Ludzie już czują (choć na razie głównie intuicyjnie), że pewne wyobrażenia o rzeczywistości tracą aktualność, rozpadają się na ich oczach. Widzą chociażby, że dotychczasowy porządek świata, przez dekady będący podstawą stabilności w Europie, się chwieje. Zmiany nie da się ukryć także w zakresie światopoglądowym, czego dobrym przykładem jest erozja religijności i bezprecedensowy spadek znaczenia Kościoła w Polsce. Wszystko to stanowi jednak tylko skromne preludium do znacznie głębszych, już się toczących procesów
Ludzie będą odbierać te procesy rozmaicie, zależnie od poziomu świadomości i natężenia lęków. Mając kontakt z rzeczywistością jedynie poprzez selektywne systemy percepcji oparte na języku symbolicznym (czyli ideologie) większość zareaguje, ale nie będzie analizować ani ich źródeł, ani skutków. Dewaluacja religii na Zachodzie i w Polsce wcale nie odwołuje się do takich rzeczy jak np. psychologia wiary czy prawa opisujące procesy socjologiczne. Dla nich dostępne są tylko symboliczno-emocjonalne odreagowania. Jest to analogiczne do etapu rozwojowego młodego człowieka, który w miarę dorastania i tworzenia osobowości odrębnej od osobowości rodziców stara się robić pewne rzeczy odwrotnie niż oni: chce wyglądać inaczej, nosi inne ubrania, nawet mówi inaczej. Nową dla siebie kulturę wybiera niekoniecznie świadomie, najważniejsze jest dla niego, by była inna. Poprzez symbole, takie jak spodnie czy czapka, tworzy swoją tożsamość. Inną analogią powierzchownych odreagowań symboliczno-emocjonalnych są
ruchy pseudo-duchowe,
obfitujące w coś, co można by nazwać oznakami tożsamości grupowej (np. my przebudzeni), choć częściej za nimi kryje się izolacja (utknięcie), np. w myśleniu magicznym.
To najczęstsza postać podważania schematów, mimo wszystko nie całkiem jałowa, bo przewartościowanie symboli jest jednak warunkiem wszelkich zmian kulturowych. To zaś, co się będzie działo (zupełnie inne procesy) w umysłach osób świadomych, będących często bardziej wpływowymi i opiniotwórczymi, będzie mieć znacznie większy wpływ na przemianę świata. Nie wyliczę tu oczywiście wszystkich aspektów tego bardzo złożonego procesu, wymagających chociażby naświetlenia mechanizmów psychologicznych, co czynię w moich książkach…
Jednak mogę podać parę przykładów, czytelnych nawet w skrótowej formie. Główne bodźce działające na ludzi na tym polu będą pochodzić z załamywania się dotychczasowych schematów i wyobrażeń. Z upadku krajów i społeczeństw, z mniej czy bardziej zaawansowanej ich degradacji, co odbierane jest jako sygnały alarmowe. Widzimy np. zapaść Stanów Zjednoczonych, zarówno w sensie rosnącego odsetka ludzi, którym nie starcza nawet na jedzenie (co najmniej kilkanaście procent), jak i tych niemających już żadnych lub prawie żadnych oszczędności (20–30%). Jednocześnie wojna na Bliskim Wschodzie podważyła wizerunek USA jako supermocarstwa, budującego wpływy w tym regionie opierając się na etykietce gwaranta bezpieczeństwa, de facto niezdolnego nawet do odblokowania Cieśniny Ormuz i do uchronienia swoich baz wojskowych przed zniszczeniem. Może nie powinienem odnosić się tu do sytuacji strategicznej, ale zmierzam do tego, że kraj, który przez sto lat mozolnie budował pozycję supermocarstwa, potrafił ją rozmontować w mgnieniu oka, przy czym ocena przyczyn tego, co się stało, nie jest łatwa. Niemniej jest to przedsmak (w ujęciu historycznym) degradacji demokratycznego supermocarstwowego kraju. Amerykanom nie przeszkadzało, że 40% uczniów klas pierwszych czyta i pisze poniżej poziomu podstawowego (wg danych agencji NAEP), czyli w praktyce poniżej poziomu klasy pierwszej, co skądinąd jasno wskazuje źródło upadku tkwiące w ludziach. Nie było żadnych prób zmiany tego, a gdyby zapytać o to kogoś, kto rozumie psychologię rozwoju, to zapewne odpowiedziałby on, że taka zmiana nie była możliwa – w każdym razie nie w taki sposób, jak zwykli ludzie sobie wyobrażają.
