
10 stycznia 2026 r. podano informację o śmierci w wieku 90 lat legendarnego szwajcarskiego pisarza, orędownika hipotezy o tzw. starożytnych astronautach i ich wpływie na rozwój ludzkości oraz cywilizacji na Ziemi Ericha von Dänikena. Przez dekady był on autorem równie popularnym, co kontrowersyjnym. W ostatnich kilkunastu latach przeżywał renesans zainteresowania swoją twórczością, głównie dzięki serialowi dokumentalnemu (według niektórych quasi-dokumentalnemu) Ancient Aliens (Starożytni kosmici), w którym pojawiał się jako gość.
Pisarz urodził się w 1935 r. w religijnej rodzinie. Uczęszczał do szkoły prowadzonej przez jezuitów i – jak przyznawał – to krytyka Biblii oraz wrodzony brak pokory sprawiły, że zaczął interesować się historią starożytną, archeologią, a także – z czasem – hipotezą o paleoastronautach. Wbrew temu, co się niekiedy pisze, nie był on jednak pomysłodawcą ani ojcem koncepcji o bogach z Kosmosu. Rozważania na ten temat snuli przed nim inni autorzy, a jeden z nich, Robert Charroux pozwał nawet Dänikena za zbyt śmiałe inspirowanie się jego książką i… wygrał przed sądem. Podejrzenia o plagiat dotyczyły Wspomnień z przyszłości – książki w świecie anglojęzycznym znanej pod tytułem Chariots of Gods? (Rydwany bogów?). Choć przyniosła ona Szwajcarowi największą sławę, była też najbardziej problematyczna. Nie dość, że niewiele na niej zarobił, to dodatkowo przeszła ona silną korektę Wilhelma Utermanna, dziennikarza, publicysty, a w przeszłości aktywnego nazisty, uznawanego za ojca sukcesu Dänikena i sprawcę jego wypłynięcia na międzynarodowe wody.
Epizodem często wspominanym w biografii szwajcarskiego pisarza jest również jego pobyt w więzieniu za oszustwo, fałszerstwo i defraudację, których miał się dopuścić jako kierownik hotelu. Po latach tłumaczył, że potrzebował pieniędzy na wyprawy badawcze, ale sąd – jeżeli wierzyć przeciwnikom Dänikena – ustalił coś innego. To właśnie w więzieniu napisał swoją drugą książkę, która ugruntowała jego pozycję w świecie literatury i popkultury. Nie był on bowiem tylko literatem, który ostentacyjnie przeciwstawia się akademickim autorytetom, twierdząc, że bogowie z Kosmosu odwiedzili nasza planetę i jesteśmy ich dziećmi. Podróżował po świecie, szukając wsparcia swoich hipotez, a także występował i konsultował seriale dokumentalne, na długo przed pojawieniem się Ancient Aliens. W latach 70. XX w. były okresy, w których co roku wydawał książkę. Cieszą się one zainteresowaniem, choć przeciwnicy zwracają uwagę na swobodne podejście do faktów oraz powtarzalność wątków. Zarzuty naukowe wobec pisarza to osobna kwestia, czego dowodzi fakt powstania na ten temat mnóstwa opracowań, np. AntyDäniken Wojciecha Michery. Dla wielu osób do dziś Däniken, kucharz z wykształcenia, pozostaje symbolem antynaukowego podejścia do historii cywilizacji i religii.
Jemu jednak niezbyt to przeszkadzało – ba, na konfrontacji z akademikami robił reklamę swoich publikacji. Nie zawsze jednak przyświecała mu szczęśliwa gwiazda. Między innymi, gdy w 2003 r. z inicjatywy pisarza zaprojektowano i otwarto w Interlaken park rozrywki propagujący jego poglądy, z kilkoma ekspozycjami związanymi z wpływem cywilizacji z Kosmosu na rozwój cywilizacji ziemskiej. Miejsce to, uważane przez naukowców za kulturowy Czarnobyl, szybko splajtowało. Okazało się, że nie przyciągało gości, co dla Dänikena, mieszkańca miasta, stanowiło to cios wizerunkowy. Ratuje go wówczas serial Ancient Aliens. Miał składać się pierwotnie z kilku odcinków, obecnie liczy ich ok. 270 i doprowadził do ponownego zainteresowania tematyką, w której pisarz grał pierwsze skrzypce. Niesiony tą falą, dotarł do końca życia, obfitującego w kontrowersje, wzloty i upadki.
Däniken często pojawiał się z wykładami i odczytami (także w Polsce). Jego książki sprzedano w liczbie kilkudziesięciu milionów (często mówi się o ok. 70 mln) i przetłumaczono na 32 języki. W jednej z ostatnich pt. Bogowie nigdy nas nie opuścili autor próbuje połączyć paleoastronautykę z aktywnością Obcych w postaci spotkań z UFO, z czym swego czasu nie chciał być łączony. Uznał w niej, że bogowie z gwiazd nigdy nas nie opuścili, obserwują ludzkość, ale nie chcą otwartego kontaktu, który mógłby zachwiać delikatnym porządkiem na Ziemi, doprowadzając np. do upadku religii czy niepokojów społecznych. Z braku jednej konkretnej planetarnej reprezentacji, Obcy wolą milczeć niż kontaktować się z możnymi tego świata, zapatrzonymi wyłącznie w czubek własnego nosa.





