Rozpoczęła się pełna uprzedzeń i ksenofobii nagonka na Rajnesshpuram. Wielu pastorów kościoła protestanckiego rzucało najgorsze oskarżenia na mieszkańców gminy. Krzyczeli z ambon, że poglądy Osho to nowa religia, która jest obcym niebezpiecznym kultem i że na terenie osady odbywają się diabelskie orgie seksualne.
W końcu oskarżono sanjasinów o celowe zatrucie okolicznej ludności salmonellą oraz próby wpływania na wybory do lokalnych władz. Wokół Rajnesshpuram zaczęły krążyć samochody z uzbrojonymi farmerami.
W pobliskich miejscowościach pojawiły się transparenty z hasłami: dobry czerwony to martwy czerwony, w analogii do Indian, bo uczniowie Osho nosili stroje w kolorze pomarańczowo-czerwonym.
Ponoć, o czym oficjalnie się nie mówi, farmerzy zastrzelili od kilkunastu do kilkudziesięciu mieszkańców gminy. Stworzono atmosferę osaczenia i strachu
Wszystkie wymienione w artykule książki Osho (z wyjątkiem Oświecenie zwyczajnego człowieka. 10 byków Zen) oferuje:
Księgarnia-Galeria Nieznany Świat
ul. Kredytowa 2, 00–062 Warszawa
tel. 22 827 93 49
e‑mail: bok@nieznany.pl
www.nieznany.pl
Wielu drażnił nieco nonszalancki sposób bycia Osho, jego zamiłowanie do Rolexów i Rolls-Royce’ów, które kolekcjonował. Zbiory te poszerzały się, ponieważ bogatsi jego uczniowie, znając to hobby, chętnie go tymi rzeczami obdarowywali. On sam, na pytania, czy nie kłóci się to z jego naukami, odpowiadał beztrosko, iż bogactwo nie ma nic wspólnego z tym, czy się jest osobą oświeconą duchowo, czy nie i że wygodniej się medytuje w Rolls-Royce’ie, aniżeli na wozie drabiniastym. Takie poglądy zjednywały mu ludzi bogatych, którzy często negatywnie przedstawiani są w wypowiedziach mistrzów duchowych. Osho dawał nadzieję wszystkim, bo granica tego, o czym mówił, nie graniczyła z dobrami materialnymi, ale w głębi indywidualnej świadomości człowieka.
– Społeczeństwo kieruje się ustalonym trybem, postępuje według ustalonego wzoru, ma ustalone ideały. A buntownik nie może przystać na te ustalone ideały – musi podążać za swym, wciąż cichym, głosem.
W końcu, pod naciskiem podburzonej przez pastorów i polityków okolicznej ludności władze zaskarżyły do sądu legalność wspólnoty. Argumentowano to pogwałceniem prawa rozłączności Kościoła i państwa oraz naruszeniem prawa imigracyjnego. Udało się więc znaleźć haczyk na Osho – aresztowano go, stawiając mu początkowo kilkadziesiąt zarzutów, z których w toku śledztwa został tylko jeden – przestępstwo imigracyjne. Gmina faktycznie organizowała fikcyjne małżeństwa po to, żeby ściągnąć do Stanów uczniów mistrza pozostawionych w Indii.