Już ten jeden przykład, pozwala sobie wyobrazić, jak wiele wzorców upadnie lub całkowicie się zmieni. Jeśli chociażby w następstwie tego pojawi się wśród ludzi hasło, że demokracja oparta na regresie psychologicznym stanowi samobójstwo, to właściwie wszystko, co było podstawą rozumienia cywilizacji, runie i nigdy nie wróci. Tylko ta jedna zmiana spowoduje, że powstanie nauka o rozwoju, dzięki której stworzone zostaną doktryny, filozofie, metody. Jeśli coś upadnie, to oczywiście okaże się też, że wyłaniający się nowy porządek świata, hierarchia krajów, będą bardzo różnić się od tego, co funkcjonowało przez poprzednie pół wieku. W prosty sposób ukaże to ludziom, które drogi prowadzą do przyszłości, a które są ślepymi, by nie powiedzieć martwymi uliczkami.
Również naukę czeka poważna przebudowa i przewartościowanie, czego początkiem będzie samo uzmysłowienie ludzkości, jak wąskimi i sztywnymi ścieżkami ona podążała, jakby miała systemowo wbudowane klapki na oczach. Na tym polu pojawi się dużo sygnałów, ale wystarczy wspomnieć o nieuchronnym oskarżeniu, że nauka nie rozumiała rozwoju człowieka i nie widziała nadchodzącego upadku wielu składników cywilizacji, mimo iż składały się na to widoczne powszechnie procesy rozwijające się od co najmniej dziesiątek lat. Ktoś mógłby odeprzeć ten zarzut stwierdzeniem, że przewidział to Erich Neumann w swej książce Prawa ewolucji świadomości, tyle że nie reprezentował on całkiem nauki współczesnej – napisał to w 1947 r. Warto zauważyć, iż i w tym przypadku będzie chodzić o zmianę daleką od drobnej, zmianę sięgającą fundamentów cywilizacji.
Porównywalne z tym będą przewartościowania w religiach, ale choć znane są zapowiedzi tego z różnych źródeł, trudno to udowodnić. Wydaje się to jednak prawdopodobne już na tej podstawie, że takie systemy religijne, jakie mamy obecnie na Ziemi, okazują się bardzo źle przyjmować zmiany, więc jeśli będą próbować nadążyć za przewartościowaniami na innych polach, to raczej będzie to demontować ich kanon symboliczny (w myśleniu tego rodzaju wszystko jest niezmienne i dialektyczne, jeśli próbuje się np. zmienić niektóre rytuały czy twierdzenia, to tracą one swój wpływ). Jest to w gruncie rzeczy ekstrapolacją tego, co działo się z chrześcijaństwem od końca średniowiecza, kiedy to ekspansja nauki i nowych światopoglądów bezpośrednio osłabiła myślenie dogmatyczne.
Jednak nie będzie to na pewno najgłębszą, brzemienną w skutki przemianą – z tego prostego powodu, że dzisiaj
wpływ religii na życie ludzi
jest względnie słaby. Nie mam wątpliwości, iż dużo większe następstwa pociągnie za sobą wszystko to, co będzie podważać symbole i schematy związane z rodziną i wychowaniem. Upadek krajów w powiązaniu z niedającym się podważyć fenomenem upowszechniania się tzw. Ciemnej Tetrady cech osobowości (narcyzm, makiawelizm, psychopatia i sadyzm) wyraźnie zaakcentuje deficyty ludzkości. Nawet w tym sensie, że w trakcie zachodzenia tych procesów nie dostrzeżono ich źródeł.
Istnieje ewidentny, znany psychologii schemat blokowania rozwoju dzieci, pierwotnej wrogości wobec wszelkich zmian fundamentalnych, czego sam doświadczyłem, gdy próbowałem zainteresować ludzi edukacją służącą rozwojowi osobowości i kreatywności. Ten totalny opór zburzy bardzo wiele struktur społecznych. Samo zjawisko opisał przed laty jeden z najwybitniejszych psychologów XX w. Abraham Maslow:
Nie tylko kurczowo trzymamy się naszej psychopatologii, ale mamy też tendencję do unikania rozwoju osobistego, bo i on może przynieść kolejny rodzaj strachu, przerażenia, uczucia słabości i niedorastania do wymagań. I w ten sposób odnajdujemy w sobie kolejny rodzaj oporu – wypierania naszej najlepszej strony, naszych talentów, najlepszych pobudek, najwyższego potencjału, naszej kreatywności. (…) Jest to właśnie ta boska cząstka w nas, wobec której jesteśmy tak ambiwalentni – jesteśmy nią zarazem zafascynowani i boimy się jej. Jesteśmy przez nią motywowani, a zarazem bronimy się przed nią*.
Gdy zmiany już zajdą, utrzymywanie takich postaw będzie prawie niemożliwe. To tak, jakby po upadku średniowiecza ktoś namawiał ludzi, by wrócili do nędzy, wojen religijnych i braku wolności osobistej. Ci, którzy tkwili w dotychczasowych schematach, przyjmą nowe, na ogół powierzchownie, ale młode pokolenie będzie czuć obrzydzenie do zgniłych owoców wydanych przez stary świat.
* A. Maslow, Toward a psychology of being, Wyd. Wiley, 1998 r., s. 61.









